29.05.2024, 00:33 ✶
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Odpowiadam Victorii. Kontynuuję rozmowę z Charlesem i Isaaciem. Jestem pasywno-agresywny po tym, jak wypchają mi fallusową świecę w dłonie i robią zdjęcia. Żegnam się z Charlesem i ignoruję resztę zbiegowiska, aby odejść od stoiska.
— Nic się nie stało, spory tu dzisiaj tłum. — Uśmiechnął się do Victorii.
Co jak co, ale sabat w środku miasta wydawał się zdecydowanie bardziej tłoczny. Nawet, a może zwłaszcza przy mniejszej liczbie gości. Na Polanie Ognisk, w Stonhenge czy ogólnie na otwartym terenie dużo łatwiej było... rozrzucić uczestników obchodów na większy obszar. Tutaj wszystko było koło siebie, co z jednej strony wiele ułatwiało, ale z drugiej wzmagało poczucie klaustrofobii. Ugh, dobrze, że przynajmniej byli pod otwartym niebem.
— Bardzo nieudany — poprawił sprzedawcę, czując poniekąd satysfakcję z tego, że ten wypadł z rytmu, gdy dostał nowe informacje na temat tego, dla kogo przeznaczona była świeca. A odrobina zażenowania jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. Heh, słynne ostatnie słowa, co Longbottom? — Chyba zostanę przy swoim oryginalnym zamówieniu. Dziękuję bardzo.
Usta Erika ułożyły się w dosyć charakterystyczną literę ''o'', gdy Isaac zdradził mu, że naprawdę został tu wysłany przez Proroka Codziennego. Biorąc pod uwagę wieloletnią nieobecność chłopaka na wyspach, nie spodziewał się, że zaangażuje się akurat w pracę dziennikarską. Chociaż Longbottom widział sporo plusów prasy, która dociekała i zadawała niewygodne pytania, tak zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym doświadczył tego, jak to jest być po drugiej stronie barykada, jako ofiara aparatów i reporterów zadających niewygodne pytania. Na moment zrobiło mu się nawet przykro z powodu Bagshota.
— Myślałem, że aspirujesz nieco wyżej — skomentował z dezaprobatą w głosie, a jego twarz, chociaż dalej nosiła znamiona radości ze spotkania, nieco spoważniała. Zamrugał, gdy jego dawny kolega ze szkoły wyraził ogromną wręcz ekscytację na widok ''maleństw'' Mulcibera. — Nie szukam sensacji, tak? Właśnie widać, panie Bagshot.
Wyciągnął rękę, aby zabrać swoje zamówienie i upewnić się, że rozliczył się z Mulciberem, kiedy w jego dłoniach nagle wylądowała fallusowa świeczka. Mimowolnie zacisnął na niej ręce, zamykając przy okazji oczy. To się nie dzieje, pomyślał słabo. Zabawa zabawą, ale to był jeden z największych festynów społeczności czarodziejów. Wszelkie odgłosy dobiegające z okolicy takie jak dyskusje ludzi przebywających przy stoisku, jak i przemowy prowadzącego dobiegające ze sceny stały się tylko tłem. Longbottom wstrzymał oddech, starając się wewnętrznie odizolować od tej sytuacji.
Dla świata minęło zaledwie kilka sekund, a dla niego całe wieki. Wypuścił powoli powietrze z ust i wbił niezadowolone spojrzenia w Isaaca. Zdążył zapomnieć, jakie było z niego żywe srebro, jednak nie sądził, że rozkręci się tak szybko. A może już przyszedł tu nakręcony jak zaklęte zabawki sprzedawane na rynku Lovegoodów w Dolinie Godryka? Nie podobało mu się, że został postawiony w takiej sytuacji. Oczami wyobraźni już widział nagłówki i domysły tej zarazy z gazety. Rozejrzał się po innych gościach; jak nic ktoś sypnie.
— To mnie wcale nie pociesza — odparł z chłodną nutą, niezdarnie wpychając Isaacowi świeczkę w ręce. Ponieką odpowiedział w ten sposób zarówno Victorii, jak i Bagshotowi. Cudowne spotkanie. Zdecydowanie wolałby spotkać się z Isaaciem w jakimś pubie czy restauracji niż w dzień, kiedy wypełniał zadania zlecone mu przez diablęta z redakcji. — Moja rada? Skoro tak chętnie robisz tej świecy zdjęcia, to sobie ją kup i postaw na biurku. Może zaczniesz nową modę. — Przeniósł spojrzenie na Charlesa Mulcibera. — A my już chyba skończyliśmy. Dziękuję za obsługę. Jeśli będę jeszcze czegoś potrzebował, to się odezwę.
Mniej lub bardziej ignorując resztę zbiegowiska, łącznie ze sprzeczką Atreusa z Nottem, Erik zabrał swoją normalną świecę i ruszył jak najdalej od tego przeklętego stoiska. Cudowny sabat, nie ma co. I niby Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie podpisywała się pod czymś takim? Phi.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