Komplementy, ach te komplementy! Bywały czasem niczym miód na dusze. Porównanie do dementora było czymś, z czego Weasley mogła być dumna. Przynajmniej w tym przypadku. Pozwoliło bowiem jej założyć, że wszystko szło we właściwym kierunku. Aidan zasłużył sobie przecież na to, żeby trochę tu, dla niej, fizycznie pozapierdalać. A i na dłuższą metę mu to wcale nie zaszkodzi.
- Jasne. Dam Ci nawet więcej niż chwilkę. Będę na zapleczu. – poinformowała go, zamierzając wreszcie, dokładnie tak jak wcześniej planowała, udać się do małego pomieszczenia na tyłach i zająć bransoletką dla pani Pettigrew. Przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie bowiem bransoletka ta dziwnym trafem zdawała się przypominać książkę o tytule 50 twarzy Tristana Brackleya. Był to jeden z nowszych romansów wydanych nakładem pewnego londyńskiego wydawnictwa mieszczącego się przy ulicy Pokątnej. Przedstawiał historie wspomnianego Tristana oraz młodej redaktorki, uroczej i niewinnej czarownicy o imieniu Olivia. Swoją drogą mugolaczki, która magiczny świat dopiero poznawała. Szczęśliwie udało jej się znaleźć pracę w redakcji znajdującej się przy ulicy Pokątnej.
Zamknąwszy za sobą drzwi, Penny wróciła do lektury. Akurat czekał na nią fragment, w którym Tristan oprowadzał redaktorkę po swoim mieszkaniu. Opowiadał jej przy okazji o swoim życiu osobistym. W trakcie tej wycieczki, obydwoje zawędrowali do pokoju zabaw. Tristan nie zamierzał wpuszczać do tego pomieszczenia kobiety, ta zaś niekoniecznie rozumiała z czego to wynikało, czym było podyktowane. Przecież nic niestosownego nie kryło się w gargulkach albo szachach...
Chyba dziewczyna nie jest zbyt lotna – przeszło przez głowę rudej, kiedy przerzuciła kolejne strony tego czytadła. I już miała skupić się na kolejnych linijkach, przebrnąć przez kolejny fragment tekstu, kiedy od lektury oderwały ją wrzaski Aidana. Oczywiście, że dziecka nie można było zostawić na zbyt długi czas całkiem samego. Wzdychając ciężko, oznaczyła stronę, na której skończyła, po czym schowała książkę do szuflady. Dla pewności, że cały ten fortel się nie wyda. Bransoletką nie musiała się przejmować. Ta bowiem była gotowa od wczoraj. I gdyby Parkinson o nią zapytał, byłaby w stanie przedstawić mu kolejne dzieło swoich rąk. Swoją drogą dzieło nawet udane.
- Już idę! – odkrzyknęła, podnosząc się krzesła. Rozprostowując kości. Wygładziła ubranie. Wyminęła biurko. Podeszła do drzwi prowadzących pierw na korytarzyk, a następnie przeszła przez te, które oddzielały zaplecze od części sklepu przeznaczonej dla klientów. Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu. Upewniła się, że wszystko jest w porządku; że w międzyczasie nie doszło tu do żadnej katastrofy. Nic nie zdawało się na to wskazywać.
I całe szczęście…- Z czym masz problem? – zapytała, podchodząc do Aidana, interesując się kartonem, który chłopak tutaj przyniósł oraz jego zawartością.