Niemal podskoczyłam, słysząc głos pracownika stoiska. To ta pani od pączków z Beltane!
— Dz-dzień dobry!
Wysłuchałam uważnie opisu kotka. Brzmiało ciężko i skomplikowanie... Ale może dlatego powinnam mu pomóc? Jak nie ja, to kto? No i co mi szkodzi, mamy już tyle zwierząt... Z pewnością będą się z nim miło bawić.
— Czy boi się też innych zwierząt? Jeśli są spokojne i przyjazne? — dopytałam. Nie mogłam przecież brać go tak totalnie w ciemno. Czy powinnam może skonsultować to z Lysandrem? Cóż, na pewno nie będzie miał nic przeciwko. Uwielbia zwierzęta i ma takie dobre serce. Gdyby ze mną był, od razu zgarnął by Śnieżka bez dodatkowych pytań.
— I... nie mamy duchów, ani szczurów, ani niczego takiego. — Zapewniłam. — W domu miałby kontakt z innymi kotami, czasem ptakami pocztowymi, wiadomo, a jakby poszedł na dwór to mamy kury, krowę... — Czy naprawdę musiałam wymieniać cały inwentarz? Na pewno nie wymienię zmieniającego się w niedźwiedzia czarodzieja, który czasem nas odwiedza. — ...i inne takie, spokojne zwierzęta.
Uśmiechnęłam się niezręcznie, splatając nerwowo palce za plecami. Czy mogła mi odmówić adopcji? Czy może jednak chcą się po prostu pozbyć tych kotków? Czy wyglądam na wystarczająco odpowiednią osobę? Czy powinnam sprecyzować, że w domu nie mieszkają dzieci i palący?