Może i potrafiła ukrywać swoje emocje, za tą kamienną maską, ale jej bliscy wiedzieli doskonale, że to nie jest wcale zimna osoba, se przeżywa wiele rzeczy, że się przejmuje, nawet jeśli nie zawsze potrafiła to okazać i przekazać. Starała się, uczyła, ale to nie było proste. Nauczona jednak była, że w tłumie nie powinno się tych emocji pokazywać po sobie, a już zwłaszcza tych negatywnych, że coś cię dotknęło, że jesteś na coś zły - więc się skrywała, i przeżywała w ciszy, albo musiała później odreagować. Czy to było źle? Gorsze niż wystawienie się na śmieszność przed różnymi ludźmi? Victoria sądziła, że robiła dobrze, nie narażając się przy tym na publiczny wstyd. Tak czuła się bezpieczniej.
Kiwnęła głową, bo dokładnie taka myśl jej przyświecała, gdy myślała nad tym, co zrobić z tym weselem. Lubiła rzecz jasna towarzystwo Laurenta, czuła się przy nim swobodnie i dobrze się z nim zawsze bawiła, ale tym razem nie chodziło o niego, a o nią. Nie chciała niepotrzebnego skandalu, kolejnego tarcia na tej linii, kiedy ledwo miesiąc wcześniej zostały zerwane jej zaręczyny, a ludzie w końcu by połączyli te kropki pomiędzy nią a Laurentem… i dodatkowe plotki na tym polu raczej by im się nie przysłużyły. Czuła też, że Sauriel mógłby się o to wkurzyć, nawet jeśli to z jego powodu zaręczyny zostały zerwane… nie, nie wykręciła by ani jemu, ani sobie takiego numeru. Naprawdę chciała być przy tym wszystkim fair.
– Ach, coś jak wieczorki poetyckie? Tylko że śpiewaniem – tak to sobie przynajmniej teraz wyobrażała. Odnosiła wrażenie, że Laurent bardziej cieszy się na to, niż na sam fakt pójścia na randkę.
– Wygląda na nieufną. Ale widzę że się całkiem odprężyła na łóżku, to wszystko jest na dobrej drodze – zapatrzyła się na krótką chwilę na tę księżniczkę, ale zaraz jej uwaga miałam zostać skupiona na garderobie i Laurencie, i ubraniach.
– No no, ładne – stwierdziła i odsunęła się na dwa kroki, żeby lepiej się przyjrzeć tatuażowi. – Kiedy go zrobiłeś, dzisiaj? – nie uszło jej uwadze, że Laurent odrobinę się wzdrygnął, kiedy go dotknęła,.ale była to reakcja całkowicie spodziewana. Za to jednak jej efekt nie był taki mocny, jak mogłaby się spodziewać. – Boli? – sama nigdy nie miała robionego tatuażu, co najwyżej mogło jej się obić o uszy, że to bolesny proces, kiedy ktoś igła wyłącza ci tusz w skórę. – Nie spodziewałabym się tego po tobie, wiesz? – uśmiechała się i chyba nawet było to słychać w jej głosie.