28.12.2022, 19:30 ✶
Rozluźnił uścisk dłoni na jego plecach, obawiając się, że w całej tej utracie panowania nad sobą mógł zostawić na jego skórze zadrapania. Kiedy tętno opadło, a oddech zaczął się normować, zdawało mu się, że Castiel był jedynym źródłem ciepła w całym tym pomieszczeniu. Nic więc dziwnego, że przylgnął do niego, wodząc palcami po jego boku i wciąż przymykając oczy, by to dotyk mógł być głównym zmysłem. Na powrót miał świadomość deszczu bębniącego o szybę równym tempem. Myśli kotłowały mu się w głowie i chciał je wygłuszyć, skupiając się na swoim oddechu, ale i nad tym utracił kontrolę. Skupiały się tylko na jednym: że przepadł. Utracił rozsądek na rzecz tego mężczyzny; naprawdę podleciał do słońca i pozwolił sobie opaść prosto w odmęty morskiej toni. Uspokajał się pod wpływem dłoni głaszczącej go po plecach, uśmiechając lekko na dźwięk tembru jego głosu zawartego w zaledwie jednym słowie. Nie potrafił już patrzeć na niego z tej perspektywy czasu, co kiedyś. Teraz Castiel był jego, a on był Castiela. Przynajmniej w jego głowie układało się to w jakąś sensowną całość, choć i tak był pogubiony. We własnych uczuciach, odczuciach i pragnieniach. Potrafił jedynie stwierdzić, że chciał Casa w każdej postaci: lądowej, wodnej, oficjalnej i prywatnej. Ciekłej, stałej i lotnej.
- Tak jakby ci jej brakowało – mruknął cicho w odpowiedzi na jego stwierdzenie, wpatrując się w niego lekko nieobecnym spojrzeniem. Castiel był niewyraźny, z zamglonymi konturami rozświetlanymi słabą lampą tuż za jego plecami. W całym tym niedopowiedzeniu po prostu piękny. Uśmiechnął się na samą tę myśl, nie mogąc oderwać od niego oczu. – Co mam ci powiedzieć? Coś, cokolwiek… nie znam więcej synonimów. W ogóle istnieją? – mówił, nie do końca pewien, czy starał się zagadać jego, czy bardziej siebie, by ukryć to, jak pomimo zachwytu tym mężczyzną, czuł się zażenowany samym sobą. A zwłaszcza tym, jak łatwo mu się poddał, choć niczego nie żałował.
– O czym myślisz? – zapytał, łapiąc jego spojrzenie i starając się je utrzymać, mimo że kusiło go uciec wzrokiem. Niepewność brała jednak górę, bo skąd miał wiedzieć, co teraz? I czy Castiel czasem nie stwierdzi, że to jednak nie jest dla niego, że Fergus postradał zmysły… Że to hańba, wstyd i ujma na honorze. Ugh, zamknij się, powtarzał swojej głowie, gdy granice, które jej postawił puściły. Uczucie przyjemności przeplatało się ze strachem, jak wahadło zegara poruszające się w lewo i w prawo, tik tak, tik tak. Skupiał się na Castielu, na jego uśmiechu, na rzęsach kładących cień na policzkach. Tylko oni dwaj w tej małej przestrzeni. Nic poza tym. Nawet gdyby chciał uciec, to nie mógł, bo Flint rozwalił cholerne drzwi, a nie sądził, by był w stanie się teleportować w tym stanie. Ale nie chciał uciekać, nie po tym wszystkim. Nie w momencie, gdy ktoś w końcu go zauważył, a nie patrzył poprzez niego. A on mógłby patrzeć tylko na mężczyznę przed sobą i nie widzieć nic poza nim. Jak to się stało, że nagle zaczynał być jego światem?
- Tak jakby ci jej brakowało – mruknął cicho w odpowiedzi na jego stwierdzenie, wpatrując się w niego lekko nieobecnym spojrzeniem. Castiel był niewyraźny, z zamglonymi konturami rozświetlanymi słabą lampą tuż za jego plecami. W całym tym niedopowiedzeniu po prostu piękny. Uśmiechnął się na samą tę myśl, nie mogąc oderwać od niego oczu. – Co mam ci powiedzieć? Coś, cokolwiek… nie znam więcej synonimów. W ogóle istnieją? – mówił, nie do końca pewien, czy starał się zagadać jego, czy bardziej siebie, by ukryć to, jak pomimo zachwytu tym mężczyzną, czuł się zażenowany samym sobą. A zwłaszcza tym, jak łatwo mu się poddał, choć niczego nie żałował.
– O czym myślisz? – zapytał, łapiąc jego spojrzenie i starając się je utrzymać, mimo że kusiło go uciec wzrokiem. Niepewność brała jednak górę, bo skąd miał wiedzieć, co teraz? I czy Castiel czasem nie stwierdzi, że to jednak nie jest dla niego, że Fergus postradał zmysły… Że to hańba, wstyd i ujma na honorze. Ugh, zamknij się, powtarzał swojej głowie, gdy granice, które jej postawił puściły. Uczucie przyjemności przeplatało się ze strachem, jak wahadło zegara poruszające się w lewo i w prawo, tik tak, tik tak. Skupiał się na Castielu, na jego uśmiechu, na rzęsach kładących cień na policzkach. Tylko oni dwaj w tej małej przestrzeni. Nic poza tym. Nawet gdyby chciał uciec, to nie mógł, bo Flint rozwalił cholerne drzwi, a nie sądził, by był w stanie się teleportować w tym stanie. Ale nie chciał uciekać, nie po tym wszystkim. Nie w momencie, gdy ktoś w końcu go zauważył, a nie patrzył poprzez niego. A on mógłby patrzeć tylko na mężczyznę przed sobą i nie widzieć nic poza nim. Jak to się stało, że nagle zaczynał być jego światem?