Wino, które sączyła smakowało dobrze, tyle, że pojawiło się dziwne uczucie, smak w tle, jakby zazdrości. Nie wiedziała dlaczego i skąd wzięło się w niej to uczucie, ale wydawało jej się, że Lord Voldemort, gdzieś tutaj jest, może skryty w tłumie i rozmawia z kimś innym, nie z nią. Oczy jej rozbłysnęły, pojawiły się w nich kurwiki, jakby szaleństwo. To nic, że Czarny Pan teraz pewnie siedział nad jakimiś zwojami i musiało go coś zaswędzieć, bo o nim myślała, i tak miała wrażenie, że woli kogoś innego. Nie było to przyjemne uczucie.
Przeniosła wzrok za Sauriela, zamrugała dwa razy. Jakieś zwierzę faktycznie siedziało na tym stole. - To nie jest bober? - Zapytała śmiertelnie poważnie. Specjalistką od fauny i flory nie była, stąd jej wątpliwości na temat tego, czym właściwie było to zwierzę. Wyglądało jak przerośnięty szczur, czy coś.
Dopiła jednym haustem swoje wino. Zachęcona tańcami na parkiecie, kto by tego nie zrobił, gdyby mógł pójść bawić się z Saurielem, wystarczy tylko spojrzeć, jak się prezentował. Nigdy by sobie nie odmówiła tej przyjemności, dlatego też zaprosiła go do tańca, mimo, że damie nie wypadało.
- Może później wszyscy będą na tyle pijani, że będziemy mogli rozważyć zmianę repertuaru. - Oj, miała nadzieję, że do tego dojdzie, bo Rookwood naprawdę potrafił wywijać przy odpowiedniej muzyce, nie chciałaby zmarnować takiej okazji.
Już miała chwycić Sauriela za dłoń, gotowa pójść z nim na parkiet, kiedy w ich stronę zaczęła pędzić wściekła świnka morska. Panna Black nie zwlekała specjalnie długo, wysunęła z rękawa swojej pięknej sukni różdżkę, machnęła nią w powietrzu i wyszeptała bardzo wyraźnie zaklęcie, które miało stworzyć tarczę między nimi, a wkurwioną kapibarą. Przy odrobinie szczęścia odbije się od niej i wyjebie na ten głupi pyszczek.
Sukces!
Sukces!