27.05.2024, 20:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 20:49 przez Millie Moody.)
Południowe stragany
Było takie miejsce na świecie, najpiękniejsze, najbezpieczniejsze, najsłodsze ze wszystkich jakie doświadczyła w całym swoim krótkim, ale intensywnym życiu.
Tym miejscem był uścisk jej brata. Ramiona, zapach, bijące pod policzkiem serce, mówiące o tym, że jest bezpieczną, że jest chciana, że jest kochana...
Nigdzie, nigdy, przy nikim tak się nie czuła.
A potem ktoś zajęczał i nagle Alika zrobiło się więcej, jakby urosła mu druga para ramion, dwa serca podsłuchiwane zsynchronizowane, drugie ciało zrośnięte trwalsze, silniejsze razem niż osobno. I to wszystko dla niej... Zapadła się w tym uczuciu, zapadła w wizji, w ciepłe we wszechogarniającej otumaniającej miłości.
– Stul. Kurwa. Dziób. Mam. Teraz. Moment. – wymamrotała do niego, do nich, do świata, chłonąc całą sobą to doświadczenie i marząc o śmierci bo nic kurwa lepszego już jej nigdy nie spotka w życiu niż ta chwila.
No i potem się zjebało. Bańka pękła, ktoś coś pierdolił, Alastor i tak był na służbie. Była otumaniona, odchylił się i głowę oparła o Bertiego. Czy można przyćpać uczuciami? Miała wrażenie że zaraz wybuchnie płaczem. Jebane leki, chuja dawały, Millie obiecywałaby krwawe zabawy wątrobą tego lekarzyny Blacka, gdyby nie to, że dookoła głowy wirowały jej zasrane jednorożce i pierdolone gwiazdeczki.
– To co... – zawisła na ramieniu Bertiego, bo wypadało bardziej na jego niż bratowym. – Pan gwiazdor cukiernik mnie popilnuje a potem idziemy razem na lody? – Nie powie, że to gejowe iść z kumplem na lody, hehe a ona chętnie popatrzy. Nie powie. Gryzła się po wnętrzu policzka gryzła bardzo ale życie i wola wracały do mózgu powoli. – Jak odmówisz to będzie mi smutno i Alik Ci wpierdoli. – To pewnie nie była prawda, ale spróbować zawsze warto. Z resztą czy tym wielkim kocim gałom można było odmówić?
Było takie miejsce na świecie, najpiękniejsze, najbezpieczniejsze, najsłodsze ze wszystkich jakie doświadczyła w całym swoim krótkim, ale intensywnym życiu.
Tym miejscem był uścisk jej brata. Ramiona, zapach, bijące pod policzkiem serce, mówiące o tym, że jest bezpieczną, że jest chciana, że jest kochana...
Nigdzie, nigdy, przy nikim tak się nie czuła.
A potem ktoś zajęczał i nagle Alika zrobiło się więcej, jakby urosła mu druga para ramion, dwa serca podsłuchiwane zsynchronizowane, drugie ciało zrośnięte trwalsze, silniejsze razem niż osobno. I to wszystko dla niej... Zapadła się w tym uczuciu, zapadła w wizji, w ciepłe we wszechogarniającej otumaniającej miłości.
– Stul. Kurwa. Dziób. Mam. Teraz. Moment. – wymamrotała do niego, do nich, do świata, chłonąc całą sobą to doświadczenie i marząc o śmierci bo nic kurwa lepszego już jej nigdy nie spotka w życiu niż ta chwila.
No i potem się zjebało. Bańka pękła, ktoś coś pierdolił, Alastor i tak był na służbie. Była otumaniona, odchylił się i głowę oparła o Bertiego. Czy można przyćpać uczuciami? Miała wrażenie że zaraz wybuchnie płaczem. Jebane leki, chuja dawały, Millie obiecywałaby krwawe zabawy wątrobą tego lekarzyny Blacka, gdyby nie to, że dookoła głowy wirowały jej zasrane jednorożce i pierdolone gwiazdeczki.
– To co... – zawisła na ramieniu Bertiego, bo wypadało bardziej na jego niż bratowym. – Pan gwiazdor cukiernik mnie popilnuje a potem idziemy razem na lody? – Nie powie, że to gejowe iść z kumplem na lody, hehe a ona chętnie popatrzy. Nie powie. Gryzła się po wnętrzu policzka gryzła bardzo ale życie i wola wracały do mózgu powoli. – Jak odmówisz to będzie mi smutno i Alik Ci wpierdoli. – To pewnie nie była prawda, ale spróbować zawsze warto. Z resztą czy tym wielkim kocim gałom można było odmówić?