Cokolwiek mówił, zwracał uwagę – chłopcy go nie słuchali. Robili wszystko jakby, złośliwie? Testowali jego cierpliwość? Tak szybko zadomowili się, sprawdzając jak daleko sięga także cierpliwość Roberta? Richard zaczynał mieć już tego dosłownie dosyć. Nie tak ich wychowywał. Nie tak ich uczył zachowania w gościnie, czy w rodzinie, kiedy tutaj przyjeżdżali. W tej chwili, narobili mu wstydu. Nie mówiąc już o zachowaniu Sophie, która także wywinęła niejeden numer.
Słysząc nawoływanie syna obok, spojrzał na jego talerz, krytycznie oceniając zachowanie Leonarda. To samo spojrzenie jednak skierował na Charlesa. Nie odpowiedział na słowa Leonarda. Być może robili sobie kanapki samodzielnie, bez pomocy skrzata. Choć nie musieli, kiedy posiłki zawsze mieli odpowiednio przygotowywane. A ich skrzat domowy również znał się na swojej robocie. Nie mieli co narzekać na jego oddanie i pracowitość.
Odłożył sztućce na swój talerz, przerywając jedzenie śniadania już w momencie, jak Charles domagał się jego uwagi. Mając obecnie problem ze swoimi chłopakami, nie zarejestrował niepokojącego najpewniej spojrzenie brata, w stronę wyjścia, gdzie zniknęły jego dzieciaki. Richard miał już przejść do działania, kiedy usłyszał słowa brata. Skupił na nim spojrzenie, wysłuchawszy jego pouczenia. Zrozumiał to spojrzenie, jakie brat mu posłał. Pozwolił mu dokończyć, ale już wtedy kontrolnie obserwował Charlesa i Leonarda.
- Usiądziesz na moim miejscu.Zwrócił się Richard do Charlesa, tonem rozkazującym i nieznoszącym sprzeciwu. Dał tym sposobem do zrozumienia, że był nie tylko zirytowany ale i mocno zawiedziony ich zachowaniem.
Wstał nawet od stołu, odsuwając krzesło. Talerze swój z Charlesem, zamienił miejscami. Tak samo kubki z napojami. Jeżeli Charles się ociągał, Richard patrzył na niego z góry wyczekująco. Tylko w ten sposób ich mógł rozdzielić, aby przestali zakłócać spokojne spożywanie posiłku pozostałym członkom rodziny. Usiąść między nimi. Tylko tym razem, na tym posiłku rodzinnym.
Jeżeli Charles posłucha ojca i zamieni się miejscami. Na tym nie było końca. Ponieważ w następnej kolejności, Richard zamierzał zamienić talerze Leonarda z Charlesem. Tak, że kiełbaskę z dżemem, miałby Leonard.
- Mocno się na was zawiodłem. Zjedzcie to co macie na talerzach.Zwrócił się do nich z gniewnym tonem, niczym zawiedziony ojciec, zachowaniem swoich synów. Nie zwracał uwagi na to, że Lorien coś tam szeptała do Roberta. Skupiony był na czynnościowym rozdzieleniu chłopaków. Na tym dzisiejszym śniadaniu, nie mogli widocznie siedzieć razem. Obok siebie. Może to ich nauczy, aby nie wtrącać się do cudzego talerza.