30.05.2024, 19:35 ✶
Stoję w sali bankietowej przy męskiej toalecie, kaszlę i przytulam ścianę.
Wynurzył się z cieni usytuowanych podejrzanie blisko męskiego kibla, wycieczka do którego była zwykłym pretekstem, aby uwolnić się od grzecznego, banalnego szczebiotania żony i jej kuzynek usadzonych niefortunnie przy tym samym stole. To półtorej godziny, które spędzili w Whitecroft, kompletnie wystarczyło mu do zaspokojenia potrzeb familijnej socjalizacji. Weselna uczta była tylko przedłużeniem jego męki i nie przebrnąłby nawet przez obowiązkowe przystawki, gdyby nie wszechobecne wino, za które aż miał ochotę ucałować Perseusa. Na szczęście Vespera zrobi to za niego, jakkolwiek dalej nie mógł wyjść z podziwu wobec kuriozalności jej gustu do mężczyzn. "Mężczyzn" nawet, przynajmniej tym razem.
Uśmiechnął się przelotnie do dwóch starych prukiew, które obdarzyły go dezaprobującym spojrzeniem, gdy odpalał papierosa. Przez ułamek sekundy znów poczuł się jak gówniarz, pewnie dlatego, że jedną z nich była Renata Rookwood, której nie raz zdarzało się go besztać to naście... dziesiąt lat temu. Specjalnie wziął paczkę mentoli, żeby panienki nie mogły narzekać, że dym gryzie. Chwilę słuchał ich rozmów jednym uchem, zmrużonymi oczami przerzucając po sali bankietowej. Jego wzrok skrupulatnie omijał Sauriela i ten cały kram, który go otaczał. Był jeszcze za trzeźwy, żeby zmusić się do interakcji z nim.
Jego uwagę przyciągnęła zwalista sylwetka Geraldine Yaxley, którą z zaciśniętymi wargami obejrzał od stóp do głów. Oczywiście, robił to pogardliwie, ale dało się zauważyć jego szczere zainteresowanie jej strojem. Pierwszy raz w życiu widział suknię stworzoną z gadzich łusek i, cóż, czuł pewną gorycz, że sam musiał przestrzegać konwenansów z tym swoim czarnym garniakiem i czarną koszulą. Zlewał się z zasłonami.
"I dobrze" - skwitował w myślach, gdy dostrzegł Anastazję Dolohov-Burke rozmawiającą z siostrą Alexa po drugiej stronie parkietu, na uboczu. Dziwnie wzburzony zaciągnął się dymem wyjątkowo mocno i ciężko zakaszlał, zasłaniając usta rękawem. Miał nadzieję, że nie uświni go krwią. Czy powinien do niej podejść, czy powinien udawać, że jej nie widzi? Nie miał pewności, czy będzie w stanie maskować swój gniew. Powinien się spodziewać, że tu będzie - przecież zaprosili Dolohova!
Postanowił dać sobie jeszcze chwilę na decyzję.
!ciotkaCelestyna
Wynurzył się z cieni usytuowanych podejrzanie blisko męskiego kibla, wycieczka do którego była zwykłym pretekstem, aby uwolnić się od grzecznego, banalnego szczebiotania żony i jej kuzynek usadzonych niefortunnie przy tym samym stole. To półtorej godziny, które spędzili w Whitecroft, kompletnie wystarczyło mu do zaspokojenia potrzeb familijnej socjalizacji. Weselna uczta była tylko przedłużeniem jego męki i nie przebrnąłby nawet przez obowiązkowe przystawki, gdyby nie wszechobecne wino, za które aż miał ochotę ucałować Perseusa. Na szczęście Vespera zrobi to za niego, jakkolwiek dalej nie mógł wyjść z podziwu wobec kuriozalności jej gustu do mężczyzn. "Mężczyzn" nawet, przynajmniej tym razem.
Uśmiechnął się przelotnie do dwóch starych prukiew, które obdarzyły go dezaprobującym spojrzeniem, gdy odpalał papierosa. Przez ułamek sekundy znów poczuł się jak gówniarz, pewnie dlatego, że jedną z nich była Renata Rookwood, której nie raz zdarzało się go besztać to naście... dziesiąt lat temu. Specjalnie wziął paczkę mentoli, żeby panienki nie mogły narzekać, że dym gryzie. Chwilę słuchał ich rozmów jednym uchem, zmrużonymi oczami przerzucając po sali bankietowej. Jego wzrok skrupulatnie omijał Sauriela i ten cały kram, który go otaczał. Był jeszcze za trzeźwy, żeby zmusić się do interakcji z nim.
Jego uwagę przyciągnęła zwalista sylwetka Geraldine Yaxley, którą z zaciśniętymi wargami obejrzał od stóp do głów. Oczywiście, robił to pogardliwie, ale dało się zauważyć jego szczere zainteresowanie jej strojem. Pierwszy raz w życiu widział suknię stworzoną z gadzich łusek i, cóż, czuł pewną gorycz, że sam musiał przestrzegać konwenansów z tym swoim czarnym garniakiem i czarną koszulą. Zlewał się z zasłonami.
"I dobrze" - skwitował w myślach, gdy dostrzegł Anastazję Dolohov-Burke rozmawiającą z siostrą Alexa po drugiej stronie parkietu, na uboczu. Dziwnie wzburzony zaciągnął się dymem wyjątkowo mocno i ciężko zakaszlał, zasłaniając usta rękawem. Miał nadzieję, że nie uświni go krwią. Czy powinien do niej podejść, czy powinien udawać, że jej nie widzi? Nie miał pewności, czy będzie w stanie maskować swój gniew. Powinien się spodziewać, że tu będzie - przecież zaprosili Dolohova!
Postanowił dać sobie jeszcze chwilę na decyzję.
!ciotkaCelestyna