27.12.2022, 18:41 ✶
Bar nie przyciągał, tak samo jak i to miejsce. Ale też w zamyśle właściciela pewnie nie było to, by w ogóle się podobać. Nikt nie miał tu zaglądać dlatego, że skusiła go piękna lampa, melodyjna muzyka czy zapach świeżo upieczonych ciastek. To nie była Pokątna, przytulna w swoim ścisku i wyglądająca niczym z bajki. Nokturn miał nie tylko rodzić koszmary, miał być jednym z nich. Ale najgorszy w tym wszystkim był zapach. Wybranie miejsca tuż obok tej kobiety zdawało się ukojeniem dla zmarszczonego nosa, gdy dosięgła go woń perfum i tytoniowego dymu.
- Długie, aczkolwiek wymowne – przyznał, choć nie mógł powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Nie żeby miało go to w jakikolwiek sposób odstraszyć. Bycie wrednym nie było przerażające, dopóki ktoś nie szeptał ci do ucha zaklęcia Cruciatus, wbijając różdżkę w krtań. – Nic dziwnego, że nie wspomnieli go w Proroku, zajęłoby pół akapitu, a Skeeterowie i tak już walczą między sobą o ilość słów – dodał jeszcze, podpierając głowę na dłoni. Łokieć lekko ślizgał mu się po blacie, ale był w stanie utrzymać równowagę. – Ktoś przejął mój stolik – wyjaśnił jeszcze, wskazując w kierunku mężczyzny okładającego tego, który leżał twarzą w rozbitej szklance, będącej wcześniej drinkiem Fergusa.
Kobieta naprawdę zdawała się tu nie pasować w swoim eleganckim stroju, z wyszukaną papierośnicą i wyrachowanymi gestami. Przez moment przemknęło mu przez myśl, że może tylko obserwowała otoczenie, zbierając informacje, a on jej w tym przeszkodził, ale szybko o tym zapomniał. Gdyby była aurorem, nie wyglądałaby… w ten sposób. Prędzej śmiałaby się z prostackich żartów przy piwie, a na misji bardziej wtopiła w tło. Nie, powód jej wizyty w tym miejscu był całkiem inny, a ciekawość zżerała go na tyle, że chciał go poznać. Tyle że nie mógł zapytać wprost, prawda?
Obrócił wzrok w kierunku barmana, wyprostowując przy tym ręce, bo gdyby poruszył się tak gwałtownie z głową wciąż wspartą na palcach, prędzej spadłby z tego stołka, niż zdążyłby odezwać.
- Dwie ogniste whisky – mruknął do niego, mierząc go wzrokiem. W tle nadal ktoś wrzeszczał, muzyka nieznośnie brzęczała, a deszcz uderzał o szyby. – To za to, że cię dręczę – dodał, gdy barman postawił przed nim dwie szklanki, a Fergus przesunął jedną z nich w kierunku kobiety. Nie żeby wyglądała na taką, która by tego potrzebowała. Prędzej na kogoś, kto chciałby się go pozbyć, a on nie zamierzał się jeszcze ulatniać. Nie, kiedy nie wiedział, gdzie indziej mógłby pójść, nie do końca pijany, ale już nie trzeźwy.
- Długie, aczkolwiek wymowne – przyznał, choć nie mógł powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Nie żeby miało go to w jakikolwiek sposób odstraszyć. Bycie wrednym nie było przerażające, dopóki ktoś nie szeptał ci do ucha zaklęcia Cruciatus, wbijając różdżkę w krtań. – Nic dziwnego, że nie wspomnieli go w Proroku, zajęłoby pół akapitu, a Skeeterowie i tak już walczą między sobą o ilość słów – dodał jeszcze, podpierając głowę na dłoni. Łokieć lekko ślizgał mu się po blacie, ale był w stanie utrzymać równowagę. – Ktoś przejął mój stolik – wyjaśnił jeszcze, wskazując w kierunku mężczyzny okładającego tego, który leżał twarzą w rozbitej szklance, będącej wcześniej drinkiem Fergusa.
Kobieta naprawdę zdawała się tu nie pasować w swoim eleganckim stroju, z wyszukaną papierośnicą i wyrachowanymi gestami. Przez moment przemknęło mu przez myśl, że może tylko obserwowała otoczenie, zbierając informacje, a on jej w tym przeszkodził, ale szybko o tym zapomniał. Gdyby była aurorem, nie wyglądałaby… w ten sposób. Prędzej śmiałaby się z prostackich żartów przy piwie, a na misji bardziej wtopiła w tło. Nie, powód jej wizyty w tym miejscu był całkiem inny, a ciekawość zżerała go na tyle, że chciał go poznać. Tyle że nie mógł zapytać wprost, prawda?
Obrócił wzrok w kierunku barmana, wyprostowując przy tym ręce, bo gdyby poruszył się tak gwałtownie z głową wciąż wspartą na palcach, prędzej spadłby z tego stołka, niż zdążyłby odezwać.
- Dwie ogniste whisky – mruknął do niego, mierząc go wzrokiem. W tle nadal ktoś wrzeszczał, muzyka nieznośnie brzęczała, a deszcz uderzał o szyby. – To za to, że cię dręczę – dodał, gdy barman postawił przed nim dwie szklanki, a Fergus przesunął jedną z nich w kierunku kobiety. Nie żeby wyglądała na taką, która by tego potrzebowała. Prędzej na kogoś, kto chciałby się go pozbyć, a on nie zamierzał się jeszcze ulatniać. Nie, kiedy nie wiedział, gdzie indziej mógłby pójść, nie do końca pijany, ale już nie trzeźwy.