29.05.2024, 23:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 23:28 przez Anthony Shafiq.)
Na parkiecie z Victorią, próbuje pomóc Atreusowi i go odkapibarzyć
Znany rytm, znane kroki, znany taniec, znany sposób. Koleina. Kontrola, coś co lubił, coś co dawało mu złudne uczucie bycia panem swojego losu. Koło fortuny toczyło się dalej, tak jak oni toczyli się po sali.
– Dobrze więc, opowiem Ci trzy historie, a tylko jedna jest prawdziwa. Będziesz musiała zgadnąć która. – Obrót, raz i dwa, musiał się streszczać, utwór zaraz się skończy, a jemu bardzo zależało, by piękna buzia Victorii pozostawała uśmiechnięta.
– Bunt żywiołów wkradł się do biura Harolda Bumfuzzle'a, głównego inspektora ds. magicznych ziół. Jego parapetowa szklarnia rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, a kwiaty kwitną zależnie od nastroju samego Harolda. Obecnie pół biura podejrzewa go o romans po tym, jak po nadgodzinach spędzonych nad kambodżańską umową następnego dnia sprzątaczki znalazły w jego pokoju mały zagajnik. – Jego ton podpadał trochę pod ciepłą opowieść przy ognisku, lub czytaną dziecku bajkę przed snem. Był gładki, melodyjny, otulał ciepło, zwracał ku sobie uwagę. Obrót, obrót, krótka przerwa przed drugą częścią historii prosto z OMSHM-u. – Urządziłem przetarg na latające dywany. Dostarczono nam kilka egzemplarzy, ładniejszych i brzydszych, a moi pracownicy podkuszeni słowem krnąbrnego stażysty urządzili sobie na nich wyścigi po otwartej przestrzeni biura do spraw reklamacji i zażaleń. Obecnie, w tej godzinie nawet moje małe żuczki próbują uporządkować zapodziane akta, bowiem nikt nie przewidział że pod takim magicznym dywanem jest powietrzna poduszka, która staje się pogromcą wszystkich luźno położonych kartek. – Obrót, obrót, to już repryza, już temat pierwszy powrócił a zaraz będzie drugi łagodny, w tonacji wyjściowej. Każda miara, każdy kroczek odliczał to krótkie spotkanie, tą humoreskę weselną na poprawę nastroju. – I trzecia dotyczy Mirandy Sweettooth, która specjalizuje się w dopuszczaniu zagranicznych magicznych słodyczy. Ostatnio dostała ciągutki, które zakleiły jej usta na dwie doby, a historią jest to, że złośliwi koledzy chcący się zemścić za podkradanie ich czekoladowych żab, potraktowali transmutacją wszystkie meble w jej gabinecie zmieniając drewno w piernik. Wszystko również było oblane obficie lukrem, kiedy tam weszła. To znaczy... mam nadzieję, że to był lukier. – dodał z błyskiem w oku i obrócił ją po raz ostatni.
I nim udzieliła odpowiedzi, odwrócił się ku nieszczęśliwej kapibarze, której magia ograniczyła mordercze zapędy, choć pewnie z tej perspektywy być może Atreus po prostu chciał umknąć gdzieś, gdzie nikt nie zobaczy go w tym stanie. Anthony z westchnieniem sięgnął po swoją różdżkę.
– Spróbuję, choć... muszę Ci powiedzieć, że ostatnio jest strasznie kapryśna. Odkąd zacząłem praktykę magii bezróżdżkowej, absolutnie mi nic nie wychodzi, ale... dla Ciebie jestem gotów spróbować. Nie śmiej się proszę zbyt głośno, jeśli nie wyjdzie staremu przyjacielowi, dobrze? – poprosił miękko i wymierzył w futerko przerośniętego chomika, a następnie szepnął słowa zaklęcia, które winno rozproszyć rzucony czar.
– Dobrze więc, opowiem Ci trzy historie, a tylko jedna jest prawdziwa. Będziesz musiała zgadnąć która. – Obrót, raz i dwa, musiał się streszczać, utwór zaraz się skończy, a jemu bardzo zależało, by piękna buzia Victorii pozostawała uśmiechnięta.
– Bunt żywiołów wkradł się do biura Harolda Bumfuzzle'a, głównego inspektora ds. magicznych ziół. Jego parapetowa szklarnia rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, a kwiaty kwitną zależnie od nastroju samego Harolda. Obecnie pół biura podejrzewa go o romans po tym, jak po nadgodzinach spędzonych nad kambodżańską umową następnego dnia sprzątaczki znalazły w jego pokoju mały zagajnik. – Jego ton podpadał trochę pod ciepłą opowieść przy ognisku, lub czytaną dziecku bajkę przed snem. Był gładki, melodyjny, otulał ciepło, zwracał ku sobie uwagę. Obrót, obrót, krótka przerwa przed drugą częścią historii prosto z OMSHM-u. – Urządziłem przetarg na latające dywany. Dostarczono nam kilka egzemplarzy, ładniejszych i brzydszych, a moi pracownicy podkuszeni słowem krnąbrnego stażysty urządzili sobie na nich wyścigi po otwartej przestrzeni biura do spraw reklamacji i zażaleń. Obecnie, w tej godzinie nawet moje małe żuczki próbują uporządkować zapodziane akta, bowiem nikt nie przewidział że pod takim magicznym dywanem jest powietrzna poduszka, która staje się pogromcą wszystkich luźno położonych kartek. – Obrót, obrót, to już repryza, już temat pierwszy powrócił a zaraz będzie drugi łagodny, w tonacji wyjściowej. Każda miara, każdy kroczek odliczał to krótkie spotkanie, tą humoreskę weselną na poprawę nastroju. – I trzecia dotyczy Mirandy Sweettooth, która specjalizuje się w dopuszczaniu zagranicznych magicznych słodyczy. Ostatnio dostała ciągutki, które zakleiły jej usta na dwie doby, a historią jest to, że złośliwi koledzy chcący się zemścić za podkradanie ich czekoladowych żab, potraktowali transmutacją wszystkie meble w jej gabinecie zmieniając drewno w piernik. Wszystko również było oblane obficie lukrem, kiedy tam weszła. To znaczy... mam nadzieję, że to był lukier. – dodał z błyskiem w oku i obrócił ją po raz ostatni.
I nim udzieliła odpowiedzi, odwrócił się ku nieszczęśliwej kapibarze, której magia ograniczyła mordercze zapędy, choć pewnie z tej perspektywy być może Atreus po prostu chciał umknąć gdzieś, gdzie nikt nie zobaczy go w tym stanie. Anthony z westchnieniem sięgnął po swoją różdżkę.
– Spróbuję, choć... muszę Ci powiedzieć, że ostatnio jest strasznie kapryśna. Odkąd zacząłem praktykę magii bezróżdżkowej, absolutnie mi nic nie wychodzi, ale... dla Ciebie jestem gotów spróbować. Nie śmiej się proszę zbyt głośno, jeśli nie wyjdzie staremu przyjacielowi, dobrze? – poprosił miękko i wymierzył w futerko przerośniętego chomika, a następnie szepnął słowa zaklęcia, które winno rozproszyć rzucony czar.
Rozproszenie IV na uwolnienie prawdziwej formy Atruesa
Rzut PO 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!