28.05.2024, 07:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 21:08 przez Anthony Shafiq.)
Słuchał z uwagą tego co Philip ma do powiedzenia, wciąż taksując go stalowymi oczyma, jakby chciał w przejrzystości spojrzenia przesłoniętego obficie produkowanym teraz tytoniowym dymem, przebić się przez te warstwy, przez maski i dotrzeć do sedna. Anthony nie był przyjacielem od zwierzeń. Od wypadów na piwo. Od zaśmiania się razem na meczu quidditcha. Anthony był przyjacielem od problemów, od spraw, od przysług. Anthony był jak woda, która była wszędzie i wszędzie mogła się wcisnąć. Woda, która obmywała, woda, która zalewała łącząc pozornie sprzeczne ze sobą elementy. Może jednak nie należało o tym wspominać, skoro to woda niemalże zabiła Philipa Notta.
– Ależ oczywiście, częstuj się.– Otwartą dłonią wskazał na stolik, gdzie alkoholi było całkiem sporo i nawet jeśli w trakcie degustacji, sięgnął po różdżkę i podpalił węgielek tak, że w żaden sposób nie trzeba było go rozdmuchiwać. Sztuczka przywieziona z Indii, niezwykle istotna dla kogoś, kto spośród używek tytoniowych nie znosił, gdy zapach dymu wżerał się w strój. To co wydmuchiwali z siebie było jednak bardziej parą wodną, a więc i efekt na odzież był mniejszy.
– Doświadczenie śmierci bliskiego, lub otarcie się o własną tak właśnie działa... zmieniają się nasze systemy wartości, weryfikują podejmowane decyzje, tak działają nasze ludzkie mózgi, aby nas chronić Philipie. Nie chcesz na co dzień rozważać swojej śmiertelności, więc w jej obliczu nagle wszystko wywraca się do góry nogami. – Anthony poddawał się rozmyślaniom, gdy jego różdżka powróciła do przepastnej szaty. Och, jakżeby wolał to uczynić ledwie pstryknięciem palcami. Jakżeby chciał napawać się tym uczuciem, możliwością spełniania życzeń bez jakiejkolwiek zależności. Z oczywistych względów było mu szkoda cisowej witki, głównie przez wzgląd na smocze jadro i jej bliźniaczkę, którą dzierżył ukochany przyjaciel. Zaciągnął się znów, myśląc o tym czy i jego nie dotknęła śmierć, ach tak... umarł mu brat, a potem lękał się, że Morpheus popełni samobójstwo. Tak było.
– Nie myślałeś o tym, żeby pójść po pomoc do Lecznicy Dusz? Mają tam dobrych specjalistów, którzy pomagają nie tylko w ostrych stanach, ale właśnie przy doświadczeniu traumy. To mogłoby Ci pomóc, jeśli czujesz się bardzo rozbity. Oczywiście nie tak jak ognista...– wyraźnie w ostatnim zdaniu rozbrzmiał zachęcający do picia uśmiech Anthony'ego. – Na co czekasz, butelka jest cała dla Ciebie. zasugerował. – Masz ochotę na muzykę? Coś w klimacie, czy preferujesz nowożytnie harmonie? – uświadomił sobie nagle brak dźwiękowej tapety i już znów, och znów musiał wziąć różdżkę, bo bez niej jak bez ręki. Ale niedługo, na szczęście niedługo...
– Ależ oczywiście, częstuj się.– Otwartą dłonią wskazał na stolik, gdzie alkoholi było całkiem sporo i nawet jeśli w trakcie degustacji, sięgnął po różdżkę i podpalił węgielek tak, że w żaden sposób nie trzeba było go rozdmuchiwać. Sztuczka przywieziona z Indii, niezwykle istotna dla kogoś, kto spośród używek tytoniowych nie znosił, gdy zapach dymu wżerał się w strój. To co wydmuchiwali z siebie było jednak bardziej parą wodną, a więc i efekt na odzież był mniejszy.
– Doświadczenie śmierci bliskiego, lub otarcie się o własną tak właśnie działa... zmieniają się nasze systemy wartości, weryfikują podejmowane decyzje, tak działają nasze ludzkie mózgi, aby nas chronić Philipie. Nie chcesz na co dzień rozważać swojej śmiertelności, więc w jej obliczu nagle wszystko wywraca się do góry nogami. – Anthony poddawał się rozmyślaniom, gdy jego różdżka powróciła do przepastnej szaty. Och, jakżeby wolał to uczynić ledwie pstryknięciem palcami. Jakżeby chciał napawać się tym uczuciem, możliwością spełniania życzeń bez jakiejkolwiek zależności. Z oczywistych względów było mu szkoda cisowej witki, głównie przez wzgląd na smocze jadro i jej bliźniaczkę, którą dzierżył ukochany przyjaciel. Zaciągnął się znów, myśląc o tym czy i jego nie dotknęła śmierć, ach tak... umarł mu brat, a potem lękał się, że Morpheus popełni samobójstwo. Tak było.
– Nie myślałeś o tym, żeby pójść po pomoc do Lecznicy Dusz? Mają tam dobrych specjalistów, którzy pomagają nie tylko w ostrych stanach, ale właśnie przy doświadczeniu traumy. To mogłoby Ci pomóc, jeśli czujesz się bardzo rozbity. Oczywiście nie tak jak ognista...– wyraźnie w ostatnim zdaniu rozbrzmiał zachęcający do picia uśmiech Anthony'ego. – Na co czekasz, butelka jest cała dla Ciebie. zasugerował. – Masz ochotę na muzykę? Coś w klimacie, czy preferujesz nowożytnie harmonie? – uświadomił sobie nagle brak dźwiękowej tapety i już znów, och znów musiał wziąć różdżkę, bo bez niej jak bez ręki. Ale niedługo, na szczęście niedługo...