27.05.2024, 23:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 17:18 przez Annaleigh Dolohov.)
Peregrinus, Lyssa, Vakel, Annaleigh - przy wejściu
Tak naprawdę nie wiedziała, czy lubi wesela. Gdyby ktoś zadał jej to pytanie odpowiedziałaby twierdząco, ale tak naprawdę za każdym razem, gdy lądowała na podobnym przyjęciu widziała swój własny ślub z Vakelem, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, cóż.
Tamten akurat był śmiechu warty.
A jednak wyruszyli na uroczystość razem. Wysłuchali ceremonii, która zapewne byłaby ujmująca, gdyby nie to, że przez jej cały czas trwania zastanawiała się, czy młoda para naprawdę stanęła tu z miłości, czy raczej z obowiązku, który spadał na rody o szanowanej historii. Pojawili się na przyjęciu, posyłając uśmiechy, składali życzenia, a nawet kulturalnie zjedli posiłek, nie wywołując przy tym żadnego skandalu, choć czuła czasem na swoich plecach spojrzenie, które mówiło, że Vakel ma na to wielką ochotę.
Chciała mieć już za sobą tą całą farsę. Najchętniej udałaby, że źle się czuje i zniknęła, udając się na spoczynek do domu, miała jednak jeszcze kilka osób, z którymi wypadało jej porozmawiać. Przyzwoitość nakazywała jej jeszcze trochę pocierpieć.
Socjalne powinności, choć upierdliwe, realizowała z najwyższą starannością, tak jak wpoiła jej matka.
Szkoda, że czasem się myliła.
Towarzystwo pana Trelawney’a wcale nie pomagało. Pamiętała ich rozmowę w gabinecie i coraz częściej zdawała sobie sprawę, że za chwilę mogła się okazać mieć w posiadłości samych wrogów.
Nie, żeby wzbudzało w niej to zdziwienie, mogła przewidzieć podobny rozwój wypadków, nastawiła się nawet na niego, a jednak, cóż, nadal czuła się przezs to źle.
Coraz bardziej zastanawiała się, czy cokolwiek co starała się panicznie ratować, miało jeszcze sens?
Stała więc, wśród ich czwórki, w czerwonej, dopasowanej sukni ozdobionej czerwonymi kryształkami, układającymi się w wzór delikatnych gałązek ozdobionych nierozwiniętymi różyczkami, spływającymi w dół sukni. Do ramion, miała przyczepioną delikatną pelerynę, przechodzącą w tren, ciągnący się za nią delikatnie.
Wyglądała ładnie. Idealna dama, na którą miło było zawiesić oko, z która można było wymienić uprzejmości, która posyłała uśmiechy i odpowiadała na puste komplementy.
Czuła się jednak w tej chwili jak chwast, którzy pozostali najchętniej by wyplenili.
Rozmawiali właśnie z jednym z dalszych kuzynów Annie, gdy doszła ich wymiana słów pod drzwiami.
Uniosła wysoko brwi, w pierwszym odruchu chcąc spojrzeć znacząco na Vakela, w starym przyzwyczajeniu, szybko jednak zacisnęła wargi w wąską linię, powstrzymując się przed tym. Choć musiała się lekko uśmiechnąć na docinki Lyssy. Szkoda, że nie wybrała innego partnera na ten wieczór.
- Zabawne. Wydawało mi się, że jesteśmy na sali od co najmniej godziny, a jednak mamy za chwilę się pojawić - wytknęła, zerkając znudzonym wzrokiem na zawartość kieliszka, która zapewne miała jej starczyć na większość wieczoru.
Szkoda, miałaby wymówkę, by transportować się w inne miejsce. Choć w tłumie wypatrzyła już kilku kuzynów, którzy mogli też stanowić dla niej ratunek.