29.05.2024, 01:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 02:07 przez Alexander Mulciber.)
Stoisko Mulciberów
Kiedy Alexander Mulciber wyszedł z pracy po nocnej zmianie, w rozpiętej, białej koszuli, spodniach od garnituru i głową huczącą od starorunicznych tłumaczeń przepowiedni, starał się nie myśleć o tym, że zaczął się już sierpień: dnie, choć dalej tchnące żarem, zaczynały już stawać się coraz to krótsze, noce zaś, upływały mu na snuciu wspomnień, i na pracy.
Potrzebował snu, potrzebował przyłożyć głowę na poduszki choćby tylko na krótką chwilę, ale wiedział, że mimo osadzonego na powiekach zmęczenia, sklejającego mu i tak już mętne oczy, na pewno dziś nie zaśnie. Nawet gdyby nie cierpiał na bezsenność, nie pozwoliłyby mu na to hałasy dobiegające z kiermaszu z okazji Lammas.
Wybrał się na przechadzkę. Nie planował podchodzić do straganów, ale w kieszeni znalazł zapomniane losy na loterię, które mógł zrealizować, a poza tym, miał dziwne przeczucie, że po prostu musi się pojawić na obchodach tego jakże wyjątkowego święta.
Niby przypadkiem, a może i celowo, skierował swe kroki do straganu z kadzidłami, a w kącikach jego ust zaczaił się złośliwy uśmieszek, kiedy zrozumiał, że czeka go konfrontacja z rodziną od strony Roberta. Razem z Dianą odprawili rytuały oczyszczające w posiadłości Mulciberów, które miały ochronić ich domostwo przed złą energią: zabrali się do tego z takim entuzjazmem, że spalili wszystkie świece, jakie posiadali, by stworzyć potężny czar, który na zawsze wypędzi ducha Donalda Mulcibera z ich żyć. Popełnili też kilka innych głupot pod płaszczykiem pobożnej obrzędowości, o których wolał teraz jednak nie myśleć. Najważniejsze, że tamtej nocy oboje zasnęli spokojnie po raz pierwszy od lat. Zapas świec należało jednak szybko uzupełnić, stwierdził praktycznie, kierując się w stronę stoiska.
A wtedy zobaczył... Scenę, którą Morpheus Longbottom określiłby mianem bachicznej orgii, Eden - konkursem porównywania penisów, a on...
On nie zwracał uwagi na resztę zbiegowiska dookoła straganu.
On zaśmiał się tylko, krótko, z jakąś upiorną satysfakcją.
- O kurwa - westchnął z lubością, obserwując całą sytuację z nieodgadnioną, dziwnie obojętną miną. Nie chciał wierzyć w zesłane mu doznania zmysłowe: były zbyt absurdalne, zbyt piękne, by być prawdziwymi.
Nie dbał o to, że ktoś usłyszy, co mówi.
- Udław się tym kutasem, Nott. - powiedział sam do siebie Alex, ze zgrzytającą w głosie namiętnością głównego aktora z taniej produkcji pornograficznej, szykującego się do ostatecznego spustu: a więc jakoś tak uroczyście, z powagą, może nawet z dalekim cieniem uśmiechu... Tak jakby samo oglądanie tego, jak ten pieprznięty auror, Atreus Bulstrode, okłada Philipa Notta woskową świeczką w kształcie fallusa, stanowiło ucieleśnienie najskrytszych fantazji Alexandra, a do pełni orgazmicznego szczęścia brakowało mu tylko zobaczyć, jak przedstawiciel prawa sam rozpina spodnie, i zmusza Filipka, by ten klęknął przed nim jak tania dziwka.
To mi się chyba śni. Nie, nie śnił bynajmniej o Philipie Nottcie dławiącym się kutasem: nawet w najdzikszych psychozach indukowanych dopalaczami nie wepchnąłby swojego majestatycznego przyrodzenia w tak podłe miejsce - a taka deklaracja wiele znaczyła w wydaniu Alexandra, biorąc pod uwagę, że regularnie rozpychał się swoim chujem w gościnnych niczym piekło podwojach pizdy Loretty - ale widok Atreusa napierdalającego Philipa świeczką-penisem produkcji Mulciberów był tak durny, tak przekomicznie satysfakcjonujący, tak piękny, że Alexander na chwilę zaniemówił.
- WEŹ MOCNIEJ GO NAPIERDALAJ - wrzasnął nagle, stwierdzając, że brak dopingu może zdemotywować aurora, a przecież nikt nie chciał, by ten za szybko opadł.
