29.05.2024, 18:47 ✶
Południowe stragany - Biużueria Viorici
Podchodzę do straganu z Thomasem i kotem, jem watę cukrową
O tym, że nie mogła doczekać się obchodów Lammas gadała każdemu już od ponad dwóch tygodni, aż wreszcie nadszedł ten dzień i jak na razie młoda Figg nie była rozczarowana.
Pożegnała się na chwilę z mamą, pomachała wujkowi Erikowi i cioci Brennie i wraz z wujkiem Thomasem i oczywiście swoim kotem, długim na metr maine coonem, Karlem, bo Mabel oświadczyła już dwa tygodnie temu, że bez niego nigdzie nie pójdzie, ruszyła by zobaczyć co jest na kolejnych stoiskach.
– Wyglądasz teraz jak czyjś dziadek– zachichotała, widząc jak włosy jej wujka zmieniają kolor na biały, sama w zachwycie odkrywając, że jej własne przybrały barwę różu. To odkrycie sprawiło, że szła jeszcze radośniej, nie zważając na to, że Karl mówił coś o jakimś konsupcjonizmie, cokolwiek to znaczyła.
– Co tam się dzieje? – spytała, widząc jakieś jakieś zamieszanie przy jednym ze straganów, ale z jakiegoś niezrozumiałego dla niejpowodu wujek nie wydawal się być szczególnie chętny by iść akurat w tamtym kierunku. Karl też. Na całe szczęście zbyt długo o tym nie myślała, bo oto trafili na stoisku o biżuterią.
– Woooooow. Ale śliczne! Wujku widzisz te wiewiórki! I patrz! Ten wygląda jak Karl! A ten piesek trochę, jak ty gdybyś był labradorem! – gadała w zachwycie i dopiero potem przeniosła wzrok na właścicielkę stoiska. – Dzień dobry.
Podchodzę do straganu z Thomasem i kotem, jem watę cukrową
O tym, że nie mogła doczekać się obchodów Lammas gadała każdemu już od ponad dwóch tygodni, aż wreszcie nadszedł ten dzień i jak na razie młoda Figg nie była rozczarowana.
Pożegnała się na chwilę z mamą, pomachała wujkowi Erikowi i cioci Brennie i wraz z wujkiem Thomasem i oczywiście swoim kotem, długim na metr maine coonem, Karlem, bo Mabel oświadczyła już dwa tygodnie temu, że bez niego nigdzie nie pójdzie, ruszyła by zobaczyć co jest na kolejnych stoiskach.
– Wyglądasz teraz jak czyjś dziadek– zachichotała, widząc jak włosy jej wujka zmieniają kolor na biały, sama w zachwycie odkrywając, że jej własne przybrały barwę różu. To odkrycie sprawiło, że szła jeszcze radośniej, nie zważając na to, że Karl mówił coś o jakimś konsupcjonizmie, cokolwiek to znaczyła.
– Co tam się dzieje? – spytała, widząc jakieś jakieś zamieszanie przy jednym ze straganów, ale z jakiegoś niezrozumiałego dla niejpowodu wujek nie wydawal się być szczególnie chętny by iść akurat w tamtym kierunku. Karl też. Na całe szczęście zbyt długo o tym nie myślała, bo oto trafili na stoisku o biżuterią.
– Woooooow. Ale śliczne! Wujku widzisz te wiewiórki! I patrz! Ten wygląda jak Karl! A ten piesek trochę, jak ty gdybyś był labradorem! – gadała w zachwycie i dopiero potem przeniosła wzrok na właścicielkę stoiska. – Dzień dobry.