29.05.2024, 23:38 ✶
Nie łatwo było być ojcem, a już z pewnością nie ojcem tak dorosłych dzieci. Odcięły pępowinę lata temu i teraz miały się za guru we wszelkich dziedzinach, a ja wciąż miałem Pandorkę za moją małą córeczkę, Lorka za takiego zasmarkanego smyka. Wiele bym dał za to by cofnąć czas i na powrót ich mieć w swoim królestwie, pod bacznym okiem służby, z zastępem ochrony po całym terenie... Wtedy było najlepiej, najbezpieczniej. Mogłem spać spokojny, bez obaw, że jedno stanie się ofiarą mordercy we śnie, a córkę skrzywdzi jakiś przypadkowy mężczyzna.
Przytuliłem ją do siebie. Próbowała, próbowała i jej się udało wejść mi na głowę. Jak zwykle zresztą. Ucałowałem jej czoło na tę drobną chwilę, po czym powróciłem do poprzedniej pozycji, gdzie się we mnie wtulała.
- Po prostu się obawiam, moja droga Pandorko, że mi cię porwie jakiś łobuz i już kompletnie zapomnisz o ojcu - westchnąłem zrezygnowany, wypuszczając w końcu z siebie największa prawdę całej tej furii. Uparty, nie uparty. Chciałem swoje dzieci zatrzymać przy sobie jak najdłużej, najlepiej na stałe. Przede wszystkim nie oddawać ich nikomu. Aydaya od razu by wcisnęła Pandorkę w tę suknię ślubną, ale dla mnie to Pandorka wciąż była na to niegotowa, za młoda. Niech się bawi na tych wykopaliskach. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora, to wtedy będzie wychodzić za mąż i przejmować obowiązki. Ja sam, cóż, miałem okazję to wszystko zrobić za wcześnie, ale też świata nie widziałem poza rodzinnym biznesem. Pandorka była inna. Niestety.
- Obiecaj mi, kochanie, że jak tylko jakiś paskudnik będzie chciał cię skrzywdzić, to zwrócisz się do mnie o pomoc? - poprosiłem, wpatrując się w ten talerzyk z eklerami. Głodny byłem, a one były tak przepysznie świeże. Pandorka się postarała.
- Powiedz ty mi jeszcze, bo ja jak najbardziej się zgadzam z tym, że zasługujesz na najwięcej, ale... czy ja dobrze sobie dopowiedziałem, gdyż wydaje mi się to zdecydowanie abstrakcyjne, czy ten chłopak nawet nie wie, że jesteś z rodziny Prewettów...? - zapytałem ją niepewny, bo czułem się, jakby mi się to przyśniło. Miałem aby nadzieję, że Pandorka pamięta o nierozerwalnych prawach rządzących naszym rodem. Nie było jakiejkolwiek zgody na partnera spoza rodów czystej krwi, a z tych to raczej każdy wiedział, że Pandora to moja córka była nietykalna.
Przytuliłem ją do siebie. Próbowała, próbowała i jej się udało wejść mi na głowę. Jak zwykle zresztą. Ucałowałem jej czoło na tę drobną chwilę, po czym powróciłem do poprzedniej pozycji, gdzie się we mnie wtulała.
- Po prostu się obawiam, moja droga Pandorko, że mi cię porwie jakiś łobuz i już kompletnie zapomnisz o ojcu - westchnąłem zrezygnowany, wypuszczając w końcu z siebie największa prawdę całej tej furii. Uparty, nie uparty. Chciałem swoje dzieci zatrzymać przy sobie jak najdłużej, najlepiej na stałe. Przede wszystkim nie oddawać ich nikomu. Aydaya od razu by wcisnęła Pandorkę w tę suknię ślubną, ale dla mnie to Pandorka wciąż była na to niegotowa, za młoda. Niech się bawi na tych wykopaliskach. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora, to wtedy będzie wychodzić za mąż i przejmować obowiązki. Ja sam, cóż, miałem okazję to wszystko zrobić za wcześnie, ale też świata nie widziałem poza rodzinnym biznesem. Pandorka była inna. Niestety.
- Obiecaj mi, kochanie, że jak tylko jakiś paskudnik będzie chciał cię skrzywdzić, to zwrócisz się do mnie o pomoc? - poprosiłem, wpatrując się w ten talerzyk z eklerami. Głodny byłem, a one były tak przepysznie świeże. Pandorka się postarała.
- Powiedz ty mi jeszcze, bo ja jak najbardziej się zgadzam z tym, że zasługujesz na najwięcej, ale... czy ja dobrze sobie dopowiedziałem, gdyż wydaje mi się to zdecydowanie abstrakcyjne, czy ten chłopak nawet nie wie, że jesteś z rodziny Prewettów...? - zapytałem ją niepewny, bo czułem się, jakby mi się to przyśniło. Miałem aby nadzieję, że Pandorka pamięta o nierozerwalnych prawach rządzących naszym rodem. Nie było jakiejkolwiek zgody na partnera spoza rodów czystej krwi, a z tych to raczej każdy wiedział, że Pandora to moja córka była nietykalna.