Czerwień pokrywającą twarz, szyję i dekolt dziewczyny dałoby się dostrzec z daleka. Bycie tak rozpoznawalnym zawsze oznaczało brak anonimowości i przez tyle lat bycia gwiazdą sportu poznał całą gamę zachowania ludzi, z którymi miał styczność. Ostatnio nawet przekonał się, że istnieją osoby, które jeszcze o nim nie słyszały.
— We własnej osobie. — Potwierdził w ten sposób swoją tożsamość. — Interesuje się pani Quidditchem? — Zapytał dla podtrzymania toczonej rozmowy, skoro został należycie rozpoznany przez tę młodą dziewczynę. Poza byciem sportowcem i twarzą z okładki to słynął z licznych skandali, o których chętnie rozpisywała się plotkarska prasa.
— Byłaby pani tak uprzejma powtórzyć? — Nad wyraz subtelnie, jak na siebie, zasugerował dziewczynie powtórzenie tego nieco wolniej. Przez dźwięczne pluskanie fontanny z alkoholem i otaczający ich gwar rozmów z tego chaotycznego zlepku słów zdołał wyłowić zaledwie co drugie słowo. Nie zrobił tego złośliwie. A tym bardziej po to, aby pokazać, że bardzo zależy mu na przeprosinach. Dziewczyna zachowywała się miło i w żaden sposób mu nie wadziła. — Proszę się nie tłumaczyć. — W tym momencie nie chodziło o to, że nie chciał wysłuchać wyjaśnień młodej czarownicy. Warto było przyswoić sobie to, aby nie tłumaczyć się obcym ludziom ze swojego postępowania, za wyjątkiem sytuacji stojących w sprzeczności z obowiązującym w tych stronach prawem. Philip jak dotąd nie tłumaczył się ze swoich poczynań na gruncie obyczajowym.
— W gruncie rzeczy nic się nie stało. I proszę się cieszyć przyjęciem. — Postanowił przejść nad tym do porządku dziennego. Dziewczyna wpadła na niego z kieliszkiem wina, nie z nożem w dłoni. On zamierzał cieszyć się tym wieczorem i wszystkimi dobrymi rzeczami, które będą go czekać podczas tego przyjęcia. — Mi również miło cię poznać. — Zwrócił się do dziewczyny, wciąż z uśmiechem.
— Jak tylko mam taką możliwość to staram się pokazywać na większości przyjęć. Tamten rejs mnie trochę... zmęczył i mam wrażenie, że zaszkodziły podawane w jego trakcie małże. Byłem dzisiaj w rozgłośni radiowej, użyczyć swojego głosu i teraz jestem tutaj. Poza tym wszystko dobrze. A u ciebie? — W ten sposób uargumentował swoją obecność na tym bankiecie. Tym, co tak naprawdę męczyło, to to że nie dogadywał się z Laurentem i po raz kolejny się pokłócili. O wszystkim nie chciał i nawet nie mógł powiedzieć Pandorze.
— Poświęcę im tyle czasu, ile tylko potrzebują. — W jego słowach kryła się pewna przewrotność - był skłonny z nimi porozmawiać, jednak nie zamierzał dać się pożreć. Nie zamierzał też dopuścić do sytuacji, z której z nimi więcej czasu, niż to dopuszczalne czemu przyświecał zamiar mimowolnego nieangażowania się w jakikolwiek konflikt.
Philip zwrócił uwagę na mężczyznę, który zbliżył się do Penny oraz Pandory. Jak na kogoś zdradzającego pierwsze oznaki upojenia alkoholem zachowywać się nad względnie kulturalnie. Nie potrafił przewidzieć tego, w jaki sposób obie kobiety zareagują na słowa tego mężczyzny i czy nie przyjdzie mu zasugerować pozostawienia pań w spokoju. W tym czasie do niego podeszła jedna z kobieta. Spojrzawszy na nią mógł określić, że jest wyraźnie poddenerwowana. Pomimo odczuwanych przez nią emocji, zwróciła się do niego uprzejmie i posłała mu czarujący uśmiech, który zdecydował się odwzajemnić. Udał, że nie dostrzegł tamtego grymasu.
— Proszę się nie krępować. — Zachęcił kobietę, w której zachowaniu nie dostrzegł śladu nachalności. — Oczywiście. Zawsze znajdę czas dla bliskich swoich fanów. — Nie widział powodu ku temu aby odmówić kobiecie złożenia autografu dla siostry. Czarownica w otwarty sposób mogła zaproponować mu swoje towarzystwo na resztę tego wieczoru. Spośród gości dostrzegł także kilka znanych mu twarzy - poza Morpheusem, z którym już wcześniej zamienił parę słów oraz jego drugi przyjaciel, Anthony.