30.05.2024, 17:57 ✶
Południowe stragany - Mulciber Moonshine
Sophie pije z Heather i Csmeronem. Później wraz z kuzynką i macochą walą cytrynówę, żeby odreagować widok Świeczek Których Imienia Nie Wolno Wymawiać (w końcu była damą).
- Lyssa!- Ucieszyła się i westchnęła na widok kotka.- Ojej! To może później się tam przejdę.- Odparła, starając dzielić swoją uwagę pomiędzy klientów, kotka a kuzynkę. Słysząc toast mężczyzny, zaśmiała się cicho pod nosem.
- Skoro za rudych, to chyba też muszę się napić.- Zrobiła się lekko czerwona, po czym jeden kieliszek podała kuzynce, a drugi wypiła sama jednym haustem. Kiedy zostały już same, skupiła całą swoją uwagę na Lyssie.
- To moja cytrynówka, a nie mojego taty. To mój własny przepis. Rozkręcam swoją firmę!- Powiedziała podekscytowana. Zmarszczyła lekko brwi, ponieważ miała wrażenie, że w tłumie mignął jej wuj Richard. Chwilę później, zjawiła się Lorien, która zaczęła rzucać na nią wiedźmińskie uroki.
- Lorien, nie rozumiem…- Powiedziała cicho, nieco zmieszana. Zauważyła, że macocha była czymś wzburzona, jednak nie miała pojęcia czym. Biedna Sophie!, której uwaga szybko została przykuta tym, co działo się przy stoisku chłopaków. Czy to były… męskie… świeczki w kształcie…
- Na Merlina…- Szepnęła Sophie, przyciskając dłoń do ust. Zrobiła się cała czerwona, nie mając pojęcia czy powinna patrzeć na to co się działo, czy lepiej odwrócić wzrok. Świeczki Których Imienia Nie Wolno Wymawiać, okazały się nie tylko świeczkami, ale i również bronią! Ktoś się bił, ktoś krzyczał… to jej tata! To jest tata krzyczał a wuj Richard chyba był wściekły! Stał tam też kuzyn Alexander, którego nie widziała milion lat. Co za zamieszanie, ale… te świeczki…
- Tak.- Odpowiedziała tylko, kiedy macocha kazała sobie polać. Postawiła na stole trzy szklanki, po czym każdą napełniła do połowy. Sama również musiała się napić…
- Lorien, Lyssa?- Wskazała kobietom należące do nich trunki, po czym upiła dość spory łyk.
"Mulciber Moonshine" pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie kieliszka. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów.