Philip regularnie bywał w Dolinie Godryka - głównie w celach wyłącznie rekreacyjnych. W tym właśnie celu zdecydował zakupić się tutaj dom - dzięki temu było znacznie łatwiej uczestniczyć we wszystkich odbywających się tam sabatach, prywatnych przyjęciach i przede wszystkim, posiadanie domu w tej części Anglii pozwalało mu też na korzystanie z terenów okalających Dolinę. To właśnie tutaj odpoczywał od zgiełku magicznego Londynu. Okolica była do tego wręcz stworzona, choć echo wiosennych wydarzeń wciąż zdawało się wybrzmiewać. Jego prywatne życie też nie układało się tak, jak powinno. Przyszedł tutaj się dobrze bawić, pozostawiając za sobą wszystkie swoje dotychczasowe problemy.
Po przybyciu na miejsce, w którym odbywał się bankiet, Philip postanowił zajrzeć do każdego z namiotów - w ten sposób skosztował już tych fig i melonów. Doskonale wiedział, że nie będzie mógł oprzeć się spróbowaniu tego jabłecznika, choć na to było jeszcze za wcześnie. Przechadzając się od namiotu do namiotu zlokalizował także miejsca siedzące. Ostatecznie skierował się znów na zewnątrz, ku fontannie z alkoholem. Nie zaskakiwało go to, że ona cieszyła się największą uwagą wśród uczestników bankietu.
Na razie zignorował piramidkę z kieliszków do szampana. Zamierzał lekkim ruchem dłoni zdjąć z lewitującej tacy jeden z kieliszków i napełnić go białym winem, kiedy poczuł że ktoś na niego wpada. Młoda dziewczyna. Zarejestrował też, że w wywołanym przez nią zamieszaniu z jej dłoni kieliszek czerwonego wina. Alkohol mógł się rozlać i wsiąknąć w murawę, kiedy zareagował instynktownie - zręcznym złapaniem opadającego ku ziemi kieliszka. Mógł to przyrównać do zaledwie igraszki - szklany kieliszek w niczym nie dorównywał złotemu zniczowi.
— Dotąd nie spotkałem się z tym, aby ktoś nazwał mnie Merlinem. — Zwrócił się niefrasobliwie do dziewczyny, zdradzając swoje rozbawienie. Pewnie trzymając pochwycony kieliszek, który zamierzał zwrócić uczestniczce bankietu, posłał jej wesoły uśmiech, który i tym razem uwydatnił dołeczki w jego policzkach.
— Pandoro, jestem zaskoczony, że Cię tutaj widzę. Pozytywnie, rzecz jasna. — Postanowił zagadnąć do czarownicy, również z uśmiechem. Pandora musiała przyjść tutaj sama - widocznie nie towarzyszył jej Laurent, z którym nie miał kontaktu od niedawnego rejsu. Poróżnili się w jego trakcie. Zamierzał rozwiązać to w najbliższym czasie.
@Penny Weasley @Pandora Prewett