27.05.2024, 21:48 ✶
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Rozmawia z Erikiem Longbottomem, odzywa się do Leonarda i Victorii Lestrange, zauważa Isaaca Bagshota
Erik wydawał się nie mieć pojęcia, czym były świeczki Mulciberów i do czego ich używano, lecz czy można było go winić? Dla zwykłego czarodzieja, świeczki były niczym więcej jak staroświeckim źródłem światła albo ozdóbką, którą lubiły podstarzałe czarownice. Charlie postarał się odzyskać dobre nastawienie. Podejście do klienta było równie ważne, co asortyment.
- W rzeczy samej. - Zgodził się z Erikiem. - Lecz jeśli wyrazi pan chęć zakupienia świeczek tylko pachnących, nie widzę przeszkód, by takie stworzyć na zamówienie. - Dodał, choć wydawało się to marnotrawieniem talentu Mulciberów. Połączyć olejki z woskiem i barwnikiem potrafił przecież każdy! Czym innym było wplecenie w świeczkę odpowiednich składników, w odpowiednich proporcjach, w czasie odpowiedniego rytuału. Ale skoro ktoś chciał taką pachnącą, kim był Charlie, by tego odmawiać. Należało wychodzić na przeciw popytowi.
Charles chwycił świeczkę, którą chciał Erik - dużą, na odprężenie. Ta wyszła spod jego własnych dłoni i choć miała klasyczny, walcowaty kształt, jej różowe boki przyozdobił brokatowym wzorem kwiatów, które lekko falowały podczas palenia, błyszcząc w blasku płomienia. Świeczka miała mieć walory nie tylko magiczne, ale również estetyczne. Niestety, Charlie zaraz musiał zawinąć świecę w szary papier i włożyć do równie szarej torby z odbitą pieczęcią z prostym logiem zakładu.
- Co do używania, najlepiej obserwować własne reakcje. - Poradził Charles, przesuwając torebkę w stronę Erika. W porę zreflektował się i dorzucił jeszcze trymer. - Na początek nie radzę palenia jej zbyt długo. Dwadzieścia minut, może pół godziny, obserwować, czy wystarczy. Dorzucę jeszcze panu próbkę lawendowej. - Chwycił spod lady mały, fioletowy krążek, który zaraz również został zawinięty w papier, opisany i wrzucony do torebki. - Nasenna, ale bardzo delikatna, przydatna po ciężkim dniu. - Uśmiechnął się. Nie ważył się polecać Erikowi niczego mocniejszego, gdy ten z pewnością był laikiem. Z drugiej strony... może właśnie nieco bardziej ekstrawangackie świece i kadzidła mogłyby przekonać mężczyznę do wyrobów rodziny Mulciber?
Nie umknęło mu pojawienie się Victorii.
- Leonardo? - Zwrócił się czule do brata, gdy spostrzegł, że nadeszła kolejna klientka. Szczęśliwie nie dostrzegł jeszcze kota w koszyku. - Podasz mi proszę komplety świec ze skrzyni z tyłu? - Zagadnął, uśmiechając się w stronę kobiety. - Już pani wszystko podaję. A dla pana, to będzie...
Charles urwał, bo spostrzegł podchodzącego Isaaca. Wyszczerzył się do mężczyzny, pamiętając, że obiecał mu coś specjalnego. I może właśnie to coś specjalnego zainteresowałoby Erika, jak twierdzili?
- Hej, Isaac! - Przywitał się z Bagshotem, lecz zaraz wrócił do klienta. - Szalone rzeczy! Wie pan, mamy też inne różane świece. Nieco bardziej szalone, jak mówi Isaac.- Zagadnął zagadkowo, a jego ton zmienił się nieco. Zerknął znów na kolegę, który dołączył. Jeśli teraz nie wyciągnie specjalnego asortymentu, nie zrobi tego wcale! Wydawało się, że w razie problemów Isaac go uratuje... prawda? - O zapachu róż. Te jednak mają właściwości zupełnie inne, a raczej zupełnie przeciwne do uspokajających. Znajduje się w nich wyciąg z ostryg mandżurskich i lukrecji, jak może sobie pan wyobrazić, to bardzo potentne afrodyzjaki. Zapachy przykryte wonią róży. Wprawiają pary w miły nastrój.- Uśmiech Charlesa miał się nie poszerzać, ale jak mógłby nie, gdy mówił o czymś takim? Nie dorósł jeszcze do tego, by sprawy zbliżeń były dla niego normą. - To nowy wyrób, jeszcze nielicencjonowany przez rodzinę, ale wart spróbowania, mam nadzieję. Może będzie pan zainteresowany? Jest w bardzo korzystnej cenie.
Charlie nachylił się pod ladę, by wyjąć skrzynkę. Po otwarciu wieka w wypełnionym sianku wnętrzu ukazały się trzy świeczki: odpowiednio mała, średnia i duża. Każda z nich miała inny kolor, lecz podobny kształt. Nieco wygięte, gwałtownie poszerzające się u góry w charakterystyczny kształt, z podstawą dwóch nieregularnych kul i wyraźnymi anatomicznymi rzeźbieniami na ściankach: woskowe fallusy sterczały dumnie i zachęcająco.
- To wersja testowa. - Powtórzył i odruchowo zerknął w bok, tam gdzie wcześniej widział wuja. Wuj nie musiał wiedzieć o osobistych wyrobach Charliego. Jeszcze nie teraz! - Lecz może pana wybrance się spodoba? Mały, średni, duży? Duży jest różany. Proszę obejrzeć z bliska. - Zachęcał ledwie powstrzymując wesołość.
