29.05.2024, 16:35 ✶
Sala bankietowa
Przez moment stoi obok Victorii, Sauriela oraz Atreusa przy czekoladowej fontannie, a potem idzie z Victorią na parkiet
Przez moment stoi obok Victorii, Sauriela oraz Atreusa przy czekoladowej fontannie, a potem idzie z Victorią na parkiet
– Rosier, Rosier, choćbym chciał, umowa zobowiązuje i nie mogę pokazywać się w ubraniach, które nie wyszły spod ich nici. – odpowiedział na pytanie Victorii głosem męczennika, ale kto by uwierzył, że nie łechtały jego próżności afisze reklamującą najnowszą linię garniturów w których użyczał swojej twarzy i ciała. Sesja była bardzo udana, choć wybrano tylko te zdjęcia, na których patrzył melancholijnie w dal, co podczas przechadzek uliczkami magicznego Londynu przypominało mu o dość zawiłym stanie w jakim obecnie się znajdował. Na przyjęciach tego typu potrafił maskować się z wprawą przeszło trzydziestoletnią, dlatego nawet brew mu nie zadrżała, gdy dołączyli do ich prywatnej rozmowy młodsi impertynenci.
Atreus jak widać rozkwitał wspaniałymi sierpniowymi pomysłami i jak widać karma go za to nagrodziła chomiczym kształtem.
– Cóż, lepiej tak niż z woskowym penisem w ręku. Przynajmniej nie widać twarzy – mruknął pod nosem, mocząc usta w szampanie, który jednak nie spełnił jego wymogów smakowych i kryształ tak szybko jak pojawił się w ręku, tak został odstawiony na stół. Potoki słów Sauriela, wulgarność całej sytuacji nie odpowiadały mu i już zamierzał się wycofać, gdy okazało się, że mają wspólną agendę z piękną Victorią. Ujął jej dłoń i bez słowa wyminął tych, którzy chcieli im przeszkadzać.
Na parkiecie objął wszystkich w czerni i... czerni, tańczące pary jak stado wampirów w rumuńskim zamku krążyły kołowo do potoczystych tonów orkiestry smyczkowej. Momentalnie, gdy jego stopy dotknęły przestrzeni przeznaczonej do tańczenia przejął inicjatywę, porywając ją w walcowy wir, co jakiś czas obracając wprawnie, pozwalając jej czarnej, choć najpewniej czerwonej sukni wirować, zakwitać i więdnąć jak róży dotkniętej nekromantyczną magią. Był wyśmienitym tancerzem, poza muzycznym zmysłem, szybko odkrył jaką przewagą dawało mu to na tego typu przyjęciach. Jak mógł sterować rozmową dodając figurę więcej, gdy ciała poruszały się zgodnie z jego wolą i inicjatywą.
– Coś Cię trapi i nie jest to wasza wycieczka – nie pytał, stwierdzał fakt. – Jeśli potrzebujesz rozmowy, wiesz, że możesz na mnie polegać – poważny ton odciążył wychyleniem jej w tył przez swoje ramie, podtrzymaniem na moment ciężaru, kwiatu, który kwitnął i wiądł zaburzając naturalny rytm życia i przemijania. – Chyba, że jesteś spragniona ministerialnych anegdotek, choć w tych jak wiesz przoduje Jonathan, szczególnie ostatnio. – Nie oszukiwał się, że potrafi być większym czarusiem niż jego zastępca, już dawno przestał być o to zazdrosny. Też Selwyn miał świeższe plotki, bo Anthony poza kilkoma konferencjami rzeczywiście unikał biura.
Obrót, obrót i wspięcie na palcach, starał się nie patrzeć po innych parach, skupić całą uwagę na swojej partnerce, na tym też polegała skuteczność jego ucieczki od własnych uczuć. Na tym polegał trik, który pomagał mu tyle lat przetrwać, bo przecież wiedział z kim będzie tego wieczoru na jednym parkiecie, przy jednym stole, choć nigdy razem, zawsze gdzieś obok, zawsze na odległość pięciu przeklętych kroków... Teraz był dziwny czas, było i łatwiej i trudniej w tym samym momencie. Zacisnął mocniej palce na jej drobnych dłoniach, usztywnił ramę i potoczyście paradą przecięli parkiet, a złocisto-srebrzyste ważki wraz z nimi zamigotały, zadrżały i zmieniły swoje położenie na ciemnym szafirze, burgundowej w rzeczywistości marynarki.
Atreus jak widać rozkwitał wspaniałymi sierpniowymi pomysłami i jak widać karma go za to nagrodziła chomiczym kształtem.
– Cóż, lepiej tak niż z woskowym penisem w ręku. Przynajmniej nie widać twarzy – mruknął pod nosem, mocząc usta w szampanie, który jednak nie spełnił jego wymogów smakowych i kryształ tak szybko jak pojawił się w ręku, tak został odstawiony na stół. Potoki słów Sauriela, wulgarność całej sytuacji nie odpowiadały mu i już zamierzał się wycofać, gdy okazało się, że mają wspólną agendę z piękną Victorią. Ujął jej dłoń i bez słowa wyminął tych, którzy chcieli im przeszkadzać.
Na parkiecie objął wszystkich w czerni i... czerni, tańczące pary jak stado wampirów w rumuńskim zamku krążyły kołowo do potoczystych tonów orkiestry smyczkowej. Momentalnie, gdy jego stopy dotknęły przestrzeni przeznaczonej do tańczenia przejął inicjatywę, porywając ją w walcowy wir, co jakiś czas obracając wprawnie, pozwalając jej czarnej, choć najpewniej czerwonej sukni wirować, zakwitać i więdnąć jak róży dotkniętej nekromantyczną magią. Był wyśmienitym tancerzem, poza muzycznym zmysłem, szybko odkrył jaką przewagą dawało mu to na tego typu przyjęciach. Jak mógł sterować rozmową dodając figurę więcej, gdy ciała poruszały się zgodnie z jego wolą i inicjatywą.
– Coś Cię trapi i nie jest to wasza wycieczka – nie pytał, stwierdzał fakt. – Jeśli potrzebujesz rozmowy, wiesz, że możesz na mnie polegać – poważny ton odciążył wychyleniem jej w tył przez swoje ramie, podtrzymaniem na moment ciężaru, kwiatu, który kwitnął i wiądł zaburzając naturalny rytm życia i przemijania. – Chyba, że jesteś spragniona ministerialnych anegdotek, choć w tych jak wiesz przoduje Jonathan, szczególnie ostatnio. – Nie oszukiwał się, że potrafi być większym czarusiem niż jego zastępca, już dawno przestał być o to zazdrosny. Też Selwyn miał świeższe plotki, bo Anthony poza kilkoma konferencjami rzeczywiście unikał biura.
Obrót, obrót i wspięcie na palcach, starał się nie patrzeć po innych parach, skupić całą uwagę na swojej partnerce, na tym też polegała skuteczność jego ucieczki od własnych uczuć. Na tym polegał trik, który pomagał mu tyle lat przetrwać, bo przecież wiedział z kim będzie tego wieczoru na jednym parkiecie, przy jednym stole, choć nigdy razem, zawsze gdzieś obok, zawsze na odległość pięciu przeklętych kroków... Teraz był dziwny czas, było i łatwiej i trudniej w tym samym momencie. Zacisnął mocniej palce na jej drobnych dłoniach, usztywnił ramę i potoczyście paradą przecięli parkiet, a złocisto-srebrzyste ważki wraz z nimi zamigotały, zadrżały i zmieniły swoje położenie na ciemnym szafirze, burgundowej w rzeczywistości marynarki.