30.05.2024, 18:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2024, 13:49 przez Millie Moody.)
Południowe stragany
Tak to niestety było, że Mildred była ostatnią osobą, która naciskałaby do czegokolwiek brata. On był wyrocznią i drogowskazem, on był mądry, ona niekoniecznie. Więc choć zdarzało jej się łapać na myśli, że może nie powinna się budzić, że może warto byłoby znów osunąć się na ziemię nieprzytomnie tylko po to, by znów co wieczór móc słyszeć zza zasłony jego głos... Nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. W końcu mówienie o uczuciach było gejowe, a on nie lubił pedalskich rzeczy.
– Tak, chyba tak, potwierdziłam już, że to całkiem aktualna sprawa – kompletnie o tym zdążyła zapomnieć, ale proszę, starszy Moody zawsze czujny, zawsze wskaże jej palcem to, co umknie jej rozproszonej uwadze. – Ale jeszcze mam, mam trochę czasu, wiesz ja... – Ucichła i jakakolwiek nadzieja, która pojawiła się w złocistych oczach zgasła momentalnie, gdy Alik napiął się i ruszył robić porządek. To było wszystko, czego potrzebowała, by opuścić ramię Bertiego, używając go bezczelnie jako podbicie stawki, które jednak wciąż nie wystarczyło. Nie miała pretensji do brata, wiadomo, że był w pracy, a praca była świętością. Przecież będą się widzieli... kiedyś, jak uzupełni raport swój, cudzy, jak sprawdzi wszystkie kąty, gdy zabiorą już stragany. Kiedyś wróci.
Nagle zapragnęła być w zupełnie innym miejscu, a tylko obserwowanie bojowej postawy rosłego aurora było słodko-gorzkim pocieszeniem.
– Jest piękny, prawda? – wymsknęło jej się i momentalnie napięła się, spoglądając na stojącego obok blondyna, bo przecież nie wypadało jej mówić takich rzeczy, nie o facecie, a tym bardziej nie o jej bracie. – Zawsze chciałam być aurorką, bo wtedy można chodzić w czerni. Mundur brygadowy ssie, w tej szarości bardzo mi nie do twarzy – spróbowała roztoczyć zasłonę dymną.
Tak to niestety było, że Mildred była ostatnią osobą, która naciskałaby do czegokolwiek brata. On był wyrocznią i drogowskazem, on był mądry, ona niekoniecznie. Więc choć zdarzało jej się łapać na myśli, że może nie powinna się budzić, że może warto byłoby znów osunąć się na ziemię nieprzytomnie tylko po to, by znów co wieczór móc słyszeć zza zasłony jego głos... Nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. W końcu mówienie o uczuciach było gejowe, a on nie lubił pedalskich rzeczy.
– Tak, chyba tak, potwierdziłam już, że to całkiem aktualna sprawa – kompletnie o tym zdążyła zapomnieć, ale proszę, starszy Moody zawsze czujny, zawsze wskaże jej palcem to, co umknie jej rozproszonej uwadze. – Ale jeszcze mam, mam trochę czasu, wiesz ja... – Ucichła i jakakolwiek nadzieja, która pojawiła się w złocistych oczach zgasła momentalnie, gdy Alik napiął się i ruszył robić porządek. To było wszystko, czego potrzebowała, by opuścić ramię Bertiego, używając go bezczelnie jako podbicie stawki, które jednak wciąż nie wystarczyło. Nie miała pretensji do brata, wiadomo, że był w pracy, a praca była świętością. Przecież będą się widzieli... kiedyś, jak uzupełni raport swój, cudzy, jak sprawdzi wszystkie kąty, gdy zabiorą już stragany. Kiedyś wróci.
Nagle zapragnęła być w zupełnie innym miejscu, a tylko obserwowanie bojowej postawy rosłego aurora było słodko-gorzkim pocieszeniem.
– Jest piękny, prawda? – wymsknęło jej się i momentalnie napięła się, spoglądając na stojącego obok blondyna, bo przecież nie wypadało jej mówić takich rzeczy, nie o facecie, a tym bardziej nie o jej bracie. – Zawsze chciałam być aurorką, bo wtedy można chodzić w czerni. Mundur brygadowy ssie, w tej szarości bardzo mi nie do twarzy – spróbowała roztoczyć zasłonę dymną.