Tańczę z Anthonym, wspominam o Atreusie
– Świetnie wyglądasz, więc to żadna strata – zapewniła Anthony'ego uśmiechając się do niego miło. Wszystko wskazywało na to, że w pewnym sensie ich kariery układały się podobnie, bo niecały miesiąc temu Victoria też była u Rosierów, dokładniej to u Christophera, który chciał dopasować do niej suknie na pokaz mody. Wszystko jednak wskazywało na to, że to będzie dłuższa współpraca, a nie na jeden raz i na jedną suknię. Chris prosił jednak póki co o dyskrecję, dlatego choć bardzo chciała się tym Anthony'emu pochwalić, to nie bardzo mogła. Nie chciała artyście psuć niespodzianki, akurat wiedziała doskonale jaki Christopher potrafił być porywczy i drażliwy na punkcie swojej pracy.
Victoria się nie powstrzymała na komentarz Shafiqa i po prostu parskneła pod nosem na wspomnienie chujowej sprawy z jakże poważnej imprezy, jaką było Lammas. Jakoś dziwnym trafem znalazła się w samym środku, a poszła tylko kupić kadzidła i świece do własnych celów. To że sytuacja wymknęła się spod kontroli bardzo prędko, to inna sprawa. Lestrange zaczynała podejrzewać, że przyciąga takie dziwnostki, biorąc pod uwagę biednego Atreusa…
Lubiła, gdy mężczyzna prowadził na parkiecie, w tańcu, chociaż i bez tego radziła sobie znakomicie. Kochała taniec i potwierdzeniem tego była wczorajsza potańcówka, gdzie razem z Atreusem w parze wygrali konkurs. Potrafiła się tak bawić cały wieczór jeśli miała odpowiedniego partnera i była pewna, że Anthony podoła. W gruncie rzeczy to on te… że dwadzieścia lat temu sprawił, że tak pokochała taniec.
– Jak za starych czasów, co? – zaśmiała się, kiedy porwał ją do tańca, jeden obrót, drugi… Shafiq mógł widzieć teraz, gdy ramiona, plecy i dekolt miała odsłonięte, że przez ostatnie miesiące schudła. Dodatkowo, można było wyczuć zarys mięśni, bo prócz tego, że że stresu mniej jadła, to starała się ćwiczyć nad swoją kondycją. Najgorsza blizna, którą miała przez skos pleców, była zakryta w większości przez włosy, ale srebrząca się na lewym nadgarstku i wierzchu dłoni, mogły być widoczne teraz, gdy nie były skryte pod żadnym długim rękawem koszuli. Victoria jednak zdawała się nie zwracać na nie uwagi. No i tak – była zimna jak trup, gdy się ją dotykało, ale Anthony dzielnie to znosił, dlatego w trakcie uraczyła go uśmiechem jednym czy drugim, a nawet się zaśmiała.
– Nic nie umknie twojemu bystremu wzrokowi, prawda? – tak, trapiło ją… właściwie wiele rzeczy. Jedna z tych spraw wywijała na parkiecie nieopodal, ale starała się tam nie patrzeć. Zamiast tego uśmiechnęła się do swojego partnera. – Ale po co sobie psuć taki dzień! Chętnie posłucham ploteczek, pewnie będą lepsze niż te z mojego piętra – miała ich kilka, a wszystkie biły się o miano najbardziej absurdalnej. Ważki poruszały się po marynarce Shafiqa, jej długa sukienka, wirowała, pokazując zgrabna nóżkę spod długiego rozcięcia na udzie. Kątem oka dostrzegała jeszcze tylko jak urocza, wkurzona kapibara, w którą zamieniony był Atreus, pognała wprost na Sauriela i naraz się odbiła od niewidzialnej ściany? Aż przekrzywia głowę, zerkając w trakcie obrotu w tamtą stronę.
– Może trzeba mu pomóc… – powiedziała pod nosem trochę jakby do siebie.