28.05.2024, 07:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 07:59 przez Anthony Shafiq.)
Sala bankietowa
Po złożeniu życzeń i dopełnieniu innych formalności, uciekł taktycznie pozostawił swoją partnerkę, dołączając do Victorii przy fontannie czekoladowej
Po złożeniu życzeń i dopełnieniu innych formalności, uciekł taktycznie pozostawił swoją partnerkę, dołączając do Victorii przy fontannie czekoladowej
Bogowie jedni wiedzieli, jak bardzo, z całego serca, dogłębnie i szczerze Anthony J. Shafiq nienawidził wesel.
Ci sami bogowie byli świadkami wielokrotnego jego w tych weselach udziału. Dyplomata od czasu powrotu z Francji, od momentu, gdy pochował swoją ukochaną przyjaciółkę i żonę Edith, od tego czasu nie opuścił żadnej okazji by móc przyjść na tego typu uroczystość i patrzeć. I czekać. I zastanawiać się, jak skończy się ten związek, ta relacja. Rozwód, czy grobowa deska? Skandal, czy szczęśliwe dożywocie? Kiedyś zacznie częściej chodzić na pogrzeby niż wesela, tego był pewien. Pewnie już wkrótce szala przechyli się, na rzecz świętowania innej drogi, a tak się składało, że szata kolorystyczna tej uroczystości aż nazbyt przypominała mu o tym.
Posępny w środku, lecz nie była to dla niego pierwszyzna, by roztaczać swój urok jak gdyby nigdy nic. Pakiet podręcznych rozmówek towarzyskich i soczystych anegdotek, wyświechtane opowieści dotyczące Kambodży, która wciąż, ku zdziwieniu wielu, nie leżała w Afryce. I wszystko byłoby doskonale, wszystko byłoby jak zawsze, gdyby wybrał sobie jako partnerkę kogoś, kto głównie zająłby się ładnym wyglądaniem, ewentualnie wsparciem w rozmowie. Tymczasem uznał, że warto byłoby wprowadzić na salony nową amerykańską ambasadorkę, uroczą Tony'ę Switchtone, która jednak przy bliższym poznaniu...
– O mój boże! Jak tu ekstremalnie pięknie! Tak rustykalnie, dziwie się, że zdecydowano się na tak ciasne przestrzenie, ale takie kameralne założenia mają oczywiście swój urok! Czy ktoś będzie śpiewał? Ta ceremonia była bardzo długa! Nie lepiej byłoby ślub humanistyczny? Powinniście się już dawno desekularyzować! Chociaż było to urocze! – Jej głos wżerał mu się w głowę, blond loczki podrygiwały za każdym razem gdy z zaciekawieniem obracała głowę, komentując absolutnie wszystko, a każde wypowiedziane zdanie brzmiało tak, jakby zwieńczone było wykrzyknieniem. Wykrzyknikiem, bijącym w niego, jak gwóźdź wbijany do głowy. Do trumny.
Chwile spokoju miał podczas składania życzeń, gdzie cowgirl ograniczyła się do kilku wyświechtanych frazesów. Anthony odczekał chwilę, aż kobieta odsunie się pokrzykiwać z pewnej odległości, by samemu skupić się na młodej parze.
– Perseuszu, przyjacielu, dla Ciebie nie mam nic, ponieważ dziś w końcu, w Twoich dłoniach znalazł się najwspanialszy dar, jaki mógłby otrzymać mężczyzna – masz w objęciu ukochaną kobietę, gwiazdę ściągniętą wprost z firmamentu wszechogarniającego nocnego indygo, żaden więc mój podarek nie byłby wstanie choćby przebić się do Twojej rozkochanej świadomości, przedświadomości i nieświadomości... Dla Ciebie Vespero przyniosłem jednak małą drobnostkę. O ileż kapłan połączył Was uświęconym węzłem małżeńskim, o tyle ja ze swojej strony składam w Twe ręce te zdecydowanie mniej święte gwaranty stałości Twojego małżonka. Używaj ich z rozwagą, i dobierzcie mądrze słowa przed pierwszym użyciem. – Przekazał jej w dłonie rzeźbioną, bogato zdobioną złotą inkrustracją owalną skrzynkę. W środku zaś było pięć zaklętych, pięciojardowych motków splecionych ciasno ze sobą złotem i czernią satynowych lin.
