27.05.2024, 19:57 ✶
Południowe stragany - odchodzimy z Florence od Biżuterii Vioricii
Atreus pokręcił trochę nosem na jej komentarz, ale nic nie powiedział. Miała rację, ale to nie zmieniało faktu, że jakoś do tej pory specjalnie się nad tym nie zastanawiał. Może i Florence robiłaby za zagrożenie dla ewentualnej nowej pani domu, ale była też przecież ich matka - Enida nigdzie się nie wybierała z rodowej posiadłości do dnia swojej śmierci. No chyba, że postanowiłaby ostatnie swoje dni czy lata spędzić na pełen etat w rodzinnym kasynie. To też była opcja. Niemniej jednak, ich matka też potrafiła wymagać i zmieniać życie ludzi w piekło, chcący czy niechcący, i Atreus był przekonany że akurat ten aspekt osobowości, Florence miała właśnie po niej.
Przyglądał się Viorice przez dłuższą chwilę, z takim samym miłym, nieco nonszalanckim uśmiechem, wyczekując jej reakcji. Znał ten jej wyraz twarzy i to aż za dobrze, ale żeby było sprawiedliwie - ona też mogła czasem zobaczyć u niego dokładnie ten sam grymas. Teraz jednak to Bulstrode czuł, jakby trafił w dziesiatkę i wygrywał bajońskie sumy.
- Tylko koleżankę? Łamiesz mi serce - uśmiechnął się, z teatralną manierą głebokiego smutku. Ktokolwiek dzisiejszego dnia czaiłby się na jego kieszenie, musiałby być chyba samym bogiem szczęścia, żeby mu się to udało. Nie, kiedy obok Atreusa znajdowała się Florence i jej szeroko otwarte trzecie oko. - Ale niech ci będzie. Przez wzgląd na dobre czasy coś wezmę - przez moment przyglądał się asortymentowi jej stoiska. W końcu sięgnął po wisiorek, podnosząc go nieco wyżej, chyba po to żeby lepiej pokazać Viorice, co właściwie bierze. Zainstalowany w nim kamyk mienił się pysznie w letnim słońcu, jakby opijając się jego światłem do granic możliwości. Topaz sam w sobie był niemal czystej, złocistej barwy, ale promienie tylko podkreślały jego urok.
- Jak go nie wygram z powrotem w karty, to dostaniesz drugie tyle - uśmiechnął się do niej zaczepnie, wręczając jej odpowiednią kwotę. Wisiorek jednak schował do kieszeni spodni, bo ich zabawa była prosta i stara jak świat - Zamfir najpierw musiała sobie najpierw ten wisiorek ukraść.
- To co, idziemy? - zapytał, zwracając się do siostry, która też kupiła jakiś naszyjnik, a widząc że chyba nic innego nie zwróciło jej uwagi, ruszył dalej. - Do zobaczenia, Vior. Baw się dobrze -rzucił jeszcze tylko na odchodne właścicielce stoiska i zniknął w tłumie, w poszukiwaniu stoiska ze świecami.
- To musi być jakaś specjalna świeca czy po prostu... świeca?