Panna Figg po prostu bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, gdzie w tym wszystkim jest jej miejsce i broń Merlinie nie miała o to żadnych pretensji. Wiedziała, że w ich szeregach znajdują się dużo bardziej kompetentni czarodzieje, ona była tylko wsparciem, które mogło pomóc w tych mniej wymagających zajęciach, czy zapełniać ich spiżarkę eliksirami, dobrze jej z tym było, najważniejsze, że mogła się w jakikolwiek sposób zaangażować w pomoc swoim przyjaciołom, że nie była zupełnie niepotrzebna, już to dawało jej sporą radość.
Figg podeszła do łóżka. Niby to pomieszczenie wydawało się wyglądać, jakby dawno w nim nikogo nie było, ale dałaby sobie rękę uciąć, że ktoś tutaj leżał, całkiem niedawno. Nie składało jej się to jednak w całość, była niezbyt bystra i nie umiała znaleźć w tym żadnej odpowiedzi na te pytania, które nasuwały się jej na myśl. Po co ktoś stworzył to miejsce, dlaczego sięgał aż po runy, to by oznaczało, że osoba, która musiała spędzić tu życie była niebezpieczna. Zamykanie jej jednak w piwnicy nie wydawało się specjalnie humanitarnym posunięciem. Ona nie miałaby serca zrobić tego komukolwiek. Westchnęła ciężko, ktoś naprawdę przeżył w tym miejscu ogromny dramat.
- To okrutne, zamknąć kogoś dając mu namiastkę normalności, życie w piwnicy. - Rzuciła cicho, chyba nie miała ochoty za długo tu przebywać, bo czuła, że przesiąka dziwną energią tego miejsca. Zaczęło jej towarzyszyć dziwne uczucie niepokoju.
- Czy jak ktoś jest chory to nie szuka się dla niego uzdrowiciela? - To wydawało jej się być odpowiednim rozwiązaniem, a nie zamykanie nieszczęśnika w piwnicy.
- Chcesz się tu jeszcze rozejrzeć, czy możemy stąd wyjść? - Zapytała jeszcze, poza śladami przecież nic tutaj nie było. Dowiedzieli się, że ktoś tutaj bywał, tyle, że nic nie dawało im wskazówek, kto to mógł być i czego szukać.