30.05.2024, 01:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 13:29 przez Vakel Dolohov.)
Obok wejścia do sali bankietowej.
Dolohov wcale nie chciał tutaj przychodzić - próbował oszczędzać się w kwestii wydarzeń towarzyskich, odkąd zasłabł na konferencji naukowej i zwrócił na siebie uwagę mediów. Tak, dobre wystąpienie publiczne skutecznie zamaskowałoby problem szerzących się o nim plotek, ale prawda była taka, że jasnowidz nie czuł się szczególnie dobrze - nie planował więc nic, w ramach czego mógłby narobić wokół siebie więcej tego rodzaju szumu, którego wokół nie chciał. Nieobecność na weselu Perseusa wydawała się niestety dość sporym nietaktem, szczególnie przez wzgląd na urodziny jego i Annaleigh, co uważał za istny absurd, bo ich aktualne życie było wystarczającym dowodem tego, że tych rodzin wcale nie lubili.
Stał więc z papierosem, otoczony wianuszkiem składającym się z zamkniętej liczby osób będących (z różnych powodów, niekoniecznie przyjemnych) najważniejszymi osobami w jego życiu. Obejmował Annaleigh w pasie i starał się ignorować lepkość rąk własnej córki. Widząc przedstawienie, jakie postanowił zaprezentować tu wszystkim Alexander, nie powstrzymał się od odwrócenia wzroku w kierunku swojej żony - w ten sam, nieco szyderczy sposób, co kiedy lustrowali spojrzeniami i obgadywali wszystkich na kwietniowym pogrzebie uroczej partnerki Kanclerza Skarbu (który swoją drogą zdawał się przejmować faktem jej śmierci mniej niż dziedzicem Longbottomów... więc gdyby nie paskudny charakter i złowrogie podejście do kobiet przez bycie zwodzonym przez tyle lat, może nawet odrobinę wzruszyłoby go jej odejście).
Annaleigh nie odwróciła twarzy w jego kierunku. Cóż. Odchrząknął, poprawiając nienagannie ułożone włosy. W jego percepcji tegoż zdarzenia decyzja o tym, co stanie się z Alexandrem Mulciberem, którego oczywiście bez problemu rozpoznał, należała tylko i wyłącznie od niego. Mógłby go stąd przegonić, całkowicie świadom tego, jak bardzo musiało mu zależeć na znalezieniu się w środku. Dolohov lubił poczucie kontroli nad innymi, a beznadziejny nastrój dodatkowo motywował do zgniecenia tego idioty jak robaka, ale to był przecież jakiś tam pan serca Loretty, o ile to ścierwo potrafiło jeszcze kochać, w co coraz mocniej wątpił. Zamiast napełnić się gniewem, zrobił się zwyczajnie ciekawy powodu. Coś przecież musiało nim kierować.
Wpierw spróbował sprawdzić jego intencje
Rzut PO 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!
później, ze wszystkich rzeczy, jakie mógł zrobić, Vasilij zagwizdał do niego i poklepał swoją nogę, jakby przywoływał do siebie psa. Chciał go trochę postraszyć, wybadać grunt, więc jeśli do niego poszedł, zapytał wprost:
- Postradałeś rozum, zapomniałeś, że mogłeś po prostu poprosić nas o zaproszenie i próbujesz ściągnąć nas do swojego poziomu, czy pokłóciłeś się z Lor?
No przecież to było żenujące, był mężem jej siostry. I tak naprawdę to po tym by odpuścił, o ile jego córka nie chciała się nad nim poznęcać, może nawet z tej okazji zaprosiłby go na drinka wewnątrz sali, ale w zasięgu jego spojrzenia znalazła się też Eden i mimo naprawdę mocnego skupienia, nie potrafił zrozumieć, po co blondynka to wszystko do niego mówi. Ani to było błyskotliwe, ani potrzebne. Nie miało szans zmienić nic w tym, jaką decyzję zechciałby podjąć. Kobieta, którą przygruchał sobie William, zawsze wydawała mu się być całkiem inteligentna, teraz dostrzegł w niej co najwyżej nieśmieszną gówniarę. Bardziej niż robiący z siebie kompletnego błazna Alexander wkurwiła go więc właśnie Eden. Oboje mogli z nim przecież zwyczajnie porozmawiać - to próba zignorowania go, potraktowania go jak kogoś, od kogo można było tak po prostu uciec, bo przecież był tłem, o którym można zapomnieć i on o was zapomni - to była zniewaga. Mógłby się jej odszczekać, ale za dobrze znał ten typ człowieka - gdyby rzucić w nią jakimś przytykiem, grałaby w tę grę dalej i to on straciłby na tym wizerunkowo. Zamiast się z nią droczyć, wykreślił ją w swojej głowie z listy osób, które miałby prawo od niego czegokolwiek chcieć. Czy był cholernie porywczy? Tak. I to jedna z najmniej istotnych wad, jakie posiadał. Dolohov ociekał nimi tak, jak Mulciber musiał ociekać potem, kiedy widział swoje odbicie w lustrze.
Przekręcił więc głowę z bok, ukazując im swoje zmieszanie.
- Robicie teatrzyk na oczach zebranych, a teraz oddelegowujesz go na bok, zanim wyjaśni mi, po co chce tam wejść i wyciera sobie w tym celu gębę moim nazwiskiem?
Puścił talię Anneleigh.
with all due respect, which is none