27.12.2022, 21:55 ✶
Wywrócił oczami na to, że Castiel po raz kolejny brał zbyt dosłownie jego słowa. Jak miał się z nim droczyć i bawić metaforami, kiedy ten stąpał twardo po ziemi? Sama wizja rozwikłania tej łamigłówki wprawiała go w zachwyt. To uczenie się drugiej osoby, jak gdyby była książką, z której treścią trzeba się zapoznać. Powoli, delektując się każdą stronicą. I z pewnością nie mógł się zgodzić z tym, że Flint był nudny, biorąc pod uwagę to, ile masek nosił. Mógłby policzyć na palcach jednej ręki wszystkie te jego wcielenia, które do tej pory widział na oczy, a i tak za każdym razem pojawiało się nowe, coraz bardziej zaskakujące w swej prostocie. Jeśli Castiel chciał oszaleć, planował do niego dołączyć. O ile nie stracił już zmysłów w momencie, gdy po raz pierwszy zakochał się w jego oczach.
Mógłby zapomnieć, jak się oddycha. Kto chciałby być w tym momencie zwyczajny? To ta śmiałość była pociągająca, w tej właśnie postaci Castiel podobał mu się najbardziej. Nie skupiony na otaczającej ich rzeczywistości, a właśnie na nim, tak jakby Fergus był całym jego światem. Czy to samolubne? W tej chwili go to nie obchodziło. Łaknął dotyku, pocałunków na całym swoim ciele. I miał to otrzymać z nawiązką. Nie zamierzał mu pomagać, zbyt śmiały w swoich pragnieniach. Tworzyli swoje własne światy, małe rzeczywistości, a w tej istniały tylko usta i dłonie Castiela, które sprawiały, że przez jego ciało przechodził przyjemny dreszcz. Zupełnie ignorował zimną ścianę tuż za swoimi plecami. Była jedynie podporą, która powstrzymywała go przed rozpłynięciem się i upadkiem.
Wstrzymał na moment oddech, czując, jak dłoń wślizguje się pod materiał jego bielizny, podświadomie przygryzając usta, by z gardła nie wydobył się kolejny jęk. Nie wiedział, czemu się powstrzymywał, być może gdzieś z tyłu głowy, z czeluści umysłu szeptały pokłady wstydu, co oni właściwie robili. Szybko postawił jednak między nimi granicę, która tłumiła te głosy, pozwalając mu nacieszyć się chwilą przyjemności.
Oddychał szybko, nie panując nad swoimi płucami. Całe jego ciało reagowało w rytm dłoni Castiela, to czując zawód na zwolnienie, to ekscytację, gdy przyśpieszał. Bawił się z nim, podstępny. Myśli tliły mu się w głowie krótkimi sentencjami: za szybko, za bardzo, chcę tego, nie przestawaj. Zatracił gdzieś w tym wszystkim siebie, szukając jedynie cielesności, która na pozór dawała wyzwolenie. Ale nic nie mógł poradzić na to, że przy nim rzeczywiście czuł, jakby wszystko było dozwolone. Nie istniał wstyd, żadne oczekiwania, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Tylko oni dwaj gdzieś pośrodku niczego, gdzie czas płynął w zupełnie innym tempie. Tym zgodnym z ruchem nadgarstka Castiela.
Łapał i wypuszczał powietrze ustami, co rusz tracąc dostęp do tlenu, gdy Flint zaczepiał go w pojedynczych pocałunkach. Uczepił się jego pleców, wbijając w nie paznokcie, jak gdyby szukał oparcia i potwierdzenia, że rzeczywiście tam był, wprowadzając go w odmęty pragnień, o których istnieniu nawet nie wiedział. Tlen wkradał się do jego płuc coraz płycej, zupełnie już nad tym nie panował; instynktowna czynność stała się zbyt trudna do zrealizowania. Ciepły oddech blondyna, gdy usta zbliżały się do ucha, wprawiał go w kolejne drżenie. Jakim cudem tak drobna zaczepka była aż tak przyjemna? Wdech, wydech, wdech, wydech. Pamiętaj o oddychaniu. Wdech i… Zatrzymał się w sobie, zaciskając dłonie na barkach Castiela, by utrzymać się w pionie. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa, ściskając mięśnie w skurczu przyjemności. Serce tłukło w piersi jak szalone, starając przebić się przez żebra, a krew w całym ciele wrzała. Opadł głową na ramię Flinta, szukając oparcia i tłumiąc jęk w jego skórę. Jeśli on był obłąkany, to czym w tym wszystkim był Fergus? Zahipnotyzowany bliskością, doprowadzony do stanu ekstazy i zawstydzony, gdy miał już opaść z sił. Bo kiedy było już po wszystkim, gdy oddech się normował, dłoń Castiela przestała się poruszać, a na bieliźnie i podbrzuszu czuł wilgoć nasienia, nie potrafił spojrzeć mu w oczy.
