29.05.2024, 22:07 ✶
Cień uśmiechu przewija się przez karminowe usta. Coś w tej całej sytuacji przypomina jej szczenięce lata, gdy to Fergus i Delilah nie byli rodzicami lecz wrogami, przed którymi kryło się większość swoich sekretów, nawet jeśli te dla dorosłego czarodzieja były zwyczajnie błahe, beztroskie i bezsensowne. I choć sprawa jest poważna, Vera ma wrażenie, że szykują się właśnie do taki psot. Każdy psotnik wie, że psoty wymagają odpowiedniej dozy planowania, przygotowania oraz spontanicznego szaleństwa aby zakończyły się powodzeniem.
Vera kilkanaście lat temu wyliczyła odpowiednie proporcje.
- Dobrze, od czego chcesz zacząć? - Pyta, po czym zakłada ręce na piersi i opiera się pośladkami o blat kuchennej szafki.- Najpierw spotkamy się z moim ktosiem czy spróbujemy znaleźć coś na własną rękę? - Obie opcje wydają się być dobrym początkiem poszukiwań prawdy. I jedno i drugie źródło było obiecujące. Swój udział w tym wydarzeniu uznaje za zwyczajnie oczywisty - była w końcu łącznikiem. Kimś, do kogo ów osoba mogła mieć cień zaufania. Kimś kogo, chcąc czy też nie, Nicholas zwyczajnie potrzebował aby zaspokoić swoją ciekawość.
Cmoka z niezadowoleniem na kolejne słowa bratanka który zachowuje się, jakby pomoc ciotki była najgorszym, co mogło go spotkać. A przecież nie jest byle kim. Stoi przed nim doświadczona czarownica o sporych umiejętnościach, o czym świadczyły naukowe dokonania.
- Nie bocz się tak. Nawet jeśli miałbyś inne opcje i tak będę tą najlepszą. - Skromność w jej słowach aż razi nieprzygotowane na to oczy, pewna jest, że ma rację. Jej talenty wybiegają po za wiedzę naukową i Travers wie, że mogą one się im przydać.
Wzdycha, zielone spojrzenie na chwilę kierując w stronę ramki ze zdjęciem, na którym słodki Mannan szczerzy się do jej młodszej wersji niczym mysz do sera. Tym samym daje sobie chwilę, aby złożyć myśli w jedno. Ułożyć słowa w odpowiednim szeregu tak, aby odpowiedzieć na pytanie i nie zdradzić przy tym tego, co miało pozostać tajemnicą.
- Ostatnio trochę częściej. - Przyznaje, nie widząc sensu ukrywać tego faktu. Mieli współpracować, więc bratanek powinien wiedzieć o tym, co może się wydarzyć. - Pracuję nad dwoma bardzo obszernymi projektami, a to wiąże się z natłokiem myśli i informacji. - Macha ręką, zupełnie jakby nie było to niczym wielkim. I choć pracuje nad niezwykle interesującym tematem, tak nie jest gotowa na zagłębianie się w ten temat.
- A Ty? Jak się czujesz? - Odbija piłeczkę. W pewien sposób jest to nawykiem z poprzedniej pracy, lata spędzone w Mungu odcisnęły piętno i na niej.
Vera kilkanaście lat temu wyliczyła odpowiednie proporcje.
- Dobrze, od czego chcesz zacząć? - Pyta, po czym zakłada ręce na piersi i opiera się pośladkami o blat kuchennej szafki.- Najpierw spotkamy się z moim ktosiem czy spróbujemy znaleźć coś na własną rękę? - Obie opcje wydają się być dobrym początkiem poszukiwań prawdy. I jedno i drugie źródło było obiecujące. Swój udział w tym wydarzeniu uznaje za zwyczajnie oczywisty - była w końcu łącznikiem. Kimś, do kogo ów osoba mogła mieć cień zaufania. Kimś kogo, chcąc czy też nie, Nicholas zwyczajnie potrzebował aby zaspokoić swoją ciekawość.
Cmoka z niezadowoleniem na kolejne słowa bratanka który zachowuje się, jakby pomoc ciotki była najgorszym, co mogło go spotkać. A przecież nie jest byle kim. Stoi przed nim doświadczona czarownica o sporych umiejętnościach, o czym świadczyły naukowe dokonania.
- Nie bocz się tak. Nawet jeśli miałbyś inne opcje i tak będę tą najlepszą. - Skromność w jej słowach aż razi nieprzygotowane na to oczy, pewna jest, że ma rację. Jej talenty wybiegają po za wiedzę naukową i Travers wie, że mogą one się im przydać.
Wzdycha, zielone spojrzenie na chwilę kierując w stronę ramki ze zdjęciem, na którym słodki Mannan szczerzy się do jej młodszej wersji niczym mysz do sera. Tym samym daje sobie chwilę, aby złożyć myśli w jedno. Ułożyć słowa w odpowiednim szeregu tak, aby odpowiedzieć na pytanie i nie zdradzić przy tym tego, co miało pozostać tajemnicą.
- Ostatnio trochę częściej. - Przyznaje, nie widząc sensu ukrywać tego faktu. Mieli współpracować, więc bratanek powinien wiedzieć o tym, co może się wydarzyć. - Pracuję nad dwoma bardzo obszernymi projektami, a to wiąże się z natłokiem myśli i informacji. - Macha ręką, zupełnie jakby nie było to niczym wielkim. I choć pracuje nad niezwykle interesującym tematem, tak nie jest gotowa na zagłębianie się w ten temat.
- A Ty? Jak się czujesz? - Odbija piłeczkę. W pewien sposób jest to nawykiem z poprzedniej pracy, lata spędzone w Mungu odcisnęły piętno i na niej.