28.05.2024, 20:38 ✶
Gastronomia — Bar
Towarzyszę Władcy Snów
Sierpień.
Jak to się stało?
Nie wie. Nie zna również choroby bądź dysfunkcji mózgu która wywoływałaby czasowe upośledzenie funcji poznawczych do tego stopnia, iż ubieg czasu pozostawał niezauważalnym. Pochłonęła ją praca naukowa - w Departamencie, w tajnym projekcie Roberta Mulcibera, w swoim prywatnym… Które zręcznie przeplata pomocą bratankowi, którego nie potrafi pozostawić samemu sobie. Dni uciekają jej między palcami, czuje się jednak niemal w pełni szczęścia, choć migreny urozmaicają jej każdy, kolejny wieczór a choroba żywi się cudownie na nadmiarze informacji, jakie pojawiają się w jej systemie każdego dnia.
Codziennie ukrywa zmęczenie na swojej twarzy starannym makijażem i choć wolny wieczór wolałaby spędzić w wannie pełnej gorącej wody, nie potrafi odmówić Władcy Snów. Potrzebuje małej zmiany, wyrwania z naukowego szału by choć na jeden wieczór wyciszyć chorobą i bieg myśli, pędzących niczym dzikie smoki po niebiosach Kornwalii.Elegancka, karminowa sukienka kontrastuje z czarnym odcieniem towarzysza sprawiając, że na myśl przywodzili króla i królową przeciwnych talii kart.
- Biedna dziewczyna, w takich momentach mam przemożną ochotę zaklęcia takie pani Potts, byleby zrobiła to, co słuszne. - Wzdycha smutno i układa subtelnie swoją dłoń na męskim przedramieniu. Świadkiem podobnych zdarzeń bywała aż nazbyt często, jeszcze w czasach gdy uświetniała mury Św. Munga swoją osobą. Zielone ślepia uważnie rozglądają się po jarmarku w poszukiwaniu… Nie wie, czego dokładnie. Wie jednak, iż przyjdzie jej zapamiętać każdy szczegół tego przedstawienia.
Propozycja sprawia, że kobieta uśmiecha się do swojego towarzysza. Alkohol w takich sytuacjach, gdy pełno jest innych czarodziejów oraz bodźców, wydaje się być pomysłem nader dobrym. Szum procentów potrafił odrobinę zwolnić myśli. To zaś zawsze uważała za stan niezwykle przyjemny.
- A ja nie odmawiam. - Zgadza się, w końcu podążanie w kierunku stoisk gastronomicznych z pewnościa jest dobry pomysłem, zwłaszcza gdy towarzyszy jej tak słodki czarodziej, jak Morpheus. Kroczy spokojnie, choć stukot jej obcasów zagłusza wszechobecny gwar. Ile to już czasu minęło od momentu gdy ostatnio była na podobnym wydarzeniu? Długo. Od kilku lat ciągnie się przecież za nią widmo żałoby.
Cichy śmiech ucieka z jej piersi.
- Jedyną rzeczą w którą wierzę jest nauka, mój drogi. - Zaczyna. Rozbawienie nadal wybrzmiewa w jej słowach i choć wielu uznałoby ją za szaloną, Vera nie ma zamiaru udawać. Nie przy nim, ich przyciąganie i odpychanie trwało stanowczo zbyt długo, aby wciskać mu kłamstwa przeznaczone dla tych, których imion nie zwykła pamiętać. - To Mannan był tym uduchowionym, ja… Wierzę w to, czego mogę doświadczyć, zbadać czy sprawdzić… Jak sieci neuralne. - Wzrusza ramionami. Głoski imienia zmarłego męża nie wywołują w niej smutku, nie powodują zmiany pogody, jaka w niej panowała. W ciągu pracy poświęca mu wystarczająco dużo uwagi, by teraz móc ją przekierować w stronę towarzysza. - A Ty, Władco Snów? W co wierzysz i jakie rytuały odprawiasz? - Pyta, zielone oczy zaś błyszczą blaskiem ciekawości. I choć znali się w wielu aspektach, do teologii wcześniej nie mieli okazji dojść.
A to zasługuje na toast, czyż nie?