Bellatrix Black przebywała w Oxfordshire od kilku dni. Miała szansę obserwować przygotowania do tego wielkiego wydarzenia. Zrobiły na niej wrażenie, chociaż nie do końca rozumiała po co ze ślubu robić, aż takie przedstawienie. Może niektórzy lubili się pokazać, jednak skoro był to już drugi, a dla niektórych trzeci ślub, to czy faktycznie tak było? Nie szukała nawet specjalnie odpowiedzi na to pytanie. Pewnie miała być to dla nich przyjemność, czy coś.
Łatwo było przemykać niezauważonym w tym ogromnym tłumie, to pomagało w unikaniu tych, których nie chciała tutaj spotkać, a na jej liście znalazło się kilka osób. Nie zamierzała się tym jednak przejmować, najwyżej strzeli w kogoś piorunami z oczy i przepadnie w otchłani, ponownie zniknie w tłumie.
Ceremonia przebiegała bez żadnych nieprzewidzianych atrakcji i dobrze, lepiej uniknąć skandalu już na początku. Pozostawało mieć nadzieję, że będzie tak i później. Wbrew swojemu średniemu nastawieniu do takich przyjęć postanowiła, że będzie się dzisiaj bawić wyśmienicie. Mimo, że pojawiła się tutaj sama, co mogło wzbudzić kontrowersje. Wiedziała, że spotka tutaj kilka przyjaznych twarzy, tych, którym mogła naprawdę ufać, prawdziwych przyjaciół z którymi nawet lubiła się spotykać, co było rzadkością w jej przypadku, bo tak naprawdę najbardziej lubiła tylko swoje towarzystwo, no i Czarnego Pana. Wiedziała, że zabraknie tu Lorda Voldemorta, niestety, na pewno byłby dumny, że kolejne czyste rody splotły ze sobą swoje ścieżki (pewnie nie po raz pierwszy.)
Ubrana w czarną suknię, która była zdecydowanie bardziej zakryta, niż te w których nosiła się na co dzień podpierała ścianę w okolicach stołów. Zdążyła już złożyć życzenia młodej parze. Miała nadzieję, że się spełnią, a teraz szukała towarzystwa.
Sięgnęła po kieliszek czerwonego wina, Louvain ostatnio sprawił, że naprawdę jej zasmakowało, chociaż nigdy jakoś specjalnie nie przepadała za alkoholem, zanurzyła w nich usta i wtedy dostrzegła jego. Czarnego Kota, usta muśnięte burgundową szminką drgnęły jej w uśmiechu. Nie zastanawiała się nad tym specjalnie długo, podeszła do Sauriela. - Pijesz sam? - Wśród takiej liczby gości było to wręcz niewskazane. Miała nadzieję, że nie będzie mu przeszkadzało jej towarzystwo, zresztą, jak dopije swój kieliszek, to na pewno porwie go do tańca, po tym, co jej ostatnio zademonstrował, tych swoich kocich ruchach, na pewno nie będzie się nad tym zastanawiała.
!weselnedrinki