28.05.2024, 16:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 16:21 przez Lorien Mulciber.)
Zginęła robiąc to co kochała najbardziej - tuszując przestępstwa podatkowe. Brzmiało to co najmniej “cool” i z pewnością siedemnastoletnia Crouch byłaby tym faktem zachwycona. Trzydziestotrzyletnia Mulciber już nieco mniej. Zwłaszcza kiedy chcąc nie chcąc była w całą sprawę nielegalnej produkcji alkoholu wplątana.
Sędziowie Wizengamotu musieli być czyści jak łza. Tego ją zawsze uczono - nie wolno im popełnić błędu, zwątpić w prawo czy przymknąć na pewne rzeczy oko. Inaczej stawali się równie winni co ci, których oceniali. A jednak - siedziała tu po nocach próbując uratować dobre imię pasierbicy, która “przez przypadek popełniła całkiem duże upsi daisy”.
- Czy chcę? Niekoniecznie.- Stwierdziła wyjątkowo uczciwie i bez owijania w bawełnę.- Ale próbuję zrozumieć jedną rzecz…- Zniżyła głos na tyle, żeby nawet ktoś dociskający ucho do zamkniętych drzwi nie był w stanie usłyszeć tej rozmowy.- Sophie rzeczywiście cię unika. Uważa i ciebie i skrzaty za konfidentów, którzy sprzedali ją ojcu. Przez pół nocy panikowała mi przy stole jakbyście ją mieli obedrzeć ze skóry za stłuczoną butelkę. A potem stwierdziła, że wolałaby zesłanie do Azkabanu niż spędzenie z tobą i Robertem chwili sam na sam.- Uniosła lekko dłoń do góry, dając znać, żeby jej jednak nie przerywał jeśli miał taki zamiar. Tak na wszelki wypadek.- Tyle strachu w jednym, nastoletnim dziecku... A mimo wszystko, dalej żaden z was nie był w stanie jej wyperswadować tego kretyńskiego “pomysłu na biznes” z głowy?
W tak zwanym międzyczasie, odsunęła część papierów i przysiadła na blacie biurka. Założyła nogę na nogę, pozwalając jednej ze szpilek spaść na podłogę z cichym “łup”.
Lorien nie znała się jakoś szczególnie na produkcji i dystrybucji wysokiej klasy alkoholi. Ale produkowany po nocy w pokoju przez nastolatkę bimber z pewnością do takich nie należał.
Od tego się zaczynało, prawda? Najpierw cytrynówka, potem hazard, czarna magia... Rzut beretem do uliczek Nokturnu, a stamtąd prosta droga do kompletnego moralnego upadku.
Sędziowie Wizengamotu musieli być czyści jak łza. Tego ją zawsze uczono - nie wolno im popełnić błędu, zwątpić w prawo czy przymknąć na pewne rzeczy oko. Inaczej stawali się równie winni co ci, których oceniali. A jednak - siedziała tu po nocach próbując uratować dobre imię pasierbicy, która “przez przypadek popełniła całkiem duże upsi daisy”.
- Czy chcę? Niekoniecznie.- Stwierdziła wyjątkowo uczciwie i bez owijania w bawełnę.- Ale próbuję zrozumieć jedną rzecz…- Zniżyła głos na tyle, żeby nawet ktoś dociskający ucho do zamkniętych drzwi nie był w stanie usłyszeć tej rozmowy.- Sophie rzeczywiście cię unika. Uważa i ciebie i skrzaty za konfidentów, którzy sprzedali ją ojcu. Przez pół nocy panikowała mi przy stole jakbyście ją mieli obedrzeć ze skóry za stłuczoną butelkę. A potem stwierdziła, że wolałaby zesłanie do Azkabanu niż spędzenie z tobą i Robertem chwili sam na sam.- Uniosła lekko dłoń do góry, dając znać, żeby jej jednak nie przerywał jeśli miał taki zamiar. Tak na wszelki wypadek.- Tyle strachu w jednym, nastoletnim dziecku... A mimo wszystko, dalej żaden z was nie był w stanie jej wyperswadować tego kretyńskiego “pomysłu na biznes” z głowy?
W tak zwanym międzyczasie, odsunęła część papierów i przysiadła na blacie biurka. Założyła nogę na nogę, pozwalając jednej ze szpilek spaść na podłogę z cichym “łup”.
Lorien nie znała się jakoś szczególnie na produkcji i dystrybucji wysokiej klasy alkoholi. Ale produkowany po nocy w pokoju przez nastolatkę bimber z pewnością do takich nie należał.
Od tego się zaczynało, prawda? Najpierw cytrynówka, potem hazard, czarna magia... Rzut beretem do uliczek Nokturnu, a stamtąd prosta droga do kompletnego moralnego upadku.