28.12.2022, 00:34 ✶
Fergus nijak nie pasował ani na bankiety, ani do szpetnych barów Nokturnu. Co zatem robił w tym miejscu poza faktem zatruwania czasu Lycoris o-bardzo-długim-drugim-imieniu Black? Być może unikał innych okazji do spotkania kolejnych demonów przeszłości, zmuszających go do rozliczenia się z tym, co wolał oddać w niepamięć. Kiedy znajdował się sam wśród obcych, mógł przez moment udawać, że jest kimś zupełnie innym. Nie żeby to miało jakiś większy sens, tym bardziej powodzenie. W końcu zawsze stawał się tym upierdliwcem, którego nie udało się odgonić niczym natrętnej muchy.
- Nawet nie chcę zgadywać, jakim imieniem obdarowali twoją matkę, skoro skrzywdziła cię czymś takim - przyznał, wzruszając ramionami i zdając się zupełnie ignorować jej poważny ton. Uznawał go raczej za sposób jej bycia, dziwną umiejętność jednostajnego opowiedzenia o wszystkim, bez zbędnych zaniżeń głosu, chichotów czy sarkazmu. Wiedział też, że Blackowie słynęli z krzywdzenia swoich potomków dziwnymi imionami z dawnych mitów i gwiazd, chociaż nie sądził, by ubarwiały je całe zdania odnoszące się do jakiejś cechy (jak w przypadku Lycoris irytacji). Zatem tak, uznał, że żartowała, nawet jeśli brew jej nie drgnęła.
- Stwierdzenie, że nie powinienem czegoś robić, raczej mnie jeszcze nie powstrzymało - uśmiechnął się nieco krzywo, stukając palcami o szklankę i wywołując przy tym irytujący dla ucha brzęk. Nie specjalnie, raczek tego nie zauważał, zbyt pochłonięty zdziwieniem, jakie wywoływała w nim kobieta.
Upił łyk whisky, gorzko palącej na języku. Układając sobie w głowie jakąś wizję rozmówczyni. Odchylił się przy tym na krześle i zlustrował ją wzrokiem. Zdawała się specjalnie dążyć do tego, by go zniechęcić do dalszej konwersacji, ale im bardziej się starała, tym bardziej on się nakręcał na to, ile wytrzyma. A choć cierpliwość była jego słabością, zwykła ciekawość nie pozwalała mu teraz odejść.
- Moja przyjaciółka pracuje w krematorium, formalina mnie nie odstrasza - przyznał, mrugając do niej, chyba tylko po to, by jeszcze bardziej ją zirytować. - Co się właściwie stanie, jeśli zanurzysz rękę żywej osoby na całą noc w formalinie, Lycoris? Zawsze mnie to ciekawiło - ciągnął dalej, zastanawiając się na głos i marszcząc przy tym czoło, jak gdyby rzeczywiście ta myśl zajmowała mu głowę. Zaraz pewnie zapomni, że w ogóle pytał, tak samo jak przeoczył fakt, że wypadało się przedstawić.
- Nawet nie chcę zgadywać, jakim imieniem obdarowali twoją matkę, skoro skrzywdziła cię czymś takim - przyznał, wzruszając ramionami i zdając się zupełnie ignorować jej poważny ton. Uznawał go raczej za sposób jej bycia, dziwną umiejętność jednostajnego opowiedzenia o wszystkim, bez zbędnych zaniżeń głosu, chichotów czy sarkazmu. Wiedział też, że Blackowie słynęli z krzywdzenia swoich potomków dziwnymi imionami z dawnych mitów i gwiazd, chociaż nie sądził, by ubarwiały je całe zdania odnoszące się do jakiejś cechy (jak w przypadku Lycoris irytacji). Zatem tak, uznał, że żartowała, nawet jeśli brew jej nie drgnęła.
- Stwierdzenie, że nie powinienem czegoś robić, raczej mnie jeszcze nie powstrzymało - uśmiechnął się nieco krzywo, stukając palcami o szklankę i wywołując przy tym irytujący dla ucha brzęk. Nie specjalnie, raczek tego nie zauważał, zbyt pochłonięty zdziwieniem, jakie wywoływała w nim kobieta.
Upił łyk whisky, gorzko palącej na języku. Układając sobie w głowie jakąś wizję rozmówczyni. Odchylił się przy tym na krześle i zlustrował ją wzrokiem. Zdawała się specjalnie dążyć do tego, by go zniechęcić do dalszej konwersacji, ale im bardziej się starała, tym bardziej on się nakręcał na to, ile wytrzyma. A choć cierpliwość była jego słabością, zwykła ciekawość nie pozwalała mu teraz odejść.
- Moja przyjaciółka pracuje w krematorium, formalina mnie nie odstrasza - przyznał, mrugając do niej, chyba tylko po to, by jeszcze bardziej ją zirytować. - Co się właściwie stanie, jeśli zanurzysz rękę żywej osoby na całą noc w formalinie, Lycoris? Zawsze mnie to ciekawiło - ciągnął dalej, zastanawiając się na głos i marszcząc przy tym czoło, jak gdyby rzeczywiście ta myśl zajmowała mu głowę. Zaraz pewnie zapomni, że w ogóle pytał, tak samo jak przeoczył fakt, że wypadało się przedstawić.