Mógłby zapomnieć, jak się oddycha. Kto chciałby być w tym momencie zwyczajny? To ta śmiałość była pociągająca, w tej właśnie postaci Castiel podobał mu się najbardziej. Nie skupiony na otaczającej ich rzeczywistości, a właśnie na nim, tak jakby Fergus był całym jego światem. Czy to samolubne? W tej chwili go to nie obchodziło. Łaknął dotyku, pocałunków na całym swoim ciele. I miał to otrzymać z nawiązką. Nie zamierzał mu pomagać, zbyt śmiały w swoich pragnieniach. Tworzyli swoje własne światy, małe rzeczywistości, a w tej istniały tylko usta i dłonie Castiela, które sprawiały, że przez jego ciało przechodził przyjemny dreszcz. Zupełnie ignorował zimną ścianę tuż za swoimi plecami. Była jedynie podporą, która powstrzymywała go przed rozpłynięciem się i upadkiem.
Wstrzymał na moment oddech, czując, jak dłoń wślizguje się pod materiał jego bielizny, podświadomie przygryzając usta, by z gardła nie wydobył się kolejny jęk. Nie wiedział, czemu się powstrzymywał, być może gdzieś z tyłu głowy, z czeluści umysłu szeptały pokłady wstydu, co oni właściwie robili. Szybko postawił jednak między nimi granicę, która tłumiła te głosy, pozwalając mu nacieszyć się chwilą przyjemności.
Oddychał szybko, nie panując nad swoimi płucami. Całe jego ciało reagowało w rytm dłoni Castiela, to czując zawód na zwolnienie, to ekscytację, gdy przyśpieszał. Bawił się z nim, podstępny. Myśli tliły mu się w głowie krótkimi sentencjami: za szybko, za bardzo, chcę tego, nie przestawaj. Zatracił gdzieś w tym wszystkim siebie, szukając jedynie cielesności, która na pozór dawała wyzwolenie. Ale nic nie mógł poradzić na to, że przy nim rzeczywiście czuł, jakby wszystko było dozwolone. Nie istniał wstyd, żadne oczekiwania, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Tylko oni dwaj gdzieś pośrodku niczego, gdzie czas płynął w zupełnie innym tempie. Tym zgodnym z ruchem nadgarstka Castiela.
Łapał i wypuszczał powietrze ustami, co rusz tracąc dostęp do tlenu, gdy Flint zaczepiał go w pojedynczych pocałunkach. Uczepił się jego pleców, wbijając w nie paznokcie, jak gdyby szukał oparcia i potwierdzenia, że rzeczywiście tam był, wprowadzając go w odmęty pragnień, o których istnieniu nawet nie wiedział. Tlen wkradał się do jego płuc coraz płycej, zupełnie już nad tym nie panował; instynktowna czynność stała się zbyt trudna do zrealizowania. Ciepły oddech blondyna, gdy usta zbliżały się do ucha, wprawiał go w kolejne drżenie. Jakim cudem tak drobna zaczepka była aż tak przyjemna? Wdech, wydech, wdech, wydech. Pamiętaj o oddychaniu. Wdech i… Zatrzymał się w sobie, zaciskając dłonie na barkach Castiela, by utrzymać się w pionie. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa, ściskając mięśnie w skurczu przyjemności. Serce tłukło w piersi jak szalone, starając przebić się przez żebra, a krew w całym ciele wrzała. Opadł głową na ramię Flinta, szukając oparcia i tłumiąc jęk w jego skórę. Jeśli on był obłąkany, to czym w tym wszystkim był Fergus? Zahipnotyzowany bliskością, doprowadzony do stanu ekstazy i zawstydzony, gdy miał już opaść z sił. Bo kiedy było już po wszystkim, gdy oddech się normował, dłoń Castiela przestała się poruszać, a na bieliźnie i podbrzuszu czuł wilgoć nasienia, nie potrafił spojrzeć mu w oczy.