29.05.2024, 14:02 ✶
Naprzykrzam się Panu Młodemu.
Pan i Władca Prewettolandu, ale nie tylko, bo też miałem za kołnierzem grzeszki półświatkowe, stawił się na ślub punktualnie, więc adekwatnym było to, żeby chociaż na drobną chwilę pojawić się również na weselu. Tym, pożal się Matko, weselu. Może nie tak bardzo ze względu na Młodą Parę, szczególnie że mieliśmy do czynienia z podwójną wdową i, cóż, rozwodnikiem, co nie potrafił swojej pierwszej małżonki utrzymać w ryzach, więc traktowałem to bardziej jako krótkie party dedykowane dla podtrzymania kontaktów, przede wszystkim zobaczenia na własne oczy tego ogromnego wesela, tak rozreklamowanego przez panią Black, że aż przereklamowanego, więc w tym również obgadania Blacków od stóp do głów, bo z kolei ci Rookwoodzi to jakoś ostatnio niknęli na tle innych rodów. Spekulowałem z Winstonem, że jedna wiek i ród Rookwoodów zniknie z powierzchni ziemi. Jego przedstawiciele byli dalecy do żeniaczki bądź zbyt prędcy do tracenia współmałżonków, ale co ja mogłem osądzać, skoro nawet głowa rodu zdawała się jakby nieobecna na tym weselu. Również skazywała to nowe małżeństwo na przegraną.
Cóż, ale trzeba było zachować pozory dworskiej uprzejmości. Za bardzo nie znałem tych młodych, właściwie to jedynie z cudzych opowieści. Poprosiłem swojego szefa ochrony Kevina Costnera, o chwilę swobody i podszedłem do tej Pary Młodej. Należało złożyć najszczersze życzenia, aczkolwiek musiałem przyznać, że w dobie walki o zachowanie czystości krwi, naprawdę te życzenia można było jednakże potraktować jako szczere. Niech się rozpładzają, a nie zabijają. Na dobrą sprawę, każdemu życzyłbym miłości, która łączyła mnie i moją nieobecną małżonkę Aydayę.
- Drodzy Młodzi, życzę wam miłości, która przetrwa każdą burzę, i szczęścia, które będzie waszym codziennym towarzyszem. Niech wasze dni będą pełne radości, a każda wspólnie spędzona chwila jeszcze bardziej zbliża was do siebie. Pamiętajcie, że w jedności jest siła, a rodzina to największy skarb... - zacząłem, wpierw skłaniając się ku Vesperze, całując powietrze przy jej policzkach, też przy okazji weryfikując jakość jej perfum. Następnie przeszedłem spojrzeniem na Pana Młodego.
- Niech zdrowie i pomyślność zawsze wam towarzyszą, a wszystkie marzenia się spełniają. Co najmniej sto lat miłości i dobrobytu! Wybaczcie nieobecność małżonki, ale z powodów prywatnych nie była w stanie pojawić się na waszej uroczystości. Dołącza się jednakże do złożonych życzeń, a także zadbała o odpowiedni prezent, sprowadzony dla was specjalnie z Turcji - dokończyłem, ściskając dłoń Perseusa i klepiąc go lekko po ramieniu. - Oby to małżeństwo nie było tak pochopnym jak poprzednie... - dodałem już szeptem do samego Pana Młodego, tak by nie usłyszała tego Vespera. Ciężko było stwierdzić, czy to bardziej dobre życzenie czy raczej potępienie, ale raczej to pierwsze. Wedle uznania. Byle piękne i zdrowe czystokrwiste dzieci z tego były... I nie kuśtonogi.
A jeśli chodziło o zachwycanie się moim jakże zjawiskowym odzieniem, oczywiście w krwistoczerwonych barwach, które wyszły spod ręki panienki Merkurii Rosier... To w kolejnym odcinku poście.
Pan i Władca Prewettolandu, ale nie tylko, bo też miałem za kołnierzem grzeszki półświatkowe, stawił się na ślub punktualnie, więc adekwatnym było to, żeby chociaż na drobną chwilę pojawić się również na weselu. Tym, pożal się Matko, weselu. Może nie tak bardzo ze względu na Młodą Parę, szczególnie że mieliśmy do czynienia z podwójną wdową i, cóż, rozwodnikiem, co nie potrafił swojej pierwszej małżonki utrzymać w ryzach, więc traktowałem to bardziej jako krótkie party dedykowane dla podtrzymania kontaktów, przede wszystkim zobaczenia na własne oczy tego ogromnego wesela, tak rozreklamowanego przez panią Black, że aż przereklamowanego, więc w tym również obgadania Blacków od stóp do głów, bo z kolei ci Rookwoodzi to jakoś ostatnio niknęli na tle innych rodów. Spekulowałem z Winstonem, że jedna wiek i ród Rookwoodów zniknie z powierzchni ziemi. Jego przedstawiciele byli dalecy do żeniaczki bądź zbyt prędcy do tracenia współmałżonków, ale co ja mogłem osądzać, skoro nawet głowa rodu zdawała się jakby nieobecna na tym weselu. Również skazywała to nowe małżeństwo na przegraną.
Cóż, ale trzeba było zachować pozory dworskiej uprzejmości. Za bardzo nie znałem tych młodych, właściwie to jedynie z cudzych opowieści. Poprosiłem swojego szefa ochrony Kevina Costnera, o chwilę swobody i podszedłem do tej Pary Młodej. Należało złożyć najszczersze życzenia, aczkolwiek musiałem przyznać, że w dobie walki o zachowanie czystości krwi, naprawdę te życzenia można było jednakże potraktować jako szczere. Niech się rozpładzają, a nie zabijają. Na dobrą sprawę, każdemu życzyłbym miłości, która łączyła mnie i moją nieobecną małżonkę Aydayę.
- Drodzy Młodzi, życzę wam miłości, która przetrwa każdą burzę, i szczęścia, które będzie waszym codziennym towarzyszem. Niech wasze dni będą pełne radości, a każda wspólnie spędzona chwila jeszcze bardziej zbliża was do siebie. Pamiętajcie, że w jedności jest siła, a rodzina to największy skarb... - zacząłem, wpierw skłaniając się ku Vesperze, całując powietrze przy jej policzkach, też przy okazji weryfikując jakość jej perfum. Następnie przeszedłem spojrzeniem na Pana Młodego.
- Niech zdrowie i pomyślność zawsze wam towarzyszą, a wszystkie marzenia się spełniają. Co najmniej sto lat miłości i dobrobytu! Wybaczcie nieobecność małżonki, ale z powodów prywatnych nie była w stanie pojawić się na waszej uroczystości. Dołącza się jednakże do złożonych życzeń, a także zadbała o odpowiedni prezent, sprowadzony dla was specjalnie z Turcji - dokończyłem, ściskając dłoń Perseusa i klepiąc go lekko po ramieniu. - Oby to małżeństwo nie było tak pochopnym jak poprzednie... - dodałem już szeptem do samego Pana Młodego, tak by nie usłyszała tego Vespera. Ciężko było stwierdzić, czy to bardziej dobre życzenie czy raczej potępienie, ale raczej to pierwsze. Wedle uznania. Byle piękne i zdrowe czystokrwiste dzieci z tego były... I nie kuśtonogi.
A jeśli chodziło o zachwycanie się moim jakże zjawiskowym odzieniem, oczywiście w krwistoczerwonych barwach, które wyszły spod ręki panienki Merkurii Rosier... To w kolejnym odcinku poście.