28.12.2022, 22:43 ✶
Musiał nieco ochłonąć i poruszyć się aby ocierający się materiał podkoszulka wysłał do jego mózgu informację, że coś go na plecach piecze. Nie przypisał tego do uścisku palców Fergusa. Zbyt zajęty był delektowaniem się jego zapachem i temperaturą ciała. Powoli stygł więc nie chciał przegapić ani sekundy gasnącego ognia. Cały czas czuł niedosyt, mrowił go koniuszek języka, coś w trzewiach uwierało ale im dłużej pozwalał powietrzu siebie schładzać, tym mniej stawało się to wyczuwalne. Tym gorliwiej łykał te ostatnie chwile ciepła, starając się nie wystraszyć własnym apetytem na jego ciało. Nie nasycił się, to było poniekąd przerażające. Nie podejrzewał siebie o tak gorącą krew. Musiał się otrzeźwić, aby tu nie sapnąć z żalu, że wszystko już minęło. Oparł czoło o jego skroń, jeszcze niezdolny tak do końca go puścić. Chyba się tym wystraszył.
- Działasz na mnie równie wybitnie jak woda.- wydusił z siebie, opierając teraz suche i nagrzane usta o jego kość policzkową. Mógłby tak zostać znacznie dłużej, uzależnić się od temperatury jego ciała. O zgrozo, dlaczego im dłużej przy nim był tym bardziej nie mógł się otrząsnąć?
- Nie wiem, Fergus. Jestem pod wrażeniem… nas. Jestem w szoku, że mi wciąż mało. Nie poznaję siebie. - podniósł jego spodnie na prawowite miejsce, a nawet grzecznie zapiął mu rozporek. Przesunął palcami wzdłuż jego pępka, przez mostek aż do obojczyka. Potrząsnął głową.
- Co ty ze mną robisz…- uśmiechnął się tak… inaczej, jakby był chłodną falą wody w zbyt upalny dzień. Zabrał rękę i umieścił ją w ciasnej kieszeni swoich spodni.
- Czuję się jak…- urwał kiedy jego wzrok padł na policzki Olivandera. Momentalnie się spiął bo wyczuł w ich kolorze, że coś jest nie tak.
- Dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w oczy? Żałujesz?- zapytał a strach go zmroził na tyle, że po ogniu zostało ledwie parę iskier. Nie rozpoznał w nim wstydu a bardziej zakłopotanie, zażenowanie, być może wyrzuty sumienia. Otworzył się przed nim tak na oścież i świadomość, że Fergus mógł po fakcie żałować była ziszczeniem aktualnych koszmarów.
- Działasz na mnie równie wybitnie jak woda.- wydusił z siebie, opierając teraz suche i nagrzane usta o jego kość policzkową. Mógłby tak zostać znacznie dłużej, uzależnić się od temperatury jego ciała. O zgrozo, dlaczego im dłużej przy nim był tym bardziej nie mógł się otrząsnąć?
- Nie wiem, Fergus. Jestem pod wrażeniem… nas. Jestem w szoku, że mi wciąż mało. Nie poznaję siebie. - podniósł jego spodnie na prawowite miejsce, a nawet grzecznie zapiął mu rozporek. Przesunął palcami wzdłuż jego pępka, przez mostek aż do obojczyka. Potrząsnął głową.
- Co ty ze mną robisz…- uśmiechnął się tak… inaczej, jakby był chłodną falą wody w zbyt upalny dzień. Zabrał rękę i umieścił ją w ciasnej kieszeni swoich spodni.
- Czuję się jak…- urwał kiedy jego wzrok padł na policzki Olivandera. Momentalnie się spiął bo wyczuł w ich kolorze, że coś jest nie tak.
- Dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w oczy? Żałujesz?- zapytał a strach go zmroził na tyle, że po ogniu zostało ledwie parę iskier. Nie rozpoznał w nim wstydu a bardziej zakłopotanie, zażenowanie, być może wyrzuty sumienia. Otworzył się przed nim tak na oścież i świadomość, że Fergus mógł po fakcie żałować była ziszczeniem aktualnych koszmarów.