Rozmawiam z Anthonym i Saurielem, wywalam gały na Atreusa, idę tańczyć z Anthonym
Nie znając Victorii, albo widząc ją gdzieś po raz pierwszy, raczej mało kto zakładał, że to taka wielbicielka czekolady, czekoladek… Może nie wszystkich słodyczy, ale za kakao i jego pochodnymi wręcz przepadała, dlatego tak się ucieszyła i nawet zapomniała o tym drinku, po który zmierzała. Truskawka, winogrono, kiwi… Nabijała je na wykałaczki, żeby się nie pobrudzić i całkowicie zadowolona z siebie rozpływała się przy tych słodkościach, na moment zapomniawszy o całym świecie.
Z tego błogostanu wyrwał ją Anthony, który pojawił się przy jej boku i najwyraźniej też skusił się na owocka.
– Anthony! – ucieszyła się na jego widok i aż przymrużyła oczy, gdy się uśmiechnęła, bo ten uśmiech sięgnął wysoko. – O tak, od Christophera – spojrzała po sobie i wolną dłonią wygładziła jakąś istniejąca tylko w jej własnej głowie fałdkę. – Trochę mnie zdziwił motyw przewodni. Czarny to jak na pogrzeb, tak – i jak uwielbiała czarne suknie to jakoś… Nie pasowało jej to za bardzo, dlatego przywdziała czerwoną, prosto od Rosierów. – Ty też od Rosierów? – może zmienił dom mody? Bardzo wątpiła, a jak zwykle wyglądał jakby się urwał z wybiegu, stylowy… i tak dalej.
Sięgnęła właśnie po kolejną truskawkę, kiedy ktoś (Sauriel) przesunął się za jej plecami i wyjął ją z jej delikatnego uścisku i obsłużył się sam. Uniosła tylko wyżej brwi i się obróciła, słysząc za sobą znajomy głos, taki pewny siebie ton, zobaczyła dumny uśmieszek wykrzywiający wąskie wargi… a już tym bardziej wtedy, gdy wsadził sobie tę truskawkę do ust. Lestrange wypuściła powietrze przez nos; jeśli chciał na nią podziałać, to robił to cholernie dobrze. Nie było za to słowa skargi czy marudzenia, że to jej truskaweczka, a on to podły złodziej.
– Jak trochę potańczę, to mi to nie grozi – odparła mu za to. Teraz się o to martwił? Po tym jak znosił jej na ich spotkania różne czekoladki? Nie, nie martwił się o to. To brzmiało jakby… hm. Próbował zaznaczyć teren? Nie umiała stwierdzić.
To był ten moment, kiedy zjawił się Atreus, próbujący wywołać nowy konkurs, na ilość truskawek w czekoladzie na raz – konkurs, w którym Victoria nie zamierzała brać udziału, gdy sięgała po jeszcze jedną truskawkę (uwielbiała je) i wtedy…
Wtedy to się stało.
Atreus napił się czegoś co niósł i zmienił się w… przerośniętą świnkę morską. W tym momencie jej dłoń, która prowadziła truskaweczkę wprost do jej buzi, zamarła w połowie drogi.
– O na brodę Merlina – wyrwało jej się i przez momencik oszołomiona obserwowała jak Sauriel nabija się z kapibary, klepiąc zwierzątko na końcu w zadek, a potem odwrócił się i zawołał… zawołał jakąś kobietę. Na to już odetchnęła nieco głębiej, co zapewne nie uszło uwadze Anthony’ego. – Atreus? – tak, tak, doskonale wiedziała, jak ma na imię, to że wiecznie mówiła do niego po nazwisku to takie tam… Widziała, co niektóre drinki potrafiły zrobić wczoraj, a one tak się podobały Perseusowi… Zgadywała, że dzisiaj mogły się dziać rzeczy jeszcze mocniejsze, które przejdą samoistnie... – Pewnie przejdzie za chwilę, ale może nie siedź na tym stole – jak nie przejdzie, to wtedy zaczną się martwić… ale teraz? Teraz Victoria w końcu wsadziła sobie tę truskawkę, z którą zamarła, do buzi i złapała Anthony’ego pod ramię.
– Prowadź – zapytał o to wcześniej, ale było zamieszanie i w ogóle… Jak mogłaby odmówić? Kochała tańczyć, to była najlepsza część tych wszystkich bankietów, wesel, bali i innych. Taniec no i truskaweczki, rzecz jasna.