30.05.2024, 00:57 ✶
Kiwnęła głową, z pewnym zainteresowaniem przyglądając się braku reakcji ojca. Nie znała Lycoris na tyle, by wiedzieć że ona też cierpi na tę samą chorobę. Widziała ją może zaledwie parę razy i pewnie zliczyłaby te spotkania na palcach jednej ręki, a oprócz tego w ogóle się tą kobietą nie przejmowała. Nie miała ku temu ani powodu, ani tym bardziej chęci.
- Rozumiem - odpowiedziała mu krótko, w lot łapiąc jak bardzo nie chciał, by nieopatrznie żywiła plotki o nim. Może nawet o nich, skoro Dolohov faktycznie się o swoją córkę troszczył. Ale Lyssa też zwyczajnie nie chciała tego robić - mogła czasem gadać głupoty, co często było powodem przede wszystkim nudy, ale nigdzie w jej interesie nie leżało przysparzanie Vakelowi problemów. Bo skoro ktoś mówił źle o nim, ocierając się przy tym nazbyt natrętnie o prawdę, to ona też stawała się w tym momencie zagrożona. Za bardzo na nim polegała w zbyt wielu sferach życia.
W gruncie rzeczy nie przeszkadzała jej ta niesamodzielność, bo uważała że dzięki niej mogła zajmować się tym czym chciała, pożytkując czas przede wszystkim na własne zachcianki. Wystarczyło że grała według zasad ojca, a resztę tworzonego przez nich obrazu wypełniała wedle własnej woli. Chodziła do bibliotek, galerii czy muzeów. Siedziała w kawiarniach i poznawała nowych ludzi. Kiedy było trzeba siadała z Vakelem w gabinecie i słuchała jego wykładów, a innym razem wyglądała ładnie u jego boku, pokazując się na jakiejś imprezie.
- Brzmi to trochę tak, jakby moja choroba i umiejętność widmowidzenia były ze sobą powiązane - powiedziała ostrożnie. Z jednej strony brzmiało w to w pewien sposób poprawnie. Na tyle, by była w stanie w to uwierzyć, jednak rozsądek podpowiadał jej, że wystąpienie tych dwóch rzeczy razem, było dziełem zwykłego przypadku. Pamiętała rzeczy z największymi detalami, ale z tego prostego powodu nie kwapiła się do tego, żeby łapać w dłonie rzeczy które nosiły echa jej własnych poczynań. Wolała patrzeć na innych i ich historie, zgłębiając je na tyle, na ile tylko pozwalało jej trzecie oko, które tak naprawdę dopiero się otwierało. - Tak ubrane w słowa, brzmi to trochę negatywnie... - tak jakby kurczowo wczepiała się w przeszłość i nie była w stanie jej odpuścić. Cóż, na swój sposób była to prawda, tylko podsycana przez młody wiek i obcesowe podejście do niektórych aspektów życia. Lyssa miała wiele żali, które punktowała za pomocą ostrego języka w chwilach złości, o czym świadczyła chociażby ich kłótnia po sabacie Beltane, ale lubiła sobie wmawiać, że wcale taka nie jest. Że zamiast roztrząsać się nad tym co było, patrzyła dzielnie w przyszłość. - Myślisz, że lepsze jest patrzenie w przyszłość, niż skupianie się na przeszłości?
- Rozumiem - odpowiedziała mu krótko, w lot łapiąc jak bardzo nie chciał, by nieopatrznie żywiła plotki o nim. Może nawet o nich, skoro Dolohov faktycznie się o swoją córkę troszczył. Ale Lyssa też zwyczajnie nie chciała tego robić - mogła czasem gadać głupoty, co często było powodem przede wszystkim nudy, ale nigdzie w jej interesie nie leżało przysparzanie Vakelowi problemów. Bo skoro ktoś mówił źle o nim, ocierając się przy tym nazbyt natrętnie o prawdę, to ona też stawała się w tym momencie zagrożona. Za bardzo na nim polegała w zbyt wielu sferach życia.
W gruncie rzeczy nie przeszkadzała jej ta niesamodzielność, bo uważała że dzięki niej mogła zajmować się tym czym chciała, pożytkując czas przede wszystkim na własne zachcianki. Wystarczyło że grała według zasad ojca, a resztę tworzonego przez nich obrazu wypełniała wedle własnej woli. Chodziła do bibliotek, galerii czy muzeów. Siedziała w kawiarniach i poznawała nowych ludzi. Kiedy było trzeba siadała z Vakelem w gabinecie i słuchała jego wykładów, a innym razem wyglądała ładnie u jego boku, pokazując się na jakiejś imprezie.
- Brzmi to trochę tak, jakby moja choroba i umiejętność widmowidzenia były ze sobą powiązane - powiedziała ostrożnie. Z jednej strony brzmiało w to w pewien sposób poprawnie. Na tyle, by była w stanie w to uwierzyć, jednak rozsądek podpowiadał jej, że wystąpienie tych dwóch rzeczy razem, było dziełem zwykłego przypadku. Pamiętała rzeczy z największymi detalami, ale z tego prostego powodu nie kwapiła się do tego, żeby łapać w dłonie rzeczy które nosiły echa jej własnych poczynań. Wolała patrzeć na innych i ich historie, zgłębiając je na tyle, na ile tylko pozwalało jej trzecie oko, które tak naprawdę dopiero się otwierało. - Tak ubrane w słowa, brzmi to trochę negatywnie... - tak jakby kurczowo wczepiała się w przeszłość i nie była w stanie jej odpuścić. Cóż, na swój sposób była to prawda, tylko podsycana przez młody wiek i obcesowe podejście do niektórych aspektów życia. Lyssa miała wiele żali, które punktowała za pomocą ostrego języka w chwilach złości, o czym świadczyła chociażby ich kłótnia po sabacie Beltane, ale lubiła sobie wmawiać, że wcale taka nie jest. Że zamiast roztrząsać się nad tym co było, patrzyła dzielnie w przyszłość. - Myślisz, że lepsze jest patrzenie w przyszłość, niż skupianie się na przeszłości?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.