29.05.2024, 18:12 ✶
— Jakieś... Zakłócenie? Zaburzenie optyczne, jakby powietrze pulsowało od nadmiaru energii magicznej — tłumaczył Peregrinusowi.
Nie potrafił konkretnie określić, co mogło być źródłem pulsowania, jakie dostrzegł w trakcie ich krótkiej wizyty w zaświatach. Mimowolnie przypomniał sobie o Polanie Ognisk i uszkodzeniu w zasłonie między wiatami, które pozwoliło mu na krótką chwilę zobaczyć Limbo. Wówczas sytuacja była jednak drastycznie inna. Tam doszło do ogromnej tragedii, otworzenia portalu między światami i wtargnięciu do domeny zmarłych. Oczywistym było, że takie działania pozostawią po sobie jakiś ślad.
Czy Kryształowa Czaszka mogła wywołać podobny efekt? Nie przypominał sobie, aby zaobserwował podobny fenomen, gdy Patrick i Brenna zjawili się z artefaktem w jego gabinecie, jednak nie były to też naturalne warunki, w jakich miał funkcjonować ten przedmiot. Może, teraz gdy tkwił gdzieś wkopany w ziemię, działał jakoś inaczej? Zmarszczył czoło, podążając za Brenną, aby w pewnym momencie wyjść przed szereg.
— Widzieliście coś podobnego na mokradłach, gdzie odkryliście poprzednią czaszkę? — spytał, zaciekawiony widziadłem, jakie stanęło mu wcześniej przed oczami. — Wspominaliście o trupach i zaburzeniach teleportacyjnych... Było tam coś jeszcze?
Im dalej w las, tym intensywniejsze odczucia towarzyszyły Macmillanowi. Coraz mocniej łupało mu w głowie, jednak nie potrafił określić, jaka była przyczyna tego stanu rzeczy. Przemęczenie? Stres nagłym znalezieniem się w nerwowej sytuacji? Niepokój o Stewarda, Bagshota i Merlin wie kogo, kto jeszcze zagubił się w tej głuszy, gdy natura zwróciła się przeciwko nim? Magia? Znając życie, prawda kryła się gdzieś po środku. Jak zwykle. I wbrew pozorom wcale nie napawało to egzorcysty jakimś wielkim entuzjazmem.
— Chyba coś widzę...
Już miał kontynuować swoją wypowiedź. Sądził, że droga do kościółka zajmie im nieco dłużej, jednak najwyraźniej trafili na dobry szlak. Szybko jednak się zorientował, że kształt, jaki dostrzegł między drzewami, zadawał się do nich zbliżać zamiast pozostać nieruchomym. Sebastian zatrzymał się, a potem zaczął cofać, krok po kroku, gdy zorientował się, z czym mają do czynienia.
— Yyyy! — podniósł w zdenerwowaniu glos, sięgając po różdżkę, licząc, że w ten sposób zaalarmuje pozostałą dwójkę.
Wprawdzie miał wcześniej do czynienia z martwymi ludzmi, jednak ci zazwyczaj pozostawali nieruchomi. Ogólnie rzecz biorąc, obcował dosyć blisko ze śmiercią, jednak nigdy w tak... groteskowym wydaniu. Ghoule nie znajdowały się na liście usług, jakie świadczył w ramach jednoosobowej działalności czy jako pracownik Ministerstwa Magii. Ghoul. Niemartwy. Potwór. Biedak, podsumował Sebastian, patrząc z mieszanką zgrozy i współczucia na zbliżającą się do nich istotę.
Nie potrafił konkretnie określić, co mogło być źródłem pulsowania, jakie dostrzegł w trakcie ich krótkiej wizyty w zaświatach. Mimowolnie przypomniał sobie o Polanie Ognisk i uszkodzeniu w zasłonie między wiatami, które pozwoliło mu na krótką chwilę zobaczyć Limbo. Wówczas sytuacja była jednak drastycznie inna. Tam doszło do ogromnej tragedii, otworzenia portalu między światami i wtargnięciu do domeny zmarłych. Oczywistym było, że takie działania pozostawią po sobie jakiś ślad.
Czy Kryształowa Czaszka mogła wywołać podobny efekt? Nie przypominał sobie, aby zaobserwował podobny fenomen, gdy Patrick i Brenna zjawili się z artefaktem w jego gabinecie, jednak nie były to też naturalne warunki, w jakich miał funkcjonować ten przedmiot. Może, teraz gdy tkwił gdzieś wkopany w ziemię, działał jakoś inaczej? Zmarszczył czoło, podążając za Brenną, aby w pewnym momencie wyjść przed szereg.
— Widzieliście coś podobnego na mokradłach, gdzie odkryliście poprzednią czaszkę? — spytał, zaciekawiony widziadłem, jakie stanęło mu wcześniej przed oczami. — Wspominaliście o trupach i zaburzeniach teleportacyjnych... Było tam coś jeszcze?
Im dalej w las, tym intensywniejsze odczucia towarzyszyły Macmillanowi. Coraz mocniej łupało mu w głowie, jednak nie potrafił określić, jaka była przyczyna tego stanu rzeczy. Przemęczenie? Stres nagłym znalezieniem się w nerwowej sytuacji? Niepokój o Stewarda, Bagshota i Merlin wie kogo, kto jeszcze zagubił się w tej głuszy, gdy natura zwróciła się przeciwko nim? Magia? Znając życie, prawda kryła się gdzieś po środku. Jak zwykle. I wbrew pozorom wcale nie napawało to egzorcysty jakimś wielkim entuzjazmem.
— Chyba coś widzę...
Już miał kontynuować swoją wypowiedź. Sądził, że droga do kościółka zajmie im nieco dłużej, jednak najwyraźniej trafili na dobry szlak. Szybko jednak się zorientował, że kształt, jaki dostrzegł między drzewami, zadawał się do nich zbliżać zamiast pozostać nieruchomym. Sebastian zatrzymał się, a potem zaczął cofać, krok po kroku, gdy zorientował się, z czym mają do czynienia.
— Yyyy! — podniósł w zdenerwowaniu glos, sięgając po różdżkę, licząc, że w ten sposób zaalarmuje pozostałą dwójkę.
Wprawdzie miał wcześniej do czynienia z martwymi ludzmi, jednak ci zazwyczaj pozostawali nieruchomi. Ogólnie rzecz biorąc, obcował dosyć blisko ze śmiercią, jednak nigdy w tak... groteskowym wydaniu. Ghoule nie znajdowały się na liście usług, jakie świadczył w ramach jednoosobowej działalności czy jako pracownik Ministerstwa Magii. Ghoul. Niemartwy. Potwór. Biedak, podsumował Sebastian, patrząc z mieszanką zgrozy i współczucia na zbliżającą się do nich istotę.