Rozmawia z Erikiem Longbottomem, odzywa się do Leonarda i Victorii Lestrange, zauważa Isaaca Bagshota
Erik wydawał się nie mieć pojęcia, czym były świeczki Mulciberów i do czego ich używano, lecz czy można było go winić? Dla zwykłego czarodzieja, świeczki były niczym więcej jak staroświeckim źródłem światła albo ozdóbką, którą lubiły podstarzałe czarownice. Charlie postarał się odzyskać dobre nastawienie. Podejście do klienta było równie ważne, co asortyment.
- W rzeczy samej. - Zgodził się z Erikiem. - Lecz jeśli wyrazi pan chęć zakupienia świeczek tylko pachnących, nie widzę przeszkód, by takie stworzyć na zamówienie. - Dodał, choć wydawało się to marnotrawieniem talentu Mulciberów. Połączyć olejki z woskiem i barwnikiem potrafił przecież każdy! Czym innym było wplecenie w świeczkę odpowiednich składników, w odpowiednich proporcjach, w czasie odpowiedniego rytuału. Ale skoro ktoś chciał taką pachnącą, kim był Charlie, by tego odmawiać. Należało wychodzić na przeciw popytowi.
Charles chwycił świeczkę, którą chciał Erik - dużą, na odprężenie. Ta wyszła spod jego własnych dłoni i choć miała klasyczny, walcowaty kształt, jej różowe boki przyozdobił brokatowym wzorem kwiatów, które lekko falowały podczas palenia, błyszcząc w blasku płomienia. Świeczka miała mieć walory nie tylko magiczne, ale również estetyczne. Niestety, Charlie zaraz musiał zawinąć świecę w szary papier i włożyć do równie szarej torby z odbitą pieczęcią z prostym logiem zakładu.
- Co do używania, najlepiej obserwować własne reakcje. - Poradził Charles, przesuwając torebkę w stronę Erika. W porę zreflektował się i dorzucił jeszcze trymer. - Na początek nie radzę palenia jej zbyt długo. Dwadzieścia minut, może pół godziny, obserwować, czy wystarczy. Dorzucę jeszcze panu próbkę lawendowej. - Chwycił spod lady mały, fioletowy krążek, który zaraz również został zawinięty w papier, opisany i wrzucony do torebki. - Nasenna, ale bardzo delikatna, przydatna po ciężkim dniu. - Uśmiechnął się. Nie ważył się polecać Erikowi niczego mocniejszego, gdy ten z pewnością był laikiem. Z drugiej strony... może właśnie nieco bardziej ekstrawangackie świece i kadzidła mogłyby przekonać mężczyznę do wyrobów rodziny Mulciber?
Nie umknęło mu pojawienie się Victorii.
- Leonardo? - Zwrócił się czule do brata, gdy spostrzegł, że nadeszła kolejna klientka. Szczęśliwie nie dostrzegł jeszcze kota w koszyku. - Podasz mi proszę komplety świec ze skrzyni z tyłu? - Zagadnął, uśmiechając się w stronę kobiety. - Już pani wszystko podaję. A dla pana, to będzie...
Charles urwał, bo spostrzegł podchodzącego Isaaca. Wyszczerzył się do mężczyzny, pamiętając, że obiecał mu coś specjalnego. I może właśnie to coś specjalnego zainteresowałoby Erika, jak twierdzili?
- Hej, Isaac! - Przywitał się z Bagshotem, lecz zaraz wrócił do klienta. - Szalone rzeczy! Wie pan, mamy też inne różane świece. Nieco bardziej szalone, jak mówi Isaac.- Zagadnął zagadkowo, a jego ton zmienił się nieco. Zerknął znów na kolegę, który dołączył. Jeśli teraz nie wyciągnie specjalnego asortymentu, nie zrobi tego wcale! Wydawało się, że w razie problemów Isaac go uratuje... prawda? - O zapachu róż. Te jednak mają właściwości zupełnie inne, a raczej zupełnie przeciwne do uspokajających. Znajduje się w nich wyciąg z ostryg mandżurskich i lukrecji, jak może sobie pan wyobrazić, to bardzo potentne afrodyzjaki. Zapachy przykryte wonią róży. Wprawiają pary w miły nastrój.- Uśmiech Charlesa miał się nie poszerzać, ale jak mógłby nie, gdy mówił o czymś takim? Nie dorósł jeszcze do tego, by sprawy zbliżeń były dla niego normą. - To nowy wyrób, jeszcze nielicencjonowany przez rodzinę, ale wart spróbowania, mam nadzieję. Może będzie pan zainteresowany? Jest w bardzo korzystnej cenie.
Charlie nachylił się pod ladę, by wyjąć skrzynkę. Po otwarciu wieka w wypełnionym sianku wnętrzu ukazały się trzy świeczki: odpowiednio mała, średnia i duża. Każda z nich miała inny kolor, lecz podobny kształt. Nieco wygięte, gwałtownie poszerzające się u góry w charakterystyczny kształt, z podstawą dwóch nieregularnych kul i wyraźnymi anatomicznymi rzeźbieniami na ściankach: woskowe fallusy sterczały dumnie i zachęcająco.
- To wersja testowa. - Powtórzył i odruchowo zerknął w bok, tam gdzie wcześniej widział wuja. Wuj nie musiał wiedzieć o osobistych wyrobach Charliego. Jeszcze nie teraz! - Lecz może pana wybrance się spodoba? Mały, średni, duży? Duży jest różany. Proszę obejrzeć z bliska. - Zachęcał ledwie powstrzymując wesołość.