Z sił, znaczy się. Auror, nie penis.
Kiedy Alexander Mulciber wyszedł z pracy po nocnej zmianie, w rozpiętej, białej koszuli, spodniach od garnituru i głową huczącą od starorunicznych tłumaczeń przepowiedni, starał się nie myśleć o tym, że zaczął się już sierpień: dnie, choć dalej tchnące żarem, zaczynały już stawać się coraz to krótsze, noce zaś, upływały mu na snuciu wspomnień, i na pracy.
Potrzebował snu, potrzebował przyłożyć głowę na poduszki choćby tylko na krótką chwilę, ale wiedział, że mimo osadzonego na powiekach zmęczenia, sklejającego mu i tak już mętne oczy, na pewno dziś nie zaśnie. Nawet gdyby nie cierpiał na bezsenność, nie pozwoliłyby mu na to hałasy dobiegające z kiermaszu z okazji Lammas.
Wybrał się na przechadzkę. Nie planował podchodzić do straganów, ale w kieszeni znalazł zapomniane losy na loterię, które mógł zrealizować, a poza tym, miał dziwne przeczucie, że po prostu musi się pojawić na obchodach tego jakże wyjątkowego święta.
Niby przypadkiem, a może i celowo, skierował swe kroki do straganu z kadzidłami, a w kącikach jego ust zaczaił się złośliwy uśmieszek, kiedy zrozumiał, że czeka go konfrontacja z rodziną od strony Roberta. Razem z Dianą odprawili rytuały oczyszczające w posiadłości Mulciberów, które miały ochronić ich domostwo przed złą energią: zabrali się do tego z takim entuzjazmem, że spalili wszystkie świece, jakie posiadali, by stworzyć potężny czar, który na zawsze wypędzi ducha Donalda Mulcibera z ich żyć. Popełnili też kilka innych głupot pod płaszczykiem pobożnej obrzędowości, o których wolał teraz jednak nie myśleć. Najważniejsze, że tamtej nocy oboje zasnęli spokojnie po raz pierwszy od lat. Zapas świec należało jednak szybko uzupełnić, stwierdził praktycznie, kierując się w stronę stoiska.
A wtedy zobaczył... Scenę, którą Morpheus Longbottom określiłby mianem bachicznej orgii, Eden - konkursem porównywania penisów, a on...
On nie zwracał uwagi na resztę zbiegowiska dookoła straganu.
On zaśmiał się tylko, krótko, z jakąś upiorną satysfakcją.
- O kurwa - westchnął z lubością, obserwując całą sytuację z nieodgadnioną, dziwnie obojętną miną. Nie chciał wierzyć w zesłane mu doznania zmysłowe: były zbyt absurdalne, zbyt piękne, by być prawdziwymi.
Nie dbał o to, że ktoś usłyszy, co mówi.
- Udław się tym kutasem, Nott. - powiedział sam do siebie Alex, ze zgrzytającą w głosie namiętnością głównego aktora z taniej produkcji pornograficznej, szykującego się do ostatecznego spustu: a więc jakoś tak uroczyście, z powagą, może nawet z dalekim cieniem uśmiechu... Tak jakby samo oglądanie tego, jak ten pieprznięty auror, Atreus Bulstrode, okłada Philipa Notta woskową świeczką w kształcie fallusa, stanowiło ucieleśnienie najskrytszych fantazji Alexandra, a do pełni orgazmicznego szczęścia brakowało mu tylko zobaczyć, jak przedstawiciel prawa sam rozpina spodnie, i zmusza Filipka, by ten klęknął przed nim jak tania dziwka.
To mi się chyba śni. Nie, nie śnił bynajmniej o Philipie Nottcie dławiącym się kutasem: nawet w najdzikszych psychozach indukowanych dopalaczami nie wepchnąłby swojego majestatycznego przyrodzenia w tak podłe miejsce - a taka deklaracja wiele znaczyła w wydaniu Alexandra, biorąc pod uwagę, że regularnie rozpychał się swoim chujem w gościnnych niczym piekło podwojach pizdy Loretty - ale widok Atreusa napierdalającego Philipa świeczką-penisem produkcji Mulciberów był tak durny, tak przekomicznie satysfakcjonujący, tak piękny, że Alexander na chwilę zaniemówił.
- WEŹ MOCNIEJ GO NAPIERDALAJ - wrzasnął nagle, stwierdzając, że brak dopingu może zdemotywować aurora, a przecież nikt nie chciał, by ten za szybko opadł.
Z sił, znaczy się. Auror, nie penis.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat