29.05.2024, 15:42 ✶
Zamiast z godnością przyjąć do siebie informację i stąd iść, ten postanowił pokazać pazury. Nie byłem pewien, które ze zwierząt naprzeciw mnie miało je ostrzejsze - kotka czy może Laurent Prewett? Cóż, nie zamierzałem pozwolić się stłamsić. Dzikiej, nieokiełznanej zwierzyny mieliśmy w cyrku pod dostatkiem, więc nie straszne mi było byle podrapanie, choć... nie brałem poprawki na to, że te zadrapania nie były wcale powierzchowne, tylko sięgały zdecydowanie głębiej. Tak, tam głębiej. Robiły rysy na samym sercu pana Alexandra, Zarządcy Cyrku.
Widać było, że na drobną chwilę podana przez Laurenta informacja wybiła mnie z rytmu. Oczywiście, że nie wiedziałem, że cyrkowcy bywali na włościach Prewetta. W tej chwili przeklinałem tych, którzy śmiali przekroczyć jego próg, niestety zakładając, że jednym z tych delikwentów był Flynn we własnej osobie. Modliłem się w duchu, żeby to była tylko służbowa wizyta, a nie odwiedziny w jego sypialni. Choć użyte przez Prewetta słowo wślizgiwali było w tym przypadku niepokojące.
Adekwatnie zrobiło mi się gorąco na tę wieść, ale nie zamierzałem dać Platynowej Blondie satysfakcji.
- Czy to był Edge i Little Fox? - zapytałem go poważnym tonem, nieskorym do negocjacji. Wystarczy potwierdzenie, a już sam sobie porozmawiam z obojgiem. Flynna trochę rozumiałem, bo miał kwestię powrotu Dantego do załatwienia, ale Elka... Zgrywała taką mądrą i cwaną, a pieśń stara jak świat, że takie bogate paniczyki przynosiły jedynie nieszczęście, jakoś jej umknęła? Kto wie? Może nawet zapracowała sobie własną nierozwagą na ostatni wybuch w mojej przyczepie. Mogła sobie zapracować, ale też ktoś jej w tym pomagał.. On, ten gość na przeciwko mnie.
- Tak jak wspominałem, żadne z nas już nie będzie uprzejme. Z dniem dzisiejszym wpada pan na czarną listę klientów cyrku - zapewniłem ponownie i zacząłem zbierać karty. Koniec wróżenia. Niech wykorzysta radę, jeśli chce, jeśli nie, niech wrzuci ją do zapomnienia. W tej chwili już mnie nie interesowało, czy mu pomogę, czy też nie. Wszedłem na plac boju, a tu jeńców nie mieliśmy. Teoretycznie. W praktyce zapewne pierwszy rzuciłbym się by ratować takie mendy jak on. - Żegnam. - dodałem, gdyby jednak nie odczytał sugestii. Z szlachciurami trzeba było wszystko dosadnie.
Widać było, że na drobną chwilę podana przez Laurenta informacja wybiła mnie z rytmu. Oczywiście, że nie wiedziałem, że cyrkowcy bywali na włościach Prewetta. W tej chwili przeklinałem tych, którzy śmiali przekroczyć jego próg, niestety zakładając, że jednym z tych delikwentów był Flynn we własnej osobie. Modliłem się w duchu, żeby to była tylko służbowa wizyta, a nie odwiedziny w jego sypialni. Choć użyte przez Prewetta słowo wślizgiwali było w tym przypadku niepokojące.
Adekwatnie zrobiło mi się gorąco na tę wieść, ale nie zamierzałem dać Platynowej Blondie satysfakcji.
- Czy to był Edge i Little Fox? - zapytałem go poważnym tonem, nieskorym do negocjacji. Wystarczy potwierdzenie, a już sam sobie porozmawiam z obojgiem. Flynna trochę rozumiałem, bo miał kwestię powrotu Dantego do załatwienia, ale Elka... Zgrywała taką mądrą i cwaną, a pieśń stara jak świat, że takie bogate paniczyki przynosiły jedynie nieszczęście, jakoś jej umknęła? Kto wie? Może nawet zapracowała sobie własną nierozwagą na ostatni wybuch w mojej przyczepie. Mogła sobie zapracować, ale też ktoś jej w tym pomagał.. On, ten gość na przeciwko mnie.
- Tak jak wspominałem, żadne z nas już nie będzie uprzejme. Z dniem dzisiejszym wpada pan na czarną listę klientów cyrku - zapewniłem ponownie i zacząłem zbierać karty. Koniec wróżenia. Niech wykorzysta radę, jeśli chce, jeśli nie, niech wrzuci ją do zapomnienia. W tej chwili już mnie nie interesowało, czy mu pomogę, czy też nie. Wszedłem na plac boju, a tu jeńców nie mieliśmy. Teoretycznie. W praktyce zapewne pierwszy rzuciłbym się by ratować takie mendy jak on. - Żegnam. - dodałem, gdyby jednak nie odczytał sugestii. Z szlachciurami trzeba było wszystko dosadnie.