Peppa przewróciła oczami. Oczywiście Jamesowi się podobała wizja ciasnych korytarzy. Kolejne tajemnicze miejsce, w którym mógłby biegać z kolegami i wpadać w kłopoty. Na szczęście, z jego temperamentem praca w Ministerstwie mu nie groziła. Nawet do sprzątania by się nie nadawał.
Dziwnie się poczuła słysząc to nazwisko wymawiane przez brata. Jakby część jej wewnętrznego, świętego świata, została wywalona na światło dzienne. Tak, sama mu o tym powiedziała, ale nie przewidziała, co tym wywoła.
Zaczęło się niewinnie, ale... James oczywiście obrał najgorszy możliwy kierunek. Bardzo dobrze, że Peppa nie miała herbaty, bo by się teraz zadławiła, utopiła, albo chociażby oblała wrzątkiem.
— Co się śmiejesz tak, co!? — Niemal wyskoczyła z krzesła, ale przecież nie mogła się tak emocjonować, bo to by oznaczało, że James ma rację.
Jego beznadziejne zdolności na skupieniu się na temacie uratowały Peppę. Nie pierwszy raz.
Otworzyła buzię, gdy przeszedł ją szok po odkryciu brata. To prawda. Ona była dorosła... a on mógł czarować w jej obecności.
— Nawet nie próbuj! Nie biorę za to odpowiedzialności!
Teraz już wstała i podeszła do niego. Położyła ręce na ramionach chłopaka, by odsunąć go od kuchenki.
— Ja już sobie tą herbatę zrobię, dziękuję. Chowaj tą różdżkę. Nie zapominaj, że mogę się wydeportować w każdej chwili, zostawiając ciebie czarującego samotnie. — Wbiła mu trochę palce w te jego chude ramiona, ale tylko na chwileczkę. Uśmiechnęła się. — Ale może pozwolę ci trochę poczarować później, jak będziesz grzeczny.