29.05.2024, 21:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 23:55 przez Millie Moody.)
Ostatnia ślicznotka, która ode mnie wychodzi, może liczyć na drogi prezent jeśli tylko spisze się na medal...
To była czerwona, bardzo piękna i szykowna płachta na byka. Gdyby Mildred wiedziała cokolwiek na temat muzyki, gdyby znała się na niej tak jak znała się na malarstwie, pomyślałaby pewnie, że o to ruszają nie w tango, tylko w hiszpańskie paso doble, które – choć podobne w gorącym rytmie – niosło ze sobą nieco inny wymiar niż starcie ciał podczas argentyńskiej nocy. Paso doble było odtworzeniem w ludzkich ruchach corridy, walki na śmierć i życie między torreadorem a bykiem. Kobieta w tym tańcu sprowadzona była zarówno do roli płachty, jak i byka właśnie, czerwień łopotała, podczas piruetów i zawijasów wprawiających powietrze w drżenie.
I on zamachał jej tą czerwienią przed oczami, choć zaraz potem czmychnął do barku szukając odpowiedniej zachęty, zaczepki, przynęty, która pozwoli mu ją zatrzymać w domu. Niepotrzebnie zupełnie. Wyzwanie zostało już rzucone, wyzwanie zostało przyjęte. Zrzucił zastawę, trzymając w ręku nieistotną zupełnie butelkę, gdy czernowłosa funkcjonariusza już po służbie (wszak dom był zabezpieczony) kroczyła do niego rozsupłując swoje włosy, pozwalając im leistą kaskadą spłynąć na ramiona, zasłonić tą nijaką szarość, kruczą czernią. Złociste oczy wbite było w ciało rosłego zawodnika.
– Jeśli mam się spisać na medal, to powinieneś być odpowiednio przygotowany. Nie lubię nudziarzy. – Jej dłonie znalazły się na pasku od spodni, który gwałtownie szarpnęła, korzystając z zaskoczenia, jeśli i sił by nie starczyło na przesunięcie rosłego chłopa bliżej siebie. Sprzączka odskoczyła, kolejne szarpnięcie i trzymała już w kościstych palcach skórę gotową do tego by smagać co innego. – Nie lubię się nudzić, a ostatnie godziny musiałam tu tkwić jak jebany kołek i patrzeć na to, jak nie wybuchają Wam te jebane zadki. – Przez moment ześlizgnęła się złotymi ślepiami po twardej czarnej powierzchni złożonego na pół pasa chwyconego oburącz, ale nagle wróciła uwagą do twarzy Louviana. – Rozbieraj się – syknęła.
To była czerwona, bardzo piękna i szykowna płachta na byka. Gdyby Mildred wiedziała cokolwiek na temat muzyki, gdyby znała się na niej tak jak znała się na malarstwie, pomyślałaby pewnie, że o to ruszają nie w tango, tylko w hiszpańskie paso doble, które – choć podobne w gorącym rytmie – niosło ze sobą nieco inny wymiar niż starcie ciał podczas argentyńskiej nocy. Paso doble było odtworzeniem w ludzkich ruchach corridy, walki na śmierć i życie między torreadorem a bykiem. Kobieta w tym tańcu sprowadzona była zarówno do roli płachty, jak i byka właśnie, czerwień łopotała, podczas piruetów i zawijasów wprawiających powietrze w drżenie.
I on zamachał jej tą czerwienią przed oczami, choć zaraz potem czmychnął do barku szukając odpowiedniej zachęty, zaczepki, przynęty, która pozwoli mu ją zatrzymać w domu. Niepotrzebnie zupełnie. Wyzwanie zostało już rzucone, wyzwanie zostało przyjęte. Zrzucił zastawę, trzymając w ręku nieistotną zupełnie butelkę, gdy czernowłosa funkcjonariusza już po służbie (wszak dom był zabezpieczony) kroczyła do niego rozsupłując swoje włosy, pozwalając im leistą kaskadą spłynąć na ramiona, zasłonić tą nijaką szarość, kruczą czernią. Złociste oczy wbite było w ciało rosłego zawodnika.
– Jeśli mam się spisać na medal, to powinieneś być odpowiednio przygotowany. Nie lubię nudziarzy. – Jej dłonie znalazły się na pasku od spodni, który gwałtownie szarpnęła, korzystając z zaskoczenia, jeśli i sił by nie starczyło na przesunięcie rosłego chłopa bliżej siebie. Sprzączka odskoczyła, kolejne szarpnięcie i trzymała już w kościstych palcach skórę gotową do tego by smagać co innego. – Nie lubię się nudzić, a ostatnie godziny musiałam tu tkwić jak jebany kołek i patrzeć na to, jak nie wybuchają Wam te jebane zadki. – Przez moment ześlizgnęła się złotymi ślepiami po twardej czarnej powierzchni złożonego na pół pasa chwyconego oburącz, ale nagle wróciła uwagą do twarzy Louviana. – Rozbieraj się – syknęła.