31.05.2024, 02:42 ✶
Południowe stragany - Château des Dragons
Rozmawiam z Isaaciem i Anthonym. Przechodzę do stoiska i pewnie jakoś pod koniec odbieram kieliszek wina.
— To dużo, jak na jedną osobę — stwierdził Erik, słuchając rosnącej coraz bardziej listy zobowiązań, jakie miał Bagshot.
I że żadna redakcja nie będzie mu miała tego za złe?, zachodził w głowę. Poniekąd każdy artykuł wydany przez inną gazetę stanowił potencjalną konkurencję, tak długo, jak Isaac był poczytny. Ciekawe, jak ta sytuacja będzie się prezentowała za parę miesięcy, kiedy czarodziej ugruntuje swoją pozycję.
— I najlepsze miejsce na przeprowadzenie tej rewolucji to... Stoisko ze świeczkami na Lammas? — spytał, starając się postawić na miejscu Isaaca. Jako tako potrafił zrozumieć argument, że pewne zmiany trzeba było wywołać drastycznymi metodami. Gwałtownymi. ''Ciekawymi''. Wątpił jednak, aby wymachiwanie woskowym przyrodzeniem miało jakkolwiek wpłynąć na to, aby czarodzieje i czarownice stali się bardziej otwarci na niektóre kwestie. — Obawiam się, że odpowiedź ''zmiany zaczynają się na ulicach, a nie w urzędach'' jakoś mnie nie przekonuje. Za to podziwiam chęć do takich akcji. Może na następnym sabacie przeprowadzisz coś, co zwiększy wrażliwość naszych ''kuzynów''.
Uśmiechnął się półgębkiem. Isaac może i nie wywodził się bezpośrednio z czystokrwistej familii, ale nawet on musiał co najmniej raz usłyszeć dowcip o tym, że wykresy genealogiczne czarodziejów z każdym nowym pokoleniem zdają się coraz bardziej przypominać koło niźli drzewo. Erik uważał to poniekąd za zabawne: stare rody czystej krwi dalej lubowały się w małżeństwach między kuzynostwem, przez co więzy pokrewieństwa stawały się coraz wyraźniejsze. Jeszcze parę wieków temu takie związki pewnie zakrawały na mniej lub bardziej bezpośrednie kazirodztwo. To jest, w najbardziej drastycznych przypadkach. Może to w kwestii małżeństw z innymi rodzinami czarodzieje powinni się nauczyć większej otwartości?
— Bazując na ideach, jakie Czarny Pan pragnie zaszczepić w społeczeństwie, są na to raczej niskie szanse — odparł nieco cichszym tonem, odsuwając w myślach na bok liczne sprawy ataków i porwań, jakie przetoczyły się przez biura Brygady Uderzeniowej w ostatnich latach. — Ten wariat już zaczął atakować nawet sabaty wypełnione czarodziejami czystej krwi. Niezbyt dobry sposób na budowanie wokół siebie jakkolwiek pozytywnej legendy. No... Chyba że ideologia czystości zaczęła do ciebie jakoś wybitnie przemawiać? — Uniósł brew, nadając swej twarzy nieco kpiący wyraz. — Nie żebym cię o to podejrzewał. Zawsze uznawałem Bagshotów za... hmm... obrońców historii? Jednego złego czarnoksiężnika już mieliśmy w tym stuleciu. Drugiego nie potrzebujemy, więc... Chyba nie jesteście fanami tego, żeby historia w tym przypadku zatoczyła koło?
Coś czuję, że wejdzie mu to w krew, pomyslał na komentarz Shafiqa odnoszący się do coraz to nowych zleceń wypływających z lokalnych redakcji prosto w ręce Isaaca. Westchnął cicho, darując sobie jednak komentarz na ten temat. W znacznej większości sporów starał się zachowywać neutralność lub przynajmniej rozsądek, jednak londyńskie media mierziły go. Może to dawne wspomnienia ze szkolnych lat, kiedy przez krótki czas informacja o tym, że został ugryziony przez wilkołaka, królowała w paru pisemkach? Przyczyna negatywnego podejścia do reporterów siedziała raczej zbyt głęboko, aby podsumować ją jednym zdaniem i przypisać te odczucia jednemu wydarzeniu.
Skoro Isaac wrócił do ojczyzny i zdecydował się skręcić ze swoją karierą w stronę dziennikarstwa, to z niemałym trudem będzie musiał to przełknąć. Zastanawiało go, czy Brenna już o tym wszystkim wiedziała oraz, a może przede wszystkim, jak zareagowała na te wieści. Odkąd konflikt w Wielkiej Brytanii zaczął narastać, młodsza Longbottomówna zrobiła się nieco bardziej podejrzliwa i dbała o to, aby nie lśnić mocniej niż on. Dla bezpieczeństwa rodziny. Dla bezpieczeństwa organizacji. Ciekawe, jak też planowała pogodzić nadchodzące wydarzenia towarzyskie z obecnością Isaaca w roli reportera. I jak ja to zrobię?, pomyślał, bo w sumie sam jeszcze nie widział, jak do tego podejść. A może nawet nie było czym się przejmować?
— Twoi sąsiedzi ze stoiska obok zebrali niemały tłumek — odparł w ramach powitania, zaciągając się papierosem. Wskazał ruchem podbródka na stragan Mulciberów. A przynajmniej jeden z nich. Bądź co bądź nieopodal młoda Sophie również rozłożyła się z własnym asortymentem. — Z tego, co widziałem, masz dzisiaj całkiem sporą konkurencję. Nalewki Zamfirów, cytrynówka Mulciberów... Tyle tu tego, że Dwór Smoka może niedługo zacząć drżeć w posadach.
Widząc coraz to większą grupę czarodziejów, która formowała się wokół stoiska ze świeczkami, Erik tym bardziej docenił, że w porę się stamtąd ulotnił. Nie miał zamiaru rozstrzygać sporów, jakich się tam toczyły, skoro sam został tam ofiarą jednego z incydentów. Raczej nie mógłby pozostać w pełni neutralny. Poza tym, skoro Alastor Moody był na służbie, to na pewno wszystko skończy się dobrze. Uśmiech tego konkretnego aurora potrafił w końcu ruszyć góry, czyż nie? A czymże były górskie szczyty w porównaniu z paroma nierozgarniętymi czarodziejami, którzy szukali guza i musieli robić zamieszanie w samym środku festiwalu?
— Zwykłe wino wystarczy — zapewnił Anthony'ego, wypuszczając na bok dym z ust, co by chmura nie uderzyła w przechodniów. — Macie jakieś kubeczki z osłoną? Chciałbym się jeszcze przejść pod scenę... Potem oczywiście jeszcze wrócę po drugą kolejkę. — Uśmiechnął się minimalnie, po czym pokiwał głową. — Koty chyba się już jako tako rozeszły. Przynajmniej, jak mijałem stoisko, to kręciło się tam parę chętnych osób.
Zgasił papierosa i ruszył w kierunku stoiska, gestem dłoni zapraszając ze sobą Isaaca.
— To co? — zagadnął nieco przyjaźniej niż na początku. — Planujesz jakiś reportaż z wystąpień? Z tego co widziałem w tym roku Lammas zebrało sporo dodatkowych organizatorów. Po tym, jak hmm kowen zaniemógł.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