28.05.2024, 20:07 ✶
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Odpowiada Charliemu, wita się z Isaackiem i kotem Victorii
Było coś niemal urzekającego w oglądaniu swojego młodszego brata przy pracy. Ah, tak szybko dorastają! Nigdy nie przyznałby tego na głos, ale czasami martwił się, czy utknięcie w rodzinnym biznesie aby na pewno wyjdzie mu na zdrowie. Przynajmniej wyglądało na to, że dobrze wie co robi i naprawdę potrafi rozmawiać z klientelą.
Leo nie wchodził Charliemu w paradę, dopóki nie został o to głośno i jakże UPRZEJMIE poproszony.
- Naturalnie, drogi Charlsonie - odparł niemal śpiewnie, opuszczając splecione dotąd na klatce piersiowej ramiona.
O dziwo nawet nie zajęło mu wieczności, aby odnaleźć wszystko, czego potrzebował. Brat wyraźnie zadbał o porządek w asortymencie. Chociaż w tym byli podobni.
Wracając do stoiska, sięgnął po papier i zaczął opakowywać zamówienie, choć z całą pewnością brakowało mu w tym nieco wprawy.
- Uprzejmie proszę - zwrócił się do Victori z uśmiechem, którym zazwyczaj częstował swoich pacjentów. Na tym też z reguły byłby skończył proces socjalizacji, gdyby nie niebieski łebek zwierzęcia, który z miejsca przyciągnął jego uwagę. Brwi Leonarda wystrzeliły ku górze, niczym z procy. - Nie chcę być nieuprzejmy, ale ma pani coś... Bardzo niecodziennego w swoim koszyku... Czy to z moimi oczami jest coś nie tak?
Zaaferowany niecodziennym zjawiskiem, jedynie krotko pomachał do Isaaca.
Odpowiada Charliemu, wita się z Isaackiem i kotem Victorii
Było coś niemal urzekającego w oglądaniu swojego młodszego brata przy pracy. Ah, tak szybko dorastają! Nigdy nie przyznałby tego na głos, ale czasami martwił się, czy utknięcie w rodzinnym biznesie aby na pewno wyjdzie mu na zdrowie. Przynajmniej wyglądało na to, że dobrze wie co robi i naprawdę potrafi rozmawiać z klientelą.
Leo nie wchodził Charliemu w paradę, dopóki nie został o to głośno i jakże UPRZEJMIE poproszony.
- Naturalnie, drogi Charlsonie - odparł niemal śpiewnie, opuszczając splecione dotąd na klatce piersiowej ramiona.
O dziwo nawet nie zajęło mu wieczności, aby odnaleźć wszystko, czego potrzebował. Brat wyraźnie zadbał o porządek w asortymencie. Chociaż w tym byli podobni.
Wracając do stoiska, sięgnął po papier i zaczął opakowywać zamówienie, choć z całą pewnością brakowało mu w tym nieco wprawy.
- Uprzejmie proszę - zwrócił się do Victori z uśmiechem, którym zazwyczaj częstował swoich pacjentów. Na tym też z reguły byłby skończył proces socjalizacji, gdyby nie niebieski łebek zwierzęcia, który z miejsca przyciągnął jego uwagę. Brwi Leonarda wystrzeliły ku górze, niczym z procy. - Nie chcę być nieuprzejmy, ale ma pani coś... Bardzo niecodziennego w swoim koszyku... Czy to z moimi oczami jest coś nie tak?
Zaaferowany niecodziennym zjawiskiem, jedynie krotko pomachał do Isaaca.