30.05.2024, 22:26 ✶
– Twoje zdrowie i Twoich najbliższych! – zarządził toast, gdy tylko otrzymali piwo i upił łyk czy dwa. Jęczmienne alkohole, chmielowe, nie leżały w zakresie jego zainteresowań, niemniej nie zamierzał się krzywić ani wybrzydzać. Co kraj to obyczaj, to sposoby ważenia trunków, które pozwalały nawadniać się wtedy, gdy nikt nie wpadł na to, że podgrzanie wody uchroni ludzi przed żyjącymi w niej zarazkami.
– Serdeczne gratulacje! Ilu latorośli się dorobiłeś? Jak Rebecca w ogóle sobie radzi? Zamierzacie wychować dzieci dwujęzycznie? – dopytywał zaciekawiony tematem, bo zazwyczaj dla ojców był on istotny. Z resztą, nawet jeśli miał w tym swój interes, bo zawsze było warto znać aurora w innym kraju, szczególnie w kraju z którego chciało się ukraść kilka rzeczy, to w sumie był realnie zaciekawiony tym jak potoczyły się jego losy. Trochę też mu zazdrościł oderwania od korzeni. Sam wciąż czuł oddech ojca na swoich plecach. Lada moment, osiągnie to co było mu przeznaczone. Czy wtedy Michael Benedict Shafiq będzie w końcu zadowolony?
– No my z Edith wciąż się staramy, ale... jakoś bogowie nam nie sprzyja, z resztą... Jej stan nie jest najlepszy. Na dniach mam dostać nominację na ambasadora we Francji, liczę, że zmiana klimatu trochę jej pomoże. Są tam dobre sanatoria, może jakiś inny lekarz znajdzie inną kurację wzmacniającą. – Piękna czarnowłosa Edith nigdy nie miała dzieci, zmarła trzy lata po tej rozmowie, o czym Anthony nie wiedział. Co wiedział to fakt, że i tak jeśli miałaby mieć dziecko, to nie z nim, skoro jedyny raz gdy się całowali był tradycyjnym pocałunkiem podczas uroczystości zaślubin dwa lata wcześniej. Układ był jasny i obojgu odpowiadał, choć już jego matka przebąkiwała coś na temat dziedzica. Choroba żony ukrócała te dywagacje, choć oczywiście, gdyby mógł, Anthony wolałby zmagać się z docinkami o własnej impotencji, aniżeli lękiem o jej życie. – Koleje losu... Jestem ciekawy co przyniesie mi praca na placówce. Oczywiście wiesz, że możesz na mnie liczyć, nie ważne czy potrzebowałbyś czegoś z Anglii, albo Francji właśnie. Przepustka dyplomatyczna daje mi kilka możliwości więcej – uśmiechnął się, upijając nieco piwa. Nie był pewien, czy da radę wypić pełny kufel, ale nie chodziło przecież o wyścigi. Z drugiej strony przyjął, że na ciało opada wraz z alkoholem przyjemne odrętwienie. To był w gruncie rzeczy bardzo długi dzień, który finalnie znalazł bardzo przyjemne zakończenie.
– Serdeczne gratulacje! Ilu latorośli się dorobiłeś? Jak Rebecca w ogóle sobie radzi? Zamierzacie wychować dzieci dwujęzycznie? – dopytywał zaciekawiony tematem, bo zazwyczaj dla ojców był on istotny. Z resztą, nawet jeśli miał w tym swój interes, bo zawsze było warto znać aurora w innym kraju, szczególnie w kraju z którego chciało się ukraść kilka rzeczy, to w sumie był realnie zaciekawiony tym jak potoczyły się jego losy. Trochę też mu zazdrościł oderwania od korzeni. Sam wciąż czuł oddech ojca na swoich plecach. Lada moment, osiągnie to co było mu przeznaczone. Czy wtedy Michael Benedict Shafiq będzie w końcu zadowolony?
– No my z Edith wciąż się staramy, ale... jakoś bogowie nam nie sprzyja, z resztą... Jej stan nie jest najlepszy. Na dniach mam dostać nominację na ambasadora we Francji, liczę, że zmiana klimatu trochę jej pomoże. Są tam dobre sanatoria, może jakiś inny lekarz znajdzie inną kurację wzmacniającą. – Piękna czarnowłosa Edith nigdy nie miała dzieci, zmarła trzy lata po tej rozmowie, o czym Anthony nie wiedział. Co wiedział to fakt, że i tak jeśli miałaby mieć dziecko, to nie z nim, skoro jedyny raz gdy się całowali był tradycyjnym pocałunkiem podczas uroczystości zaślubin dwa lata wcześniej. Układ był jasny i obojgu odpowiadał, choć już jego matka przebąkiwała coś na temat dziedzica. Choroba żony ukrócała te dywagacje, choć oczywiście, gdyby mógł, Anthony wolałby zmagać się z docinkami o własnej impotencji, aniżeli lękiem o jej życie. – Koleje losu... Jestem ciekawy co przyniesie mi praca na placówce. Oczywiście wiesz, że możesz na mnie liczyć, nie ważne czy potrzebowałbyś czegoś z Anglii, albo Francji właśnie. Przepustka dyplomatyczna daje mi kilka możliwości więcej – uśmiechnął się, upijając nieco piwa. Nie był pewien, czy da radę wypić pełny kufel, ale nie chodziło przecież o wyścigi. Z drugiej strony przyjął, że na ciało opada wraz z alkoholem przyjemne odrętwienie. To był w gruncie rzeczy bardzo długi dzień, który finalnie znalazł bardzo przyjemne zakończenie.