30.05.2024, 20:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 21:59 przez Erik Longbottom.)
Szkoda, że nie trafił na lepsze towarzystwo do asymilowania się, pomyślał z ubolewaniem Erik, postanawiając jednak nie wyprowadzać krewnego z błędu. Podejrzewał, że Morfeusz robił co w jego mocy, aby ułatwić Neilowi ''wejście'' w brytyjską społeczność czarodziejów, zarówno do swojego prywatnego kręgu znajomych, jak i tego szerszego, na jakie składały się między innymi jego kontakty biznesowe. Pomysł sam w sobie był całkiem dobry, tylko... Goście imprezy poniekąd zawiedli. Banda staruchów.
Chociaż potańcówka zorganizowana przez Brennę była w dużej mierze imprezą otwartą, tak koniec końców znaleźli się na niej ludzie, którzy w dużej mierze znali się przynajmniej z widzenia. Albo z reputacji. Skoro starszy Longbottom liczył na zapoznanie Enfera z paroma jego rówieśnikami z grona znajomych, to chyba w tej sytuacji bogowie nie byli po jego stronie. Kto tam był najmłodszy? Młody Carrow, który szalał na parkiecie z panną Brzęczyszczykiewicz? Dosyć skąpe grono rówieśników, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że i oni zdawali się w dużej mierze zajęci sobą podczas imprezy.
Chociaż potańcówka zorganizowana przez Brennę była w dużej mierze imprezą otwartą, tak koniec końców znaleźli się na niej ludzie, którzy w dużej mierze znali się przynajmniej z widzenia. Albo z reputacji. Skoro starszy Longbottom liczył na zapoznanie Enfera z paroma jego rówieśnikami z grona znajomych, to chyba w tej sytuacji bogowie nie byli po jego stronie. Kto tam był najmłodszy? Młody Carrow, który szalał na parkiecie z panną Brzęczyszczykiewicz? Dosyć skąpe grono rówieśników, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że i oni zdawali się w dużej mierze zajęci sobą podczas imprezy.
(Aktywność Fizyczna) Próba uniknięcia ciosu x1
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Zachwiał się nieco, gdy Morfeusz zdecydował się zaatakować go od frontu. Nie spodziewał się aż tak bezpośrednio uderzenia, toteż nie był przygotowany na wykonanie odpowiednio szybkiej kontry. Bezwiednie upuścił rapier na podłogę, uchylając się praktycznie w ostatniej możliwej chwili. Niestety, unik przerodził się na dobrą sprawę w upadek, bo chociaż Erik odsunął się od ostrza, tak opadł na jedno kolano, dysząc ciężko. Z bronią Morfeusza wiszącą tuż nad jego głową. Longbottom zaczął dyszeć ciężko.
— Frustracja może mieć wiele źródeł. Tylko dlatego, że staram się być bardziej ostrożny w tych sprawach, nie znaczy, że nie obrywam — odparł z kwaśną miną, wpatrując się z niezadowoleniem w czubek rapieru wuja. Znalazł się zdecydowanie zbyt blisko jego piersi, niź by sobie tego życzył. — Więc tak, frustracja nie jest mi obca. — Wciągnął ostro powietrze do płuc. — Jeszcze parę dni temu byłem połączony rytuałem miłosnym z dwoma osobami. Pamiątka po zabawach kowenu na Beltane.
Raczej nie rozwodził się jakoś często nad tym, z kim konkretnie połączyła go magia majowych pali. Niektórzy wiedzieli o Norze, między innymi Brenna, która po incydencie z traktorem na farmie Paxtonów nakazała mu wrócić do Londynu, aby upewnić się, że kobieta nie posiwiała ze stresu. Ale o Elliotcie... Nie wiedział praktycznie nikt. Chociaż problemy z rytuałem Erik miał już za sobą, bo przed ledwie dwie doby wcześniej zerwał połączenie z Figg i Malfoyem przy asyście Florence Bulstrode, tak trudno było zapomnieć o tym wszystkim, co łączyło się z tą więzią. Poczerwieniał lekko. Czy z emocji, czy z wysiłku - trudno było stwierdzić.
— Sądziłem, że połączenie samositnie osłabnie, więc odkłada...liśmy w czasie znalezienie kogoś, kto rozwiązałby ten problem. — Wzruszył sztywno ramionami. Przez moment zastanawiał się, czy powinien dalej mówić, jednak słowa Morfeusza najwyraźniej otworzyły drzwi, które były zakluczone przez kilka ostatnich miesięcy. — Wyczuwaliśmy, kiedy reszcie coś się działo. Poharatanie się nożem, oberwanie zaklęciem, wypadki... To niezbyt przyjemne. Wiesz, jak wygląda praca w Brygadzie Uderzeniowej. Tam niebezpieczeństwo jest wpisane w zawód. No i była też kwestia wyczuwania hmm bliskości z innymi osobami.
Uciekł wzrokiem w bok. Akurat tutaj chyba ucierpiał najmocniej z całej trójki. Chociaż jeden skradziony moment z Elliottem przed atakiem Śmierciożerców na Beltane zdawał się sugerować, że mogłoby być z tego coś więcej, tak... Nic się nie wydarzyło. I może było to po części błogosławieństwo, chociażby dla Nory czy nawet jego przyjaźni z panną Figg. Nie wyobrażał sobie ''znęcać się'' nad nią w taki sposób, gdy jeszcze do niedawna była sama i zdawała się coraz bardziej zrezygnowana w kwestii tego, czy kiedykolwiek znajdzie sobie jakiegoś partnera. Po części to zawieszenie, w którym się znaleźli, utrudniało całej trójce nawiązanie jakichkolwiek relacji. Może dlatego Erik był tak ostrożny z Anthonym?
— Wybacz — powiedział w końcu, odsuwając się nieco na bok. — Nie próbuję cię do niczego zmusić. Nie powinieneś też czuć się winny, skoro druga strona ewidentnie odrzuca twoją pomoc. Po prostu myślałem, że chciałbyś wiedzieć. — Westchnął przeciągle. — Przepraszam, jeśli dołożyłem ci tym zmartwień.
Nie chciał być zwiastunem złych wieści, ale w gruncie rzeczy nie wiedział, do kogo innego miałby się z tym zwrócić. Jedynym ogniwem łączącym Neila z kimkolwiek z jego kręgu znajomych był Morfeusz. Ewentualnie Perseusz, biorąc pod uwagę, że siedzieli zamknięci w jednej toalecie, ale wątpił, aby Black mógł bardzo pomóc. Poza tym teraz pewnie bawił się na wyjazdach ze swoją żoną albo był zbyt zajęty unikaniem swoich rodziców i teściów Vespery, żeby para młoda mogła zarządzać swoim małżeństwem wedle własnych zasad. W obliczu tego wszystkiego Morfeusz wydawał się jedyną logiczną opcją.
— Frustracja może mieć wiele źródeł. Tylko dlatego, że staram się być bardziej ostrożny w tych sprawach, nie znaczy, że nie obrywam — odparł z kwaśną miną, wpatrując się z niezadowoleniem w czubek rapieru wuja. Znalazł się zdecydowanie zbyt blisko jego piersi, niź by sobie tego życzył. — Więc tak, frustracja nie jest mi obca. — Wciągnął ostro powietrze do płuc. — Jeszcze parę dni temu byłem połączony rytuałem miłosnym z dwoma osobami. Pamiątka po zabawach kowenu na Beltane.
Raczej nie rozwodził się jakoś często nad tym, z kim konkretnie połączyła go magia majowych pali. Niektórzy wiedzieli o Norze, między innymi Brenna, która po incydencie z traktorem na farmie Paxtonów nakazała mu wrócić do Londynu, aby upewnić się, że kobieta nie posiwiała ze stresu. Ale o Elliotcie... Nie wiedział praktycznie nikt. Chociaż problemy z rytuałem Erik miał już za sobą, bo przed ledwie dwie doby wcześniej zerwał połączenie z Figg i Malfoyem przy asyście Florence Bulstrode, tak trudno było zapomnieć o tym wszystkim, co łączyło się z tą więzią. Poczerwieniał lekko. Czy z emocji, czy z wysiłku - trudno było stwierdzić.
— Sądziłem, że połączenie samositnie osłabnie, więc odkłada...liśmy w czasie znalezienie kogoś, kto rozwiązałby ten problem. — Wzruszył sztywno ramionami. Przez moment zastanawiał się, czy powinien dalej mówić, jednak słowa Morfeusza najwyraźniej otworzyły drzwi, które były zakluczone przez kilka ostatnich miesięcy. — Wyczuwaliśmy, kiedy reszcie coś się działo. Poharatanie się nożem, oberwanie zaklęciem, wypadki... To niezbyt przyjemne. Wiesz, jak wygląda praca w Brygadzie Uderzeniowej. Tam niebezpieczeństwo jest wpisane w zawód. No i była też kwestia wyczuwania hmm bliskości z innymi osobami.
Uciekł wzrokiem w bok. Akurat tutaj chyba ucierpiał najmocniej z całej trójki. Chociaż jeden skradziony moment z Elliottem przed atakiem Śmierciożerców na Beltane zdawał się sugerować, że mogłoby być z tego coś więcej, tak... Nic się nie wydarzyło. I może było to po części błogosławieństwo, chociażby dla Nory czy nawet jego przyjaźni z panną Figg. Nie wyobrażał sobie ''znęcać się'' nad nią w taki sposób, gdy jeszcze do niedawna była sama i zdawała się coraz bardziej zrezygnowana w kwestii tego, czy kiedykolwiek znajdzie sobie jakiegoś partnera. Po części to zawieszenie, w którym się znaleźli, utrudniało całej trójce nawiązanie jakichkolwiek relacji. Może dlatego Erik był tak ostrożny z Anthonym?
— Wybacz — powiedział w końcu, odsuwając się nieco na bok. — Nie próbuję cię do niczego zmusić. Nie powinieneś też czuć się winny, skoro druga strona ewidentnie odrzuca twoją pomoc. Po prostu myślałem, że chciałbyś wiedzieć. — Westchnął przeciągle. — Przepraszam, jeśli dołożyłem ci tym zmartwień.
Nie chciał być zwiastunem złych wieści, ale w gruncie rzeczy nie wiedział, do kogo innego miałby się z tym zwrócić. Jedynym ogniwem łączącym Neila z kimkolwiek z jego kręgu znajomych był Morfeusz. Ewentualnie Perseusz, biorąc pod uwagę, że siedzieli zamknięci w jednej toalecie, ale wątpił, aby Black mógł bardzo pomóc. Poza tym teraz pewnie bawił się na wyjazdach ze swoją żoną albo był zbyt zajęty unikaniem swoich rodziców i teściów Vespery, żeby para młoda mogła zarządzać swoim małżeństwem wedle własnych zasad. W obliczu tego wszystkiego Morfeusz wydawał się jedyną logiczną opcją.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