29.05.2024, 09:40 ✶
Na zewnątrz - fontanna z alkoholem
Penny, Philip, Pandora
Penny, Philip, Pandora
Magiczne tace i fontanna faktycznie przyciągały tłum ludzi, chociaż o dziwo nie było tutaj tak tłoczno, jak można było się spodziewać. Bankiet trwał już chwilę, a mieszkańcy Doliny Godryka wydawali się bardziej zainteresowani jedzeniem niż alkoholem. Mimo wszystko przy fontannie i piramidce z szampanem zgromadził się mały tłumek czarodziejów i czarownic w różnym wieku. Naturalnie porobiły się małe grupki znajomych, którzy wydawali się niezwykle zrelaksowani - i to pomimo faktu, że tak blisko znajdowała się Knieja, do której przecież wstęp był surowo wzbroniony. Echa wiosny zdawały się słabnąć, o co zadbali Abbottowie, starając się by nic nie zagroziło bankietowi. Życie w tych czasach było naprawdę trudne i pełne komplikacji: każdemu przecież należała się chwila wytchnienia, prawda?
Chociaż wydawało się, że nie każdemu. O ile pojawienie się Penny wywołało wśród zgromadzonych przyjazne uśmiechy, uściski i rozmowy, głównie ze strony rodziny, tak pojawienie się Philipa sprawiło, że jedna z grupek, składająca się z młodych dziewcząt, ubranych w zwiewne sukienki w przeróżnych kolorach, niemal zamarła. Z zazdrością spoglądały na przepiękną Pandorę Prewett, która przyciągnęła uwagę gwiazdy quidditcha, oraz Penny, która go potrąciła. Cóż za nietakt! Atmosfera nieco się zagęściła. Jeden z mężczyzn, stojący niedaleko Pandory, oczarowany jej urodą (i być może nieco odurzony alkoholem) podszedł do niej oraz Penny, i skłonił się nisko. Nieco zbyt nisko i odrobinę chwiejnie, lecz utrzymał pion.
- Piękne, tajemnicze imię dla równie pięknej i tajemniczej kobiety. A pani... Penelope... Abbott? - starał się zogniskować wzrok zarówno na pierwszej, jak i drugiej kobiecie. - Widać, że plotki o złotych jabłkach z sadu nie są wyssane z palca. Obie panie olśniewają tę ciemną noc bardziej niż gwiazdy.
Co było dość niespotykane, Philipa miał kompletnie gdzieś, jakby zupełnie nie istniał. W przeciwieństwie do jednej z kobiet, która odważnie wygładziła materiał sukienki i podeszła do trójki czarodziejów, wyraźnie poddenerwowana.
- Przepraszam, że przeszkadzam... Pan Philip Nott - uśmiechnęła się czarująco, choć ten efekt nieco zepsuł grymas, który posłała w stronę Pandory i Penny. - Proszę wybaczyć mi śmiałość, lecz siostra jest ogromną fanką. Podobnie jak my wszyscy, śmiem sądzić. Czy... Czy mogłabym prosić o autograf dla Lotty? Charlotte, znaczy się!
Och, starała się jak mogła, żeby nie wyszło to pretensjonalnie i by nie było aż tak widać, że próbuje odciągnąć Philipa od obu kobiet, które zdecydowanie traktowała jako rywalki o względy gwiazdy.
Na zewnątrz - fontanna z alkoholem
Nora, Anthony
Nora, Anthony
Anthony Shafiq był kolejną gwiazdą tego wieczoru - podobnie jak i Nora, która przecież należała do rodziny. Oprócz szeptów i miłych kiwnięć głową nie zapowiadało się jednak, by ktoś miał przerwać im dopiero zaczynającą się rozmowę. Obok bawiły się dzieci, które już dawno powinny spać, ale przecież były wakacje, prawda? Mogły pójść spać później. Mniej więcej pod koniec wypowiedzi Anthony'ego pod nogi rozmawiających niemal mistrzowskim ślizgiem wpadła mała dziewczynka, na oko pięcioletnia, ubrana w przepiękną, błękitną sukienkę z bufiastymi rękawkami.
- Tato! Tatulku, Lisa mnie popchnęła! - mimo efektownej gleby dziewczynka po prostu wstała i otrzepała brudne kolanka. Pobrudziła również sukienkę. Chwyciła Shafiqa za rękę, lecz zaraz cofnęła dłoń w przerażeniu. Jej buzia zmieniała kolory błyskawicznie - od bladości po czerwień, spowodowaną wstydem. - Ty nie jesteś tata! A ty nie jesteś mama!
Dziecko rozpłakało się. Co za pomyłka! Gdzie byli jej rodzice? I czemu latała tutaj sama? Nora ją kojarzyła z Doliny. Jej mamą była piąta kuzynka po kisielu z rodu Abbottów. Nie kojarzyła imienia ani nazwiska ani dziecka, ani jej matki, ale chyba matka była tą pulchniejszą kobietą, która stała przy namiocie i paliła papierosa, rozmawiając z koleżanką. W ogóle nie zwracała uwagi na swoją córkę - ani na to, co robiła, ani na jej płacz.