Przyjęcie trwało, obiad został zjedzony, a on marzył o tym, by uciec jak najdalej stąd. Szczęśliwie Tony'a znalazła sobie w końcu kogoś innego, komu zaczęła ćwierkać nad głową, kogoś młodszego z pewnością, choć tym razem Anthony nie zamierzał na to narzekać. Wymówiwszy się w kilku słowach, choć szczerze wątpił, czy jego dzisiejsza partnerka zwracała na to uwagę, ruszył do fontanny czekolady, gdzie dostrzegł Victorię. Cóż, nie mógł odmówić sobie chwili rozmowy z nią, z resztą... było nie było, obiecała mu taniec ledwie kilka dni temu.
– Czyżby Rosier z tych najbardziej, najrzadziej widywanych? – zagadnął łapiąc za czarną truskawkę i maczając ją w czarnej cieczy pachnącej kakao. – Muszę w zaufaniu Ci się przyznać, że chyba nigdy nie widziałem dekoracji, które tak bardzo mieszałyby mi w głowie, czy to pogrzeb, czy ślub. To jest jedna z tych nielicznych chwil, kiedy wolałbym, żeby pan młody nazywał się White. Toż tu wszystko jest czarne... – Ułomność widzenia Anthony'ego rzadko kiedy mu doskwierała aż tak. Tymczasem niemożność widzenia czerwonego sprawiała, że... cóż. Ciężko było mu docenić kunszt dekoratorów. Sam, jako ambasador marki domu Rosier, zdecydował się na marynarkę w odcieniach głębokiego burgundu, który szczęśliwie posiadając niebieskie tony zdawał mu się po prostu przyjemnie szafirowy. Klapy uniesione ku górze zdobiły wyszywane ważki mieniące się białym złotem, ważki które co jakiś czas przesuwały się w migotliwym tańcu, każdorazowo zmieniając swoje ułożenie.
– Uczynisz ten zaszczyt staremu dziadkowi? – zapytał unosząc prawą brew szarmancko, ujmując jej zimną dłoń. Nie dbał o to tak długo, jak miało to przynieść jej komfort, ułudę normalności nim w końcu uda się znaleźć rozwiązanie na ten problem, niedługo w Afryce, czy za miesiąc w Azji. Nosił w sobie nadzieję w tej sprawie i w kontakcie ze swoją młodszą krewniaczką, krzesał jej tak wiele, aby możliwie uczciwie okazywać ją i podnosić biedaczynkę na duchu. A jeśli tylko powiedziała tak, w wirowym walcu zamierzał sprawić, by na moment zapomniała o tym wszystkim, tak jak on chciał zapomnieć, że byli na ślubie, który zdawał się ostatecznym pożegnaniem.
Ci sami bogowie byli świadkami wielokrotnego jego w tych weselach udziału. Dyplomata od czasu powrotu z Francji, od momentu, gdy pochował swoją ukochaną przyjaciółkę i żonę Edith, od tego czasu nie opuścił żadnej okazji by móc przyjść na tego typu uroczystość i patrzeć. I czekać. I zastanawiać się, jak skończy się ten związek, ta relacja. Rozwód, czy grobowa deska? Skandal, czy szczęśliwe dożywocie? Kiedyś zacznie częściej chodzić na pogrzeby niż wesela, tego był pewien. Pewnie już wkrótce szala przechyli się, na rzecz świętowania innej drogi, a tak się składało, że szata kolorystyczna tej uroczystości aż nazbyt przypominała mu o tym.
Posępny w środku, lecz nie była to dla niego pierwszyzna, by roztaczać swój urok jak gdyby nigdy nic. Pakiet podręcznych rozmówek towarzyskich i soczystych anegdotek, wyświechtane opowieści dotyczące Kambodży, która wciąż, ku zdziwieniu wielu, nie leżała w Afryce. I wszystko byłoby doskonale, wszystko byłoby jak zawsze, gdyby wybrał sobie jako partnerkę kogoś, kto głównie zająłby się ładnym wyglądaniem, ewentualnie wsparciem w rozmowie. Tymczasem uznał, że warto byłoby wprowadzić na salony nową amerykańską ambasadorkę, uroczą Tony'ę Switchtone, która jednak przy bliższym poznaniu...
– O mój boże! Jak tu ekstremalnie pięknie! Tak rustykalnie, dziwie się, że zdecydowano się na tak ciasne przestrzenie, ale takie kameralne założenia mają oczywiście swój urok! Czy ktoś będzie śpiewał? Ta ceremonia była bardzo długa! Nie lepiej byłoby ślub humanistyczny? Powinniście się już dawno desekularyzować! Chociaż było to urocze! – Jej głos wżerał mu się w głowę, blond loczki podrygiwały za każdym razem gdy z zaciekawieniem obracała głowę, komentując absolutnie wszystko, a każde wypowiedziane zdanie brzmiało tak, jakby zwieńczone było wykrzyknieniem. Wykrzyknikiem, bijącym w niego, jak gwóźdź wbijany do głowy. Do trumny.
Chwile spokoju miał podczas składania życzeń, gdzie cowgirl ograniczyła się do kilku wyświechtanych frazesów. Anthony odczekał chwilę, aż kobieta odsunie się pokrzykiwać z pewnej odległości, by samemu skupić się na młodej parze.
– Perseuszu, przyjacielu, dla Ciebie nie mam nic, ponieważ dziś w końcu, w Twoich dłoniach znalazł się najwspanialszy dar, jaki mógłby otrzymać mężczyzna – masz w objęciu ukochaną kobietę, gwiazdę ściągniętą wprost z firmamentu wszechogarniającego nocnego indygo, żaden więc mój podarek nie byłby wstanie choćby przebić się do Twojej rozkochanej świadomości, przedświadomości i nieświadomości... Dla Ciebie Vespero przyniosłem jednak małą drobnostkę. O ileż kapłan połączył Was uświęconym węzłem małżeńskim, o tyle ja ze swojej strony składam w Twe ręce te zdecydowanie mniej święte gwaranty stałości Twojego małżonka. Używaj ich z rozwagą, i dobierzcie mądrze słowa przed pierwszym użyciem. – Przekazał jej w dłonie rzeźbioną, bogato zdobioną złotą inkrustracją owalną skrzynkę. W środku zaś było pięć zaklętych, pięciojardowych motków splecionych ciasno ze sobą złotem i czernią satynowych lin.
Przyjęcie trwało, obiad został zjedzony, a on marzył o tym, by uciec jak najdalej stąd. Szczęśliwie Tony'a znalazła sobie w końcu kogoś innego, komu zaczęła ćwierkać nad głową, kogoś młodszego z pewnością, choć tym razem Anthony nie zamierzał na to narzekać. Wymówiwszy się w kilku słowach, choć szczerze wątpił, czy jego dzisiejsza partnerka zwracała na to uwagę, ruszył do fontanny czekolady, gdzie dostrzegł Victorię. Cóż, nie mógł odmówić sobie chwili rozmowy z nią, z resztą... było nie było, obiecała mu taniec ledwie kilka dni temu.
– Czyżby Rosier z tych najbardziej, najrzadziej widywanych? – zagadnął łapiąc za czarną truskawkę i maczając ją w czarnej cieczy pachnącej kakao. – Muszę w zaufaniu Ci się przyznać, że chyba nigdy nie widziałem dekoracji, które tak bardzo mieszałyby mi w głowie, czy to pogrzeb, czy ślub. To jest jedna z tych nielicznych chwil, kiedy wolałbym, żeby pan młody nazywał się White. Toż tu wszystko jest czarne... – Ułomność widzenia Anthony'ego rzadko kiedy mu doskwierała aż tak. Tymczasem niemożność widzenia czerwonego sprawiała, że... cóż. Ciężko było mu docenić kunszt dekoratorów. Sam, jako ambasador marki domu Rosier, zdecydował się na marynarkę w odcieniach głębokiego burgundu, który szczęśliwie posiadając niebieskie tony zdawał mu się po prostu przyjemnie szafirowy. Klapy uniesione ku górze zdobiły wyszywane ważki mieniące się białym złotem, ważki które co jakiś czas przesuwały się w migotliwym tańcu, każdorazowo zmieniając swoje ułożenie.
– Uczynisz ten zaszczyt staremu dziadkowi? – zapytał unosząc prawą brew szarmancko, ujmując jej zimną dłoń. Nie dbał o to tak długo, jak miało to przynieść jej komfort, ułudę normalności nim w końcu uda się znaleźć rozwiązanie na ten problem, niedługo w Afryce, czy za miesiąc w Azji. Nosił w sobie nadzieję w tej sprawie i w kontakcie ze swoją młodszą krewniaczką, krzesał jej tak wiele, aby możliwie uczciwie okazywać ją i podnosić biedaczynkę na duchu. A jeśli tylko powiedziała tak, w wirowym walcu zamierzał sprawić, by na moment zapomniała o tym wszystkim, tak jak on chciał zapomnieć, że byli na ślubie, który zdawał się ostatecznym pożegnaniem.