Najwyraźniej jej kompan był tak samo zorientowany w sprawach związanym z fauną i florą jak ona. Dobrze, bo nie musiała przejmować się tym, że się zbłaźni swoją znikomą wiedzą w tym temacie. Zresztą po co komu wiedzieć, czy to szczur, bóbr, czy przerośnięta świnka morska. Nie miała pojęcia jakim cudem kuzyn, czy znajomy Sauriela się w to zmienił, że też gospodarze pozwolili na coś takiego, była ciekawa, czy czyjaś głowa poleci za te dziwne zdarzenie. Gdyby to stało się podczas organizowanego przez nią przyjęcia, na pewno znalazłaby winnego i odpowiednio go ukarała.
Cóż, najwyraźniej Black nie interesowało to, że Atreus jest kumplem wampirzego księcia, nie znosiła, kiedy ktoś jej przeszkadzał, dlatego też właśnie zareagowała w ten sposób. Zaklęcie oczywiście rzuciła perfekcyjnie, więc uniemożliwiła temu zwierzakowi wgryzienie się w kostki swojego towarzysza. - Może dzięki temu przestanie być taki spierdolony. - Wcale nie było jej głupio przez to, że zwierzę odbiło się od magicznej tarczy, ani przez to, że nie było to tylko zwierzę. Zasłużył na takie potraktowanie.
Do akcji wkroczył Shafiq, który odczarował zaklętego mężczyznę. Sytuacja wydawała się być opanowana. Kiedy Bellatrix czekała na Sauriela, który poszedł sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku sięgnęła po kolejny kieliszek wina. Przecież nie będzie tak stała zupełnie bezczynnie. Upiła spory łyk oczekując, aż Rookwood do niej wróci.
Chyba wszystko było w porządku, bo Bulstrode odszedł w stronę baru, jego uśmiech odwzajemniła, choć dosyć niepewnie, w końcu chwilę wcześniej uderzył łbem w wyczarowaną przez nią tarczę.
- To, co idziemy wreszcie tańczyć? - Rzuciła do Sauriela licząc na to, że uda im się w końcu dotrzeć na parkiet. Ledwie jednak zdążyła się odezwać zaczęło się kolejne zamieszanie. Niestety nie do końca widziała co się dzieje, próbowała się wspiąć na palcach, żeby cokolwiek dostrzec. - Ten to chyba dzisiaj szuka zaczepki. - Skomentowała zachowane Atreusa, który po raz kolejny coś odjebał. Tym razem chyba strzelił w pysk Rosierowi, nie zdążyła jednak stwierdzić, czy dobrze jej się wydawało, bo rosły typ wyprowadził delikwentów na zewnątrz.