28.12.2022, 22:45 ✶
Czuł się dość niepewnie, znajdując się w tej łazience w towarzystwie rozemocjonowanej prefekt swojego domu i ducha, który zawodził gorzej niż orkiestra w rocznicę śmierci sir Nicholasa. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej miał wrażenie, że za chwilę przemieni się w harpię i oderwie głowę również jemu. Czy zostałby wtedy duchem? Co właściwie trzeba było zrobić, aby nim zostać? Jeśli istniała jakaś lista punktów do zrealizowania, chciał ją poznać. Ile on by miał wtedy czasu na czytanie, nie musząc martwić się przemijaniem, starzeniem i snem! To trochę niepokojące, że w tym wieku marzył o śmierci wyłącznie z pobudek naukowych.
- Jestem za wysoki na goblina – zauważył, wywracając oczami. A bycie młodszym wcale nie oznaczało, że mogła go tak po prostu wyzywać. Zwłaszcza gdy próbował okazać skruchę, co i tak kiepsko mu wychodziło. Nie był najlepszy w przeprosinach, zazwyczaj uważając, że mało kto na nie zasługiwał. Teraz jednak zaczynało mu być głupio, gdy widział Zeneidę w stanie rozsypki. Kusiło zapytać, czy te resztki ciasta zostawiła na kolację, ale ugryzł się w język wystarczająco szybko, by żaden dźwięk nie dobył się z jego ust. Nie w tym celu tu przyszedł. Pomijając, że działał głównie po to, by nie otrzymać kolejnego szlabanu. W szorowaniu nocników w skrzydle szpitalnym zaczynał osiągać poziom mistrzowski, a to zaczynało być niepokojące.
- Nic na to nie poradzę – powiedział do jej pleców, wciąż stojąc w tym samym miejscu, w którym się zatrzymał i wciąż trzymając skrzyżowane ręce, utrzymując tym samym granicę między sobą a pozostałą częścią łazienki. Syrena na witrażu przypatrywała im się z dezaprobatą, pewnie dlatego, że Fergusa nie powinno tu w ogóle być. Bardziej jednak zwracał uwagę na jęki dochodzące z kanalizacji.
- Czego o niej nie wiem? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany, ale starał się to ukryć za otoczką sarkazmu. – Że to twoja bliźniaczka?
Zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek szczegóły na temat ducha Jęczącej Marty, ale nie była na tyle intrygująca, by gdziekolwiek o niej napisano. Z całą pewnością nie w Historii Hogwartu, choć to mógł tłumaczyć tym, że podobno odeszła całkiem niedawno. Krążyły o niej durne legendy, zwłaszcza w Wieży Krukonów, bo do Ravenclawu właśnie należała.
- Umarła w łazience i najwyraźniej stara się zwrócić we łzach całą wodę, którą wychlapuje z kibli – wyjaśnił w końcu, kierując spojrzenie tam, skąd dochodziło zawodzenie. Ostatnio nawet – ku niezadowoleniu profesor McGonagall – musieli przenieść transmutację do klasy zaklęć, bo widmowa dziewczyna zalała cały korytarz i woda uniemożliwiała spokojne przedostanie się w odpowiednie miejsce.
- Jestem za wysoki na goblina – zauważył, wywracając oczami. A bycie młodszym wcale nie oznaczało, że mogła go tak po prostu wyzywać. Zwłaszcza gdy próbował okazać skruchę, co i tak kiepsko mu wychodziło. Nie był najlepszy w przeprosinach, zazwyczaj uważając, że mało kto na nie zasługiwał. Teraz jednak zaczynało mu być głupio, gdy widział Zeneidę w stanie rozsypki. Kusiło zapytać, czy te resztki ciasta zostawiła na kolację, ale ugryzł się w język wystarczająco szybko, by żaden dźwięk nie dobył się z jego ust. Nie w tym celu tu przyszedł. Pomijając, że działał głównie po to, by nie otrzymać kolejnego szlabanu. W szorowaniu nocników w skrzydle szpitalnym zaczynał osiągać poziom mistrzowski, a to zaczynało być niepokojące.
- Nic na to nie poradzę – powiedział do jej pleców, wciąż stojąc w tym samym miejscu, w którym się zatrzymał i wciąż trzymając skrzyżowane ręce, utrzymując tym samym granicę między sobą a pozostałą częścią łazienki. Syrena na witrażu przypatrywała im się z dezaprobatą, pewnie dlatego, że Fergusa nie powinno tu w ogóle być. Bardziej jednak zwracał uwagę na jęki dochodzące z kanalizacji.
- Czego o niej nie wiem? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany, ale starał się to ukryć za otoczką sarkazmu. – Że to twoja bliźniaczka?
Zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek szczegóły na temat ducha Jęczącej Marty, ale nie była na tyle intrygująca, by gdziekolwiek o niej napisano. Z całą pewnością nie w Historii Hogwartu, choć to mógł tłumaczyć tym, że podobno odeszła całkiem niedawno. Krążyły o niej durne legendy, zwłaszcza w Wieży Krukonów, bo do Ravenclawu właśnie należała.
- Umarła w łazience i najwyraźniej stara się zwrócić we łzach całą wodę, którą wychlapuje z kibli – wyjaśnił w końcu, kierując spojrzenie tam, skąd dochodziło zawodzenie. Ostatnio nawet – ku niezadowoleniu profesor McGonagall – musieli przenieść transmutację do klasy zaklęć, bo widmowa dziewczyna zalała cały korytarz i woda uniemożliwiała spokojne przedostanie się w odpowiednie miejsce.