29.05.2024, 22:02 ✶
– Cieszę się, że mój przekaz był zrozumiały – odpowiedział z uśmiechem i wstał, by wyciągnąć z szafki jedną z idealnie ułożonych puszek herbat, akurat wtedy, gdy woda skończyła się gotować, i przygotował napój zarówno dla siebie, jak i Brenny, a potem postawił dwa parujące kubki na stole, tuż obok cukierniczki. W przeciwieństwie do wyciągania sztyletu na trzy, tutaj Basilius rzeczywiście nie kłamał. Herbata naprawdę smakowała bardziej, jak herbata, niż jakaś trawa. W swoim życiu Prewett dostał już tyle różnych herbatek na wzmocnienie od członków rodziny, jak i uzdrowicieli, że potrafił znaleźć taką, która byłaby i skuteczna i nie przypominałaby w smaku krowiego pokarmu.
– Nie powiedziałbym, że jesteś głupia. Każdemu się zdarza chwilą nieuwagi – stwierdził, pijąc na przemian kawę i napar, by jakoś się pobudzić do życia po nieprzespanej nocy. Cokolwiek miało zadziałać wcześniej. – Ja na przykład wiedząc, że się źle czuję poszedłem do kasyna, a gdy rozpętała się bójka zamiast się wycofać postanowiłem pomóc rozdzielać bijących się. – Nie, że teraz zrobiłby inaczej. No może po prostu rozdzielałby ich zaklęciem. Na Matkę, kląwa klątwą, ale miał naprawdę dużo szczęścia, że tamtej nocy trafił na Brennę. – Francesca poza natarczywością najwyraźniej lubi też opowiadać niestworzone historie na temat osób, które jej podpadły. Dziękuję. Nasza rodzinna skrzatka domowa uznała, że nauczy mnie przepisu na nie, gdy się wyprowadzałem, bo martwiła się, że będę chodzić głodny. Myślę, że ona i moja matka najchętniej zamknęłyby mnie w szafie, bo tak się martwiły.
Wziął kolejnego gryza naleśnika. Tak, rzeczywiście wyszły mu naprawdę dobre.
– Ale... Wszystkie są... – zamyślił się na chwilę, wpatrując się w śniadanie. – Dziwne. – Tak, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmiało i że nie wyczuwał żadnej klątwy. Westchnął cicho i przywołał różdżką swój podręczny kalendarz.
– Hm... Zobaczmy – mruknął, przeglądając zapisane zgrabnym charakterem pisma coraz to kolejne strony. – Kolejny będzie w lutym.
A więc mieli czas na spokój do lutego, a potem... A potem zobaczą, czy rzeczywiście znowu na siebie wpadną, czy też nie. – Postaraj się nie umierać do lutego. W lutym też nie. – powiedział, wpatrując się w datę z widelcem w jednej dłoni, tak jakby próbował wywróżyć, co ich spotka za te kilka miesięcy. Całe szczęście do lutego było jeszcze dużo czasu.
Odwzajemnił uśmiech.
– Tak, myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że cieszę się, że na mnie wpadłaś, nawet gdyby to była najlepsza randka w moim życiu. Zwłaszcza, że wiesz. Nieszczególnie przepadam za pogrzebami.
– Nie powiedziałbym, że jesteś głupia. Każdemu się zdarza chwilą nieuwagi – stwierdził, pijąc na przemian kawę i napar, by jakoś się pobudzić do życia po nieprzespanej nocy. Cokolwiek miało zadziałać wcześniej. – Ja na przykład wiedząc, że się źle czuję poszedłem do kasyna, a gdy rozpętała się bójka zamiast się wycofać postanowiłem pomóc rozdzielać bijących się. – Nie, że teraz zrobiłby inaczej. No może po prostu rozdzielałby ich zaklęciem. Na Matkę, kląwa klątwą, ale miał naprawdę dużo szczęścia, że tamtej nocy trafił na Brennę. – Francesca poza natarczywością najwyraźniej lubi też opowiadać niestworzone historie na temat osób, które jej podpadły. Dziękuję. Nasza rodzinna skrzatka domowa uznała, że nauczy mnie przepisu na nie, gdy się wyprowadzałem, bo martwiła się, że będę chodzić głodny. Myślę, że ona i moja matka najchętniej zamknęłyby mnie w szafie, bo tak się martwiły.
Wziął kolejnego gryza naleśnika. Tak, rzeczywiście wyszły mu naprawdę dobre.
– Ale... Wszystkie są... – zamyślił się na chwilę, wpatrując się w śniadanie. – Dziwne. – Tak, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmiało i że nie wyczuwał żadnej klątwy. Westchnął cicho i przywołał różdżką swój podręczny kalendarz.
– Hm... Zobaczmy – mruknął, przeglądając zapisane zgrabnym charakterem pisma coraz to kolejne strony. – Kolejny będzie w lutym.
A więc mieli czas na spokój do lutego, a potem... A potem zobaczą, czy rzeczywiście znowu na siebie wpadną, czy też nie. – Postaraj się nie umierać do lutego. W lutym też nie. – powiedział, wpatrując się w datę z widelcem w jednej dłoni, tak jakby próbował wywróżyć, co ich spotka za te kilka miesięcy. Całe szczęście do lutego było jeszcze dużo czasu.
Odwzajemnił uśmiech.
– Tak, myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że cieszę się, że na mnie wpadłaś, nawet gdyby to była najlepsza randka w moim życiu. Zwłaszcza, że wiesz. Nieszczególnie przepadam za pogrzebami.