Tańczę i rozmawiam z Anthonym
W tańcu można było się zapomnieć. Spleść się z muzyką, uśmiechnąć do partnera, mówić do niego, albo nie odzywać się wcale, gdy nie było żadnych wspólnych tematów. Ale z Anthonym je miała, był zresztą politykiem, doskonałym mówcą i zawsze wiedział, co powiedzieć.
Zgadywanki? Victoria uśmiechnęła się do Shafiqa pięknie, a uśmiech ten dosięgnął jej oczu, był więc całkiem szczery, a gdy mężczyzna obrócił nią mocniej, to aż się roześmiała w głos. Starała się też skupić na opowiastkach, jakie jej sprezentował. Która z nich była tą prawdziwą? Bunt żywiołów w samej siedzibie Ministerstwa i romans pana Bumfuzzle’a? A może wyścigi na latających dywanach i pogubione dokumenty? Czy może mordoklejki i piernikowe meble oblane… Miejmy nadzieję, że lukrem. Obrót, obrót, obrót, mogło się zakręcić w głowie, ale pomiędzy obroty wplecione były te pauzy, kiedy ciało kołysało się na boki w odpowiednim rytmie. Każda z historii brzmiała na możliwą i absurdalą, ale jeśli Victoria miała wytypować jedną…
Ale wtedy się na moment zatrzymali, bo jej partner wydobył różdżkę (jemu przyszło to o wiele łatwiej, niż jej w tej sukience, więc to była najlepsza z możliwych decyzji).
– Nigdy bym się z tego nie śmiała. Jestem pewna, że teraz cię posłucha – odparła spokojnie, nim jeszcze Anthony machnął różdżką iii… oto oszołomiona kapibara zamieniła się w siedzącego na parkiecie Atreusa. – Widzisz? – ponownie się uśmiechnęła i wyciągnęła do niego ręce, gotowa do dokończenia tego tańca.
– Skoro muszę zgadywać, to stawiałabym na numer dwa. Na latające dywany i pogubione dokumenty. Trafiłam? – to wydawało jej się być najbardziej prawdopodobną wersją. Kątem oka patrzyła, jak Sauriel podchodzi do Atreusa, pomaga mu wstać, a chwilę później Bulstrode jak po sznurku mignął po kolejnego drinka, co Victoria skwitowała tylko uniesieniem jednej brwi i aż wychyliła się zza ramienia Anthony’ego, obserwując go dalej. Bo jak wściekły teraz ruszył z kopyta do innej tańczącej pary, do Christophera, gdzie zamienił kilka słów, a potem mu wjebał. Tak po prostu.
– Ooo… Atreus się chyba prosi. Najpierw na Lammas, teraz tutaj. Chyba już mu poszło w czub od tych drinków – skwitowała i pokręciła z niedowierzaniem głową. – W takim tempie to projekt: kłoda zaliczy na grubo przed północą – znaczy, że nastąpi odcięcie od ilości alkoholu i będzie miał po zabawie. – Ałłaa, musiało boleć – aż się skrzywiła, współczując teraz biednemu Christopherowi